Jak przetrwać wesele pełne wampirów? Sean Lane bardzo chciałby to wiedzieć.
Jest człowiekiem, lekarzem weterynarii oraz, ku własnemu przerażeniu, przyszłym świadkiem na ślubie swojej najlepszej przyjaciółki – Aileen. Już niebawem poślubi ona wampira z wysokiego rodu. Problem w tym, że pośród zaproszonych gości Sean będzie jedyną osobą bez kłów.
Podczas miesiąca zapoznawczego w posiadłości rodziny Blackworthów szybko odkrywa, że świat wampirów jest bardziej skomplikowany, niż przypuszczał. Sytuacja pogarsza się, gdy jego los niespodziewanie splata się z losem Ezry Blackwortha, chłodnego, zdystansowanego wampira i ostatniej osoby, z jaką Sean spodziewałby się znaleźć wspólny język.
Pierwsze o czym muszę wspomnieć wydając opinię o tej książce to humor w niej zawarty, który bardzo przypadł mi do gustu. Kocham słowne przepychanki Seana i Ezry. W wielu momentach uśmiech dosłownie nie schodził mi z twarzy. Warsztat autorki sprawia, że treść bardzo przyjemnie się przyswaja. Jestem zauroczona relacją głównych bohaterów, która, pomimo popełnianych w niej ludzkich i wampirzych błędów, powoli rozwija się, zmierzając (mam nadzieję) ku szczęśliwemu zakończeniu, na które zarówno Sean, jak i Ezra, moim zdaniem zasługują. Doceniam poruszony temat zdrowia psychicznego, niebagatelizowanie go i tego, jak ważna jest to kwestia w budowaniu relacji. Brakuje mi trochę rozwinięcia postaci drugoplanowych. Z chęcią zagłębiłabym się bardziej w wampirze środowisko, w którym został umieszczony Sean. Poznajemy trochę Valentina i Aileen, oraz bardzo powierzchownie Esther, o której swoją drogą z chęcią dowiedziałabym się więcej, gdyż jest ona postacią intrygującą w swojej oziębłości, jednak bardzo niewiele mamy do czynienia z innymi członkami rodziny, czy też wampirzej społeczności. Liczę, że zostanie to może bardziej rozwinięte w drugim tomie. Niemniej jest to bardzo przyjemna lektura, która ma zarówno wiele zabawnych, jak i poważnych momentów. Koniec końców dostajemy tutaj połączenie queerowego romansu z motywem wampirów, a czego mozna chcieć więcej? Pozostaje mi jedynie zabranie się za kolejny tom by owiedzieć się jak dalej potoczy się relacja Seana i Ezry.
A i oczywiście należą się honorary mentions dla Drzazgi, której psia postać z pewnością popycha fabułę do przodu :)
Ezra i Sean zostali przedstawieni bardzo dobrze, a powoli rozwijający się wątek polityczny w tle jest ciekawy. Naprawdę chciałam zostawić tutaj ocenę 5/5, ale... Jest pewna zapomniana dwójka w tle - Aileen i Valentine. Mam wrażenie, że autorka o nich kompletnie zapomniała i wracała do nich w momentach, w których koniecznie byli potrzebni do popchnięcia naszych głównych bohaterów do przodu, a potem znowu cisza. Jednak sama książka jest świetna i polecam dać jej szansę, bo szczerze warto!