Nordycka magia runów powraca, a wraz z nią Ukryty Lud, który strzeże dostępu i broni Króla Gór.
Wiosna 1940 roku. Podporucznik Wojciech Śnieżewski, drugi oficer polskiego niszczyciela ORP Grom, nie mógł przypuszczać, że zostanie wciągnięty w sam środek tajemniczej walki, którą rozgrywa między sobą dwóch badaczy runów: profesor Tritz, któremu towarzyszy oddział esesmanów przypominających potwory żywcem wyciągnięte z islandzkich sag, i sir Andrew Harrington, szef Sekcji D brytyjskiego wywiadu SIS. U wybrzeży miasta Narwik rozpoczyna się zbrojny konflikt, a zwycięstwo jednej ze stron może zadecydować nie tylko o odkryciu tajemnicy Króla Gór i przejęciu jego mocy, ale też wpłynąć na losy całej wojny.
To wszystko w nowej, wojennej odsłonie III tomu Trylogii nordyckiej, a dodatkowo prequelowe opowiadanie Czas bohaterów.
Urodził się 5 kwietnia 1976 roku w Poznaniu, który stał się pierwszą miłością jego życia. Kolejne spotykał stopniowo, a były to: muzyka rockowa i metalowa, mistyka Skandynawii, epoka wielkich żaglowców, aż wreszcie pisarstwo. Już podczas studiów parał się pisaniem artykułów o tematyce erpegowo-historycznej do czasopism „Magia i Miecz” oraz „Portal”. Jest autorem powieści „Ostatnia saga”, jej kontynuacji „Wojna runów” oraz „Świt po bitwie” oraz dylogii „Karaibska krucjata”, na którą składają się tomy „Płonący Union Jack” i „La Tumba de los Piratas”. W lipcu 2007 zadebiutował w Fabryce Słów powieścią "Ragnarok 1940”. Za niedościgniony wzór uważa Patryka O’Briana, którego powieści pracowicie przekłada na język polski. Trudną dolę tłumacza łączy z pracą nauczyciela i lektora języka angielskiego. Latem - pod pozorem pracy pilota wycieczek - ucieka w chłody Islandii. Pasjonat ciszy i spokoju, strażnik ogniska domowego, poszukiwacz nieprzetartych szlaków pośród puszcz i jezior, co stało się kolejną miłością jego życia. Największą jest jednak Marta, z którą pewnego lata wziął ślub w cudownie pachnącym kościółku z drzewa modrzewiowego. Wkrótce został ojcem małego Michałka, który również bardzo lubi książki.
Nie będę się rozpisywała o cudownym stylu autora, bo to już wiecie. Wyjaśnię za to, dlaczego ta książka niezmiernie mi się ciągnęła, chociaż naprawdę ją lubię. Otóż w pierwszym tomie mamy czasy dawne - chrześcijaństwo dopiero kiełkuje i rozlewa się po świecie. W drugim poznajemy losy bohaterów, którzy przeżyli dwadzieścia lat później. Natomiast tom trzeci przenosi się o tysiące lat! I dotyczy II Wojny Światowej, a to klimaty, których nie lubię...
Wojna Runów może stanowić osobny byt, a nie trzeci tom Trylogii Nordyckiej. Oczywiście znajomość wydarzeń z poprzednich się przydaje, ale biorąc poprawkę na tysiące lat, które minęły między przygodami Vidara, a opisywanymi tutaj, można przeczytać ją osobno.
Śledzimy losy trzech głównych postaci - Tritza, Harringtona oraz Wojtka Śnieżewskiego. Dwaj pierwsi to szaleni naukowcy wierzący w runy, Ragnarok oraz artefakty. Wojtek natomiast służy w polskim wojsku, a kiedy wybucha wojna, znajduje się za granicami kraju, płynąc do Wielkiej Brytanii po pomoc. Autor ciekawie przedstawił II WŚ od strony politycznej, ale nie zmienia to faktu, że zmagania wojenne przy użyciu czołgów a nie mieczy lub łuków niezmiernie mnie nużą. Z rosnącym zaciekawieniem śledziłam więc tajne misje, włamania do pilnie strzeżonych miejsc czy nawiązania do mitologii, ale wszelkie manewry, bitwy morskie oraz lądowe... Koniec natomiast nie pozwolił mi się oderwać od książki - jest pełen zwrotów akcji, mój tok myślenia ledwie nadążał za wydarzeniami podyktowanymi przez przeznaczenie.
Nowe realia to również nowe postaci. Wojtek to młody mężczyzna, który przypadkiem pakuje się w środek mitycznych wydarzeń. To patriota zirytowany ignorancją Anglii. W trakcie lektury przechodzi zdecydowaną metamorfozę. Tritz i Harrington natomiast nieustannie mi się mylili i rozpoznawałam ich głównie po narodowościach. Obydwaj są szaleńcami wielkiego kalibru gotowymi poświęcić wszystko, aby osiągnąć swój cel. Dodatkowo autor serwuje nam całą gamę bohaterów pobocznych: dowódców (pokazując ich różne typy i sposoby dowodzenia oddziałem), Zaginiony Lud, podwładnych sekcji D czy szarych żołnierzy.
Nie lubię czytać o II WŚ z powodu tego, jak okrutnie został potraktowany nasz kraj. Nie wyobrażam sobie tamtych czasów, bo wydaje mi się to zbyt przerażające. Autor w opowieść o nordyckich bogach, o schyłku tej wiary, wplótł temat bardzo trudny. Oddziałuje to także na klimacie książki, który jest raczej cięższy niż w dwóch poprzednich tomach. Jednak zdecydowanie ją polecam, ponieważ to bardzo dobre połączenie! A głównym bohaterem jest polski żołnierz, który ma z mitologią więcej wspólnego niż mógłby przypuszczać.
4/5 troszkę na wyrost, ale chcę zaznaczyć, że książka jest lepsza niż "Ostatnia Saga".
Mortka bardzo fajnie łączy tutaj motywy historyczne z fantastycznymi. Rozwija jednocześnie swoją wizję Ragnarokku (zapoczątkowaną w "Ostatniej Sadze") i to w bardzo ciekawy sposób.
Jeśli można się tutaj czegoś przyczepić, to być może nieco zbyt pospieszonego zakończenia oraz postaci Harringtona. To drugie to sprawa czysto subiektywna - rozdziały opisywane z jego punktu widzenia czytało się coraz trudniej wraz z tym, jak okazywało się, że z tą postacią ciężko się utożsamiać. Przychodzi taki moment, gdy czytelnik nie jest już w stanie traktować go jako pozytywnego protagonisty i od tej chwili staje się to po prostu męczące.
W każdym razie - ciekawa książka, przyzwoicie napisana, polecam.