„Tak dumny i zarozumiały, że wszyscy wprost znieść go nie mogli” (Pani Bennet o Panu Darcym, Duma i uprzedzenie).
To miała być kolejna wielka ekranizacja dzieła Jane Austen. Epicki romans, gwiazdorska obsada i produkcja z hollywoodzkim rozmachem. Pan Darcy nie zdążył jednak wywołać rumieńca na twarzy Elizabeth Bennet…
Po sentymentalnej aurze Dumy i uprzedzenia pozostaje tylko piękna okolica i urokliwy dworek. Produkcja filmu zostaje wstrzymana. Jednak gra trwa nadal: śledztwo w sprawie ewentualnego zabójstwa i sekrety gwiazd inicjują zabawną komedię intryg. Bohaterowie spiskują, knują i robią wszystko, by kompromitujące fakty z ich życia nie ujrzały światła dziennego.
Niespodziewane zwroty akcji, błyskotliwe dialogi i atmosfera hollywoodzkiego skandalu tworzą literacką mieszkankę wybuchową. Pan Darcy nie żyje to soczysta opowieść, nie tylko dla fanów Jane Austen.
Całkiem przyjemna komedia kryminalna. Jako fanka twórczości Jane Austen, jestem na tak, jeśli chodzi o pomysł na fabułę i tło w postaci "Dumy i uprzedzenia".
Aż nie chce mi się wierzyć, że „Pan Darcy nie żyje” to debiut Magdaleny Knedler!
Książka jest pozbawiona niedociągnięć wynikających z braku doświadczenia pisarskiego, czy też zwyczajnego braku talentu literackiego do opowiadania frapujących historii.
To doskonała komedia kryminalna, która odsłania kulisy brytyjskiego światka filmowego, a kiedy ginie jeden z członków ekipy aktorskiej zaangażowanej w projekt „Duma i uprzedzenie” vol. 3, to wypadki okazują się nie lada pokrętne i intrygujące.
Zakończenie świetne, okładka idealna. Nic tylko polecać z jednoczesnym ostrzeżeniem, że czytanie kryminalnej wariacji na temat kultowej powieści Jane Austen w miejscach publicznych może powodować pełne niedowierzania spojrzenia otoczenia. No bo jakże to prychać ze śmiechu w tramwaju czy na plaży ;)
Mocno nie podszedł mi sposób prowadzenia historii, miałem ochotę rzucić telefonem przy każdym "dobra, teraz postać dowiaduje się o tym dlaczego tak się działo, ale czytelnik nie, bo... Musimy utrzymać napięcie!" do tego postacie wydawały się strasznie płaskie i wszystkie mnie denerwowały, więc przy słabo poprowadzonym śledztwie nie mogłem nawet mieć tej jednej postaci która by mnie zachęciła do czytania
"Pan Darcy nie żyje" był na moim radarze od momentu zapowiedzi - przemawiało do mnie wszystko: koncept, nawiązanie do Dumy i uprzedzenia, forma kryminału... Słowem: książka idealna. Przez lata znajdowała się na moich kolejnych listach książek do kupienia, do wypożyczenia, do zdobycia - za każdym razem coś jednak mi przeszkadzało w sięgnięciu po debiut Knedler. Gdy zobaczyłam, że jest dostępna w mojej bibliotece - słowem nie da się opisać mojej ekscytacji.
A potem ją otworzyłam i zaczęłam czytać. I rozczarowanie wylało się na mnie niczym kubeł lodowatej wody. Na palcach jednej ręki mogę wyliczyć elementy, które mi się podobały, a na wady potrzebowałabym całej listy.
Przede wszystkim - jak na kogoś, kto spędził kilka lat na pracy związanej z Jane Austen (na pracy magisterskiej czy pracy na portalach poświęconych jej twórczości), to w kryminale czuć przede wszystkim pogardę dla "Dumy i uprzedzenia" i wszystkich jej ekranizacji. Nie wiem, czy jest to zabieg celowy, czy też Knedler wyszło to przypadkiem, ale absolutnie wszyscy bohaterowie nienawidzą i gardzą "Dumą i uprzedzeniem" - szczególnie tą filmową. Wszyscy pracujący przy filmie muszą koniecznie powiedzieć jak to granie w klasyce jest całkowicie poniżej ich standardów.
Jest w tym pewien snobizm, jest też sporo ignorancji - przywoływane są jedynie dwie ekranizacje powieści Austen (miniserial z 1995 i film z 2005), nakręcenie kolejnej ekranizacji w 2015 traktowane jest jako coś, co jest niepotrzebne, ale i jako coś, co wydarza się jedynie raz na dekadę. Knedler ustami kolejnych bohaterów twierdzi, że nie da się już nic nowego powiedzieć, nakręcić inaczej "Dumy i uprzedzenia". W tym miejscu chciałabym wspomnieć o bollywoodzkiej ekranizacji powieści, webseries "Lizzy Bennet Diaries" czy miniserialu BBC "Death Comes to Pemberley" - wszystkie dość głośne, pokazujące, że można pokazać tę historię inaczej, a pan Darcy nie musi nosić twarzy Colina Firtha.
Problemem są także powtórzenia. Zarówno te dosłowne (przysięgam, w przeciągu 3 stron zdanie "Pan Darcy nie żyje" zostało powtórzone z 8 razy), jak i jeśli chodzi o informacje. Knedler stosuje mnóstwo ekspozycyjnych dialogów i opisów, które irytują tym bardziej, gdy pięć stron dalej te same dane zostają podane w innym dialogu, opisie czy anegdocie. Do tego dochodzi jeszcze niemal całkowite powtarzanie tych samych scen oczyma różnych bohaterów - tu zabrakło redaktora, który powiedziałby, że to można pokazać zgrabniej, przyjemniej i lepiej.
Przez te liczne powtórzenia cała powieść się rozwleka jeszcze mocniej niż mogłaby. Knedler opóźnia celowo podanie jakichkolwiek informacji, co sprawia, że prędzej czy później czytelnik zaczyna się irytować. Nieustannie powraca do tych samych rozmów i wątków, nie podając ani jednej nowej informacji. A że sama zagadka jest kiepsko zbudowana, to rozczarowanie w finale jest jeszcze większe.
"Pan Darcy nie żyje" może być - i nie ma tu krztyny przesady - moim osobistym rozczarowaniem roku. Autentycznie żałuję tego, że w końcu udało mi się zdobyć egzemplarz tej książki, tego, że moje wyobrażenia i nadzieje zderzyły się z twardą, rozczarowującą rzeczywistością.
Nie spodziewałam się, że książka tak bardzo mi się spodoba! Jest lekka, ale jednocześnie bardzo intrygująca, relacje między postaciami i ich sekrety utrzymywały wszystko w angażującej formie. Do tego podobało mi się przedstawienie świata filmu od podszewki i dużo nawiązań do kina i poprzednich adaptacji "Dumy i uprzedzenia". Co prawda w niektórych momentach akcja mogła trochę przyspieszyć, ale nie przeszkadzało mi to jakoś bardzo, bo Magda ma styl, który sprawia, że cały czas śledziłam wydarzenia z zaciekawieniem
Nie czytałam "Dumy i uprzedzenia", ale na szczęście nie musiałam znać tamtej książki, by przeczytać tę.
Przyznaję spodziewałam się czegoś lepszego, jednak nie była to bardzo zła książka. Czytało się ją szybko, ale samo zakończenie trochę mnie rozczarowało. Spodziewałam się czegoś lepszego, bo po całej powieści można by się spodziewać czegoś wow na zakończenie.
Przyciągnął mnie tytuł i nie przeczytałam opisu, więc nastawiłam się na coś innego. Kompletnie innego. A to co dostałam było oporne, na szczęście jest audiobook. Dobre do sprzątania, bo jak pominiecie fragmenty to nic się nie straci.
Bardzo fajna, luźna książka. Morderstwo następuje dość późno, ale jak już następuje, to z przytupem wzorowanym na Christie i „I nie było już nikogo”. Polecam szczególnie dla fanów Austen, Christie i Rogozińskiego ;)
Lekka i pełna humoru opowieść o tym, jak jedno wydarzenie może wpłynąć na losy wszystkich. O tym, jak tajemnice skrywane przez lata czekają tylko na okazję, żeby się ujawnić.
Ta sugestywna, minimalistyczna okładka i natychmiast przyciągający uwagę tytuł są naprawdę mistrzowskie. Osoba taka, jak ja, automatycznie wyciąga rękę z wzrokiem rozmarzonego cielaka. Wpadam w target jak śliwka w kompot. Opis książki zapowiada, że to jakaś sensacyjna historia w hollywoodzkim stylu, kryminał, high-life, gwiazdy kina i kolejna adaptacja Dumy i uprzedzenia. Nawiasem mówiąc, traf chciał, że akurat kilka dni temu autentycznie zapowiedziano nową ekranizację tej najpopularniejszej powieści Jane Austen (więcej tutaj). Ale wracając do powieści: rozczarowałam się dość szybko, choć ten rasowy, komediowy kryminał Magdaleny Knedler przypomina trochę humorem, jowialną atmosferą i beztroskim przekomarzaniem w dialogach książki Joanny Chmielewskiej. Jak to się mogło stać? Rzecz w tym, że jest dość płytko, przewidywalnie i kliszowato. A do tego Anglicy, opisywani z sercem i słowiańską duszą przez polską autorkę, wcale nie przypominają osób z wysp. Trudno przekonać się do stada brytyjskich aktorów, którzy łoją wódę zamiast pint piwa w pubie, a na na śniadanie jedzą jajeczniczkę zamiast kiełbaski, fasolki i tosta. Ot, lekkie czytadło do szybkiego połknięcia.
Nie było to złe. Lekkie pióro, świetny pomysł ale zupełnie się nie wciągnęłam. Dużo tajemnic (przewidywalnych), nie polubiłam żadnej postaci , a szkoda. Świat filmu schematyczny, trochę dramatu ale takiego, no nie zachwycił mnie. Jak na debiut świetne, lecz nie moja droga chyba. Strasznie rozwleczona akcja- w sumie to cały czas czekałam i czekałam. Za dużo chyba opisów, za bardzo autorka skupiała się na detalach - czasem niepotrzebnie.
Bardzo pozytywne zaskoczenie! Powoli się rozkręca, ale jak już się rozkręci to bardzo przyjemnie się czyta. Kilka przewidywalnych momentów jest, ale niespodzianek też sporo :)