widzę tę książkę jako rozbieg przed "cudzymi słowami" — widać w niej wszystkie elementy, które złożyły się na udaną narrację późniejszej powieści, ale tu dopiero kiełkują, błądzą nieśmiało, szukają odpowiedniej perspektywy, żeby opowiedzieć o niewiedzy, o tym, że nie wiemy, dlaczego całe ścieżki nagle przestają istnieć, nie zauważamy, kiedy przelotne decyzje kamienieją i zostają na zawsze, tkwimy zamknięci w słowach, a nie słowa w nas, i postacie, które dostrzegamy w ich mgle, zajęte swoją własną ucieczką przed ostatecznym nazwaniem, zawsze przybierają tylko ten kolor, który potrafimy im podszepnąć