Zanim zacznę to zaznaczę,że mogę bardzo mieszać angielski z polskim (nie żebym normalnie tegonie robiła XD) i noo ogólnie będzie tu jeden wielki chaos (jak zawsze)
poza tym jak już piszę takie rzeczy to muszę tu napisać, że jestem przeogromnie wdzięczna, że dostałam taki piękny prezent bo zanim sama bym sobie to kupiła to minęłyby lata, a to literally chyba najpiękniejsza książka jaką kiedykolwiek czytałam
***
(ups zaspojlerowałam, że mi się podobało... no god dammit. zignorujcie to jeśli czytacie dalej... albo i nie bo za max 2 zdania pewnie znowu wspomnę o mojej miłości do tego arcydzieła)
W KAŻDYM RAZIE - jestem debilem and a mess i nie wiem jak zacząć... więc I guess, że mądrze będzie zacząć od początku...
-a początek jest taki, że w sumie trochę o wszystkim i o niczym... zwłaszcza patrząc na to, że taki faktyczny pierwszy rozdział zaczyna się od słów: Barney Livingston was the 1st boy in Boston to see Laura Castellano naked (💀)... ale spokojnie to nie jest wstęp do filmu 18+ (a raczej książki w tym przypadku ale no... u get the point)... po prostu dostajemy kilkadziesiąt (?tbh tak miło i szybko mi się przewracało te strony, że nie mam pojęcia) stron o dzieciństwie -> dojrzewaniu głównych bohaterów. Bo w końcu musimy ogarnąć co poszło w ich życiu nie tak, że postanowili być lekarzami (just kidding... albo i nie... u never know 👀). Co jest poniekąd najsłabszą częścią książki, a jednocześnie najlepszą, bo ogarnianie motywów tych postaci pozwoliło mi w sumie pomyśleć o tym, co mnie pokierowało w życiu, że finalnie jestem tu gdzie jestem (aka cyrku... nie no żartuję. połowicznie... ale na moje usprawiedliwienie jak szpital sam tworzy plakat z cyrkiem i sobie z siebie żartuje, to myślę że i ja mam do tego prawo). Anyways bardzo mi się to podobało, bo przynajmniej mogłam rozumieć postępowanie bohaterów od początku do końca (+no nie oszukujmy się, czułam się bardzo fancy jak w pewnym momencie rozpoznałam u jednej z postaci zawał i krzyczałam o złotej godzinie zanim mi wgl potwierdzili pisemnie, że miał ten zawał... jakby... halo? kardiologia? tak, jestem chętna na speckę, feel free, żeby do mnie pisać).
Noo ale, żeby nie wchodzić w spoilery i opisywanie książki od początku do końca (bc that's not the point, lepiej to wszystko samemu przeczytać zamiast ogarniać moje chaotyczne wypociny), to idźmy dalej:
-(werble proszę)... ✨STUDIOWANIE MEDYCYNY✨ -moment (aka my time to shine, bo mogłam się utożsamiać z bohaterami) -> JAKBY. JA DOSŁOWNIE DO TERAZ ZBIERAM SZCZĘKĘ Z PODŁOGI JAKIE TO BYŁO ACCURATE I RELATABLE. A akcja się toczy w zeszłym wieku (+sama książka jest z 1988 więc no trochę lat minęło... a dla medycyny to właściwie całkiem sporo) więc fakt, że mogłam się śmiać z czegoś, że 'o boże universal experience bla bla bla', jest niesamowity. I jakby, wiadomo, nie wszystko się zgadzało w 100%, bo jednak ich studia były 4-letnie + praktykowali zabiegi chirurgiczne na psach (tja,kinda spojler, nie bijcie) (btw thank god, że nam czegoś takiego nikt nie wciska bo bym chyba umarła)... Ale poza tym było bardzo podobnie. Zwłaszcza opis 1-szego roku. I can't. Gadki o biochemii mnie tak rozbawiły, że dosłownie płakałam ze śmiechu. A do tego opisy przemęczenia i tego, że chodzili co automatów po słodycze i colę (i can bet, że jakby mieli energole wtedy to zastąpiłyby colę i dostalibyśmy opis kupowania tigerków/monsterków itp i śmiałabym się jeszcze bardziej)... Po prostu coś pięknego. I noooo... chcąc nie chcąc, to moja ulubiona część książki przez wzgląd na to wszystko (dajcie mi 2 lata a dalsza część będzie moim numerem 1 XD).
-No i apropos dalszej części - let's call it: dorosłe i odpowiedzialne życie, podczas którego udajesz, że wiesz co robisz i ogólnie u fake it till u make it (aka największy postrach każdego studenta lekarskiego, który zaczyna myśleć co będzie jak już dostanie tytuł lekarza) -> Well... wspomniałam, że pakiet 'studenckie życie' podobał mi się najbardziej w tej książce. A teraz kinda sama sobie zaprzeczę, bo to co się działo potem - I mean teraz - w części 'witaj w pracy' - było czymś przepięknym i pozwoliło mi sobie przypomnieć, że faktycznie jestem w dobrym miejscu i chcę to wszystko robić, nawet jeśli jestem scared as fuck na myśl o tej całej odpowiedzialności. Co jest w sumie zabawne, bo opisy przeżyć bohaterów nie są wcale idealne i nie bardzo napawają nadzieją XD. Ale... po prostu te wszystkie przejścia tych postaci były... damn. nawet nie wiem jak to opisać... jakby... życiowe? XD... realne? ... po prostu pokazały wzloty i upadki. To, że ofc nie zawsze jest kolorowo, ale w końcu z jakiegoś powodu wybraliśmy ten zawód i nie powinniśmy o tym zapominać. Like... jak nie my to kto? Palmer, który still nie został wykastrowany? (tak musiałam znowu o nim wspomnieć, I just hate this motherf-...) - No chyba nie (a raczej na 100% nie).
+To wszystko co się działo było najzwyczajniej w świecie ciekawe. Autor opisał tu już losy trochę większej liczby postaci. Ich przeżycia związane ze specjalizacją, jaką sobie wybrali, ich płcią (bo chcąc nie chcąc medycyna wciąż potrafi zajeżdżać mizoginią, a w czasach opisanych w książce tylko tym bardziej), rasą (no... niestety... ludzie są okropni), poglądami itp itd... no w każdym razie robi się poniekąd psychologicznie(?) i w sumie trochę jakby kazuistycznie (?) (I mean...mam wrażenie, że świetne zajęcia z etyki i socjologii można by na tej bazie przeprowadzić i się pobawić w analizowanie wszystkiego - I KOCHAM SEGALA ZA TO!)
+żeby nie było, dostajemy historie życia zwykłych ludzi (bo, ha, jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości, lekarz to też zwykły marny człowiek, o czym przy okazji ta książka też na swój sposób wspomina, and I love it. nie ma gloryfikacji, nie ma też czepiania się... jest po prostu przedstawienie przeciętnego 'Kowalskiego', który jak każdy ma swoje problemy życiowe - te mniejsze i większe - i który próbuje sobie jakoś radzić w tym szalonym medycznym świecie.) i to jest przecudowne! Znaczy się, ja nie wiem, może to brzmi nudno czy coś, ale nie jest. Dawno tak dobrze mi się nie czytało powieści bez fantastyki/albo po prostu typowej akcji. Tu jest najzwyczajniej w świecie opisane życie. W bardzo ładny sposób. Bez owijania w bawełnę. Z momentami, kiedy płakałam, kiedy miałam ochotę wrzeszczeć i byłam bardzo wkurzona... Kiedy się stresowałam, i też kiedy śmiałam albo po prostu uśmiechałam (no w skrócie - totalny emocjonalny rollercoaster... jak życie XD)
I kurcze, aż jest mi przykro, że nie umiem ładnie przelewać własnych myśli na papier (czytaj - goodreads XD) (+btw mam nadzieję, że nie ma tu żadnych błędów ale piszę to na tablecie więc może być róznie), bo ta książka zasługuje, żeby ją ładnie opisać i polecić. Bo - wow, kto by się spodziewał - tego nie da się nie polecić. I tak na dobrą sprawę mam wrażenie, że powinien ją pezeczytać każdy. Osoha rozważająca te studia, będąca na nich, będąca po nich. A nawet ta, która nie ma nic wspólnego z tym światem, bo może przynajmniej trochę bardziej go zrozumieć. Zrozumieć tych biednych studentów debili, którzy chcą coś robić (I mean it, dajcie mi głupi wywiad do zebrania a jestem w niebie, just dajcie mi cokolwiek do robienia, żebym mogła się uczyć i być z każdym dniem lepsza w tym co robię). Zrozumieć lekarzy, którzy jak już wspomniałam - idealni nie są i nigdy nie będą (but we try, albo at least część z nas serio się stara). I też trochę sobie pomyśleć o innych sprawach związanych z życiem i śmiercią (polecam, aż normalnie po tym wszystkim zrozumiałam o co faktycznie chodzi w katharsis, bo właśnie to przeżyłam) (a jak ktoś nie chce, to można to czytać dla samego sposobu, w jaki ta powieść jest napisana, bo segal miał naprawdę wielki talent... + dla tej akcji bez akcji, bo przysięgam, że się wręcz płynie przez te wszystkie strony i ciężko jest się oderwać)...
I no. I tak... I nawet nie wiem co ja tu finalnie napisałam. Ale the point is, że do tej pory zbieram szczękę z podłogi i jestem najszczęśliwsza na świecie, że było mi dane to przeczytać i na swój sposób odzyskać moją pasję (aż serio mam ochotę się pouczyć interny czy czegoś i to od zaraz XD) (spokojnie, nie zrobię tego... zacznę od jutra) i utwierdzić mnie w przekonaniu, że chcę to robić. I, że uwielbiam to robić nawet jeśli jestem przewlekle zmęczona i poniekąd wkurzona (damn brzmię jak masochista... I swear that I'm fine. I'm having the time of my life. Nieironicznie).
I po prostu koniecznie kiedyś tu wrócę i zrobię re-read (i jak sobie znajdę fajnego męża to I'm sorry ale zmuszę go do tej lektury razem ze mną 🤭... sorry not sorry).
***
a teraz na koniec kilka słów marudy (niesczyciela dobrej zabawy): doczepiam się do tej 'gastronomy' zamiast 'gastrostomy' (ale ufam, że to pewnego rodzaju literówka bo potem w normalnych słowach też się zdarzyły pojedyncze błędy) + cały czas się trochę nie zgadzam z tracheotomią zamiast konikotomii (ale jestem za mało ogarnięta w tych kwestiach, żeby uznawać to za 100% błąd, więc jeśli jednak to ja jestem niedoedukowana to przyjmuję to do wiadomości, przepraszam i obiecuję poprawę - aka zapamiętam wtedy do końca życia co i jak).
***
👀 czy ktoś dotrwał do końca? co z ciebie za szaleniec. znajdź sobie lepsze rzeczy to roboty (np czytaj to arcydzieło *wink* *wink*)