Każdy choć raz chciał odejść: zostawić wszystko, odwrócić się i zniknąć. Mateusz porzuca błyskotliwą karierę i zamieszkuje na dworcu kolejowym. Jego brat Błażej od dwudziestu lat nie wypowiedział ani słowa. Ale nic nie jest takie, jak się z początku wydaje. Dworzec Mateusza jest śródziemnomorską willą, zatopionym wśród beskidzkich lasów schronieniem dla ludzi i bogów. A milczący Błażej szeptem opowiada tajemniczą historię o odejściach i powrotach. To opowieść o dwóch braciach i Marcie, bogini Poświatowa, pełna niedopowiedzeń i pulsującego erotyzmu wyprawa w poszukiwaniu mitologii życia.
Wit Szostak (pseudonim, ur. 1976) to polski pisarz, z wykształcenia doktor filozofii, absolwent Papieskiej Akademii Teologicznej. Mieszka w Krakowie. Członek Towarzystwa Tischnerowskiego i miłośnik twórczości Tolkiena. Jest znawcą muzyki ludowej, od kilku lat zapisuje nuty ostatnich skrzypkow ludowych, gra na skrzypcach, gęślach i dudach.
Jako autor debiutował w roku 1999 opowiadaniem „Kłopoty z błaznem” zamieszczonym w „Nowej Fantastyce”.
Jak sam mówi, używa pseudonimu nie po to, by się ukrywać, lecz aby zasygnalizować, że rozgranicza różne dziedziny swoich zainteresowań, jako że pod swoim prawdziwym nazwiskiem publikuje teksty dotyczące filozofii.
Wsiąknęła ta książka do moich wnętrzności i już tam pozostanie. Powiem tylko tyle: z przyjemnością i ciekawością zabiorę się za kolejną książkę Wita Szostaka, bo to w jaki sposób używa słów jest niesamowite.
No cóż... znów dałam się oczarować i zatracić. Każde słowo, a właściwie każdy ,,szept" trafił prosto do moich wnętrzności, zakorzenił się i zostanie tam na bardzo długo. Mało kto potrafi tak pięknie operować słowem jak Wit Szostak.
4,5 - mało kto potrafi tak pięknie operować słowem jak Wit Szostak. Książka z jednej strony napisana prostym językiem, jednak te proste słowa są tak podane, że jednocześnie składają się na piękne zdania, z niezwykłą głębią, dającą do myślenia. I mimo iż książka króciutka, nie ma nawet 300 stron, to czytałam ją stosunkowo długo, bowiem tymi słowami warto się delektować, czytać nieśpiesznie 😊❤️
Szostak jak zawsze, podróżuje między słowami i tworzy piękne, proste, ale niezwykłe zdania. Niefortunnie tym razem nie dotknęły mojej wnętrzności tak jak "cudze słowa", ale zatrzymały się gdzieś i nadal w tle zostaną.
"Szeptanie" skończyło się tak niespodziewanie, że doświadczyłam małej dezorientacji. Niesamowicie tajemnicza powieść trzymała mnie w napięciu do ostatniego zdania.
Bardzo lubię powieści Wita Szostaka, choć niemal każda jest napisana innym stylem, raczej nie są do siebie podobne ani językowo, ani tematycznie. Ta powieść jednak przypominała mi trochę Wichry Smoczogór, może odrobinę przez miejsce akcji (góry) ale przede wszystkim przez gawędziarski ton. Piękna historia o rodzinie, o miłości, o trudnych wyborach i niezrozumiałych wyborach. Także o przebaczeniu i zmianie. Polecam - czyta się szybko i łatwo.
Bardzo ciężko mi ocenić tę książkę poza faktem, że na pewno nie jest dla każdego. "Cudze słowa" tego autora bardzo mi się podobały, ta książka mniej, mimo że kilka wątków z niej pojawia się i tutaj. Fabuła rozwija się bardzo powoli, perspektywa narratora jest trafna i interesująca, czasami nawet kwestionowałem, jak bardzo narrator jest powiązany z całą sprawą i czy książka nie przybieże nadnaturalnego obrotu, ale nie. Zdecydowanie było to artystyczno-filozoficzne przeżycie, polecam jeśli ktoś lubi takie klimaty, chociaż jeśli liczycie na pełne rozwiązanie sprawy albo chociaż poznanie przyczyn stanu rzeczy, mocno się przeliczycie. To nie książka z odpowiedziami, raczej z pytanimi do zadania sobie samemu podczas lektury. Język bywa niezrozumiały, ale tylko fragmentarycznie, odróżnienie fikcji od rzeczywistości albo zrozumienie o czym "szepcze" Błażej bywa konfundujące.
"Fakty muszą zostać przeżyte, przetrawione przez organy i gruczoły. Wtedy stają się treścią wnętrzności, wtedy dopiero można zacząć opowiadać. Wywlekać wnętrzności i wróżyć z nich, wtykając palce w bolące miejsca."
Łatwo powiedzieć że ktoś jest głupi lub mądry ale to czy w ogóle postrzegamy kogoś w dany sposób jest bezpośrednim odbiciem naszej własnej samooceny i postrzegania świata. Każdy kogo spotykasz jest poniekąd tobą. Jak bardzo jesteś świadomy swoich wnętrzności i jak bardzo umiesz żyć wewnętrznie, by móc zrozumieć wagę ciszy drugiej osoby? To zwykła cisza czy ciche przeżywanie? Piękna książka. Płynąca przez meandry ludzkiego umysłu i różne perspektywy. Być może czasem by się chciało żeby była bardziej dosłowna ale i tak zachowuje dobry balans między metaforą a zwykłym faktem. Moje pierwsze zderzenie z Szostakiem i na pewno nie ostatnie!
widzę tę książkę jako rozbieg przed "cudzymi słowami" — widać w niej wszystkie elementy, które złożyły się na udaną narrację późniejszej powieści, ale tu dopiero kiełkują, błądzą nieśmiało, szukają odpowiedniej perspektywy, żeby opowiedzieć o niewiedzy, o tym, że nie wiemy, dlaczego całe ścieżki nagle przestają istnieć, nie zauważamy, kiedy przelotne decyzje kamienieją i zostają na zawsze, tkwimy zamknięci w słowach, a nie słowa w nas, i postacie, które dostrzegamy w ich mgle, zajęte swoją własną ucieczką przed ostatecznym nazwaniem, zawsze przybierają tylko ten kolor, który potrafimy im podszepnąć
Wyszeptany monolog, łączący narratora z zewnętrznością. Bo wycofał się pewnego dnia do swojego wnętrza. Wnętrzności metaforyczne, symboliczne, rzeczywiste - co to siniejącymi plamami naznaczają skórę, ba, nawet narodowe - godnie reprezentujące. Rodzinne ustawienie w wersji 1:1. Pozdrawiam pana Berta Hellingera. Jeżeli recenzja wydaje się dziwaczna, to przepraszam. Po takiej powieści trudno się powstrzymać.
Co za książka... Kiedy już wydawało mi się, że przeszłam przez jej najtrudniejsze momenty, dała mi z liścia. I później jeszcze kilka razy. To jest inny level literatury. Bardzo dużo przyjemności, choć nie była to łatwa opowieść.
troszkę mi się przeciągnęło, bo polubilam zasypianie przy tej książce. Mimo wszystko nie czuję żebym coś przez to straciła. Też żyje z takim Błażejem, który mówi do mnie prosto z brzucha chociaż na co dzień staram się być Martą.
Świetna książka, intrygująca i inspirująca. Dobrze się bawiłam przypadkami Srebronia z poprzedniej, ale ta to coś zupełnie innego. Na serio i pięknie. Miałam też wrażenie, czytając, że napisała to kobieta. A nie napisała przecież. Chapeau bas!
Zachłysnęłam sie początkiem. Proza na granicy poezji. Przyjemne w czytaniu, magiczne. Pięknie opisane rodzinne relacje. Koniec słabszy ale i tak warto bo ta książka jest po prostu inna. I dla samej odmienności wg mnie warto.