Nowa, słodko-gorzka i wzruszająca powieść jednej z najciekawszych polskich pisarek.
Jola widzi ze swojego okna trzy kominy. Najwyższy z nich wygląda jak latarnia morska. To jedyny stały element w jej życiu – życiu , z którego ciągle i bez usprawiedliwienia odchodzą kolejni bliscy ludzie.
Mieszka na warszawskim Żeraniu. Kończy szkołę krawiecką, zachodzi w ciążę, bierze ślub. Stara się przemknąć przez życie najmniej boleśnie, jak tylko można. Strategia tak wielu ludzi urodzonych w latach 80. Mimo pozornej stabilizacji Jola postanawia jednak nagle uciec z domu. Nikt nie rozumie dlaczego.
Transformacja. Magiczny moment ustrojowego przełomu w Polsce. Czy rzeczywiście odmienił losy ludzi, którzy wchodzili wtedy w dorosłość
Sylwia Magdalena Chutnik (ur. 12 lipca 1979 w Warszawie) – kulturoznawczyni, pisarka, feministka, działaczka społeczna, publicystka i promotorka czytelnictwa.
Laureatka Paszportu Polityki w kategorii Literatura za rok 2008, trzykrotnie nominowana do Nagrody Literackiej Nike: w 2009 za Kieszonkowy atlas kobiet, w 2013 za Cwaniary i w 2015 za W krainie czarów. Do 2019 jej książki zostały wydane w dziewięciu państwach.
Sylwia Chetnik jest jedną z moich najbardziej ulubionych współczesnych polskich pisarek, dlatego bardzo się ucieszyłam, gdy w stosikowym losowaniu wybrano mi właśnie tę książkę. Jednak przynajmniej przez połowę książki, czytałam z niechęcią. Nie dlatego, że Jolanta jest zła, ale dlatego, że doprowadzała mnie do depresji. Atmosfera stworzona przez Chutnik była tak sugestywna, że dosłownie czułam marazm i beznadzieję, w których tkwiła główna bohaterka.
Tytułowa Jolanta dorasta w obskurnym bloku na warszawskim Żeraniu, w cieniu kominów, fabryki samochodów i pod czujnym okiem sąsiadów. Trudno znaleźć w jej życiu kolorowe i beztroskie chwile, a gdy od rodziny odchodzi ojciec, życie dziewczynki traci jakąkolwiek barwę. Rozwód rodziców jest nagły i traumatyczny, ale prawdziwym szokiem dla dziewczyny jest moment, w którym do jej życia wkracza śmierć. Jola nie ma szans wygrać życia, nie ma szans na małe szczęście w czterech ścianach blokowego mieszkania, jest skazana na siebie, na osąd sąsiadów, na ciasnotę, brak perspektyw i smutek. To właśnie ten ostatni zaważy na jej życiu - niezrozumiały dla otoczenia, a będący oczywistym objawem depresji. Życiowa szarpanina doświadczy Jolantę bardziej niż innych mieszkańców Żerania, którzy być może bardziej potrafią się cieszyć tym, co mają. Czyli w zasadzie niczym.
Gdyby skala ocen przewidywała połówki gwiazdek, z pewnością dałbym o tyle więcej. Sylwii Chutnik udała się sztuka nie tak znów częsta: notuje pisarski progres, rozwijając się w obrębie swojego indywidualnego stylu formułowania myśli. Rozwijając myśl nieco bardziej - tworzy swój specyficzny język pisarski i pozostaje mu wierna, jednak nieustannie go poszerza, rozbudowuje, wzbogaca. Oczywiście to moja subiektywna ocena i takie też odczucia, ktoś zaś może tego rozwoju nie dostrzec i uznać, że goni ona w piętkę, operując tymi samymi: składnią, słownictwem, schematami fabularnymi. I te ostatnie, faktycznie, chyba są najsłabsze, bo przy coraz śmielszym rozbudowywaniu fabuły (nie bez wpływu na objętość fizyczną powieści), zdają się być zgrane, pojawia się nutka o smaku odgrzewanego kotleta. Dla zagorzałych fanów to być może zaleta, dla mnie - ciągle nie przekonanego, jednak wada.
Już dawno żadna książka nie zrobiła na mnie tak ogromnego wrażenia. Sama fabuła, chociaż poruszająca i interesująca, nie jest jakoś szczególnie wyjątkowa, ale język... Chutnik pisze re-we-la-cyj-nie. Mądre, wzniosłe słowa i skomplikowane struktury gramatyczne mieszają się tu z potocyzmami typowymi dla zwykłego języka mówionego; sposób prowadzenia narracji jest tak ironiczny, że chociaż tekst w zasadzie wcale wesoły nie jest, wiele razy podśmiewałam się. Ponadto znajdzie się mnóstwo mniej lub bardziej schowanych nawiązań do innych tekstów, co zawsze cieszy. Szczerze polecam, nie tylko ze względu na treść, ale także, a może przede wszystkim na język.
Przejmująca, smutna historia, choć nie brakuje jej elementów humorystycznych. Napisana świetnym językiem, kilku zdań aż chciałoby się wyuczyć na pamięć. Jedyne, co mi nie pasowało to poetyckie wstawki, ale to pewnie dlatego, że nie przepadam za tym gatunkiem ;) Niestety jest w niej sporo prawdy o Polsce i Polakach.
Niesamowita podróż do przeszłości dla tych co 30+ (dużo plus). Słodko - gorzka, śmieszno - straszna, historia wychowanych w blokowiskach, na podwórkach, z kluczem na szyi. Miło nie będzie, wesoło też nie - ale na pewno warto.
Pierwszy raz mam styczność z twórczością pani Sylwii Chutnik...i na pewno nie ostatni. Bardzo podoba mi się jej styl i spojrzenie na świat. "Jolanta" to książka o przemianach w Polsce i o życiu w latach 80-tych oraz na początku 90-tych. Przejmująca i refleksyjna. Smutna ballada o Jolancie z Żerania, która nie umiała się sprawdzić w roli córki, siostry, żony, matki...bo nie miał jej kto tego nauczyć. Mieszkała z rodziną na ponurym warszawskim blokowisku obok fabryki FSO, gdzie pracuje większość mieszkańców, także ojciec bohaterki. Ojciec ma dość i odchodzi od nich do innej kobiety. Matka nie mogąc sobie z tą sytuacją poradzić zaczyna pić, co z czasem prowadzi do jej śmierci. Opiekę nad siostrą sprawuję starszy brat. Jolka kończy szkołę krawiecką i wyjeżdża na Mazury na wakacje. Tam poznaję chłopaka i zachodzi z nim w ciążę. Brat ją opuszcza i wyjeżdża do Niemczech za pracą...nie interesuje go los siostry. Szybki ślub i narodziny córki nie dają bohaterce żadnej radości. Jolka zamyka się w sobie. Od dziecka była bardzo wrażliwą dziewczynką i do pewnego czasu jakoś sobie z tym radziła uciekając w marzenia, sny i fantazje. Poradziła sobie z odejściem ojca, śmiercią matki, brakiem zainteresowania brata i molestowaniem seksualnym sąsiada. Problemy zaczęły się, gdy z konieczności i przedwcześnie musiała założyć rodzinę. Bała się, że z jej małżeństwa nic nie wyjdzie, bo do niczego się nie nadaje. Książka ciekawa, wciągająca i dobrze prowadzona narracja. Jestem pod wrażeniem doskonale przedstawionych emocji targających główną bohaterką. Bardzo autentyczne. Pokazuje nam jak bardzo ważnym czynnikiem dla dziecka jest rodzina...stabilność, bezpieczeństwo i oparcie w rodzicach. Polecam, kto jeszcze nie czytał.
Fantazja inteligentki na temat życia klasy robotniczej. Gdybym była Jolantą z Żerania, czułabym się urażona, że ktoś tak mnie fetyszyzuje, ale cóż - sama jestem inteligentką, nie Jolantą, która swoim głosem nie mówi i książek nie czyta.
Jolanta od dziecka mieszka na warszawskim blokowisku. Odkąd pamięta, w jej życiu króluje samotność - rodzice nie stronią od kieliszka, po czym w końcu rozwodzą się, a ona niebawem zostaje sama z bratem, ponieważ matka umiera. Jolanta idzie do zawodówki krawieckiej, żeby mieć jakikolwiek fach w ręku i móc zarobić parę groszy. Jeszcze jako młoda dziewczyna zachodzi w ciążę, po czym bierze ślub i stara się żyć według swojego motta: NIE MÓWIĆ. NIE UFAĆ. NIE ODCZUWAĆ.
"Powiedzcie coś! - krzyczała w duchu do rozwodzących się rodziców - ale krzyczała bezgłośnie, bo była wychowana do życia w ciszy. Wszystkie swoje uczucia lokowała w ozdobnym pudełku i zamykała na kluczyk."
"Jolanta" to smutna i refleksyjna powieść - w tytułowej bohaterce wiele kobiet może odkryć parę własnych cech, podobnych odczuć czy zbliżonych zachowań. Jolanta, tak jak każdy, pragnie być kochaną i docenianą, jednak pochodząc z rozbitej, a na dodatek mało szczęśliwej rodziny, nie potrafi uwierzyć w siebie i uważa, że nie zasługuje na nic dobrego w życiu. Ze względu na to - nieustannie poddaje się woli innych ludzi, nie walczy o swoje, a także robi wszystko, aby jak najmniej wyróżniać się z tłumu. W wyniku lęku przed porażką, główna bohaterka eliminuje w swoim życiu wszelakie sytuacje, które mogłyby grozić rozczarowaniem.
"Dziwne to, kiedy człowiek twierdzi, że boi się śmierci. Umiera przecież setki razy i setki razy musi wstać z kolan, otrzepać ubranie i iść dalej. Jak to działa? Nie wiadomo, bo instrukcja gdzieś się zapodziała, zresztą życie dawno po gwarancji."
To opowieść o demonach przeszłości, które nie pozwalają człowiekowi wkroczyć na własną życiową ścieżkę, trzymając go swoimi mackami i usilnie trzymając go przy tym, co było. Multum ludzi obiecuje sobie, że nie będzie żyło jak rodzice, że ich żywot będzie lepszy i radośniejszy, po czym dokładnie powiela schemat tak dobrze znany z dzieciństwa. Takie życie to nie życie, a jedynie letarg...
“Jolanty” się obawiałem, bo “słodko-gorzka” opowieść o lasce z Żerania, to jednak spore wyzwanie, by nie wpaść w tony banalno-współczujące jak i heheszkę klasową, co przytrafia się zbyt wielu książkom mającym na celu oddanie "warszawskich" realiów. Nie będę się długo rozpisywał, bo to raczej kronikarski obowiązek zaznaczenia odbytej lektury - powieść “Jolanta” podobała mi się na tyle, by wcisnąć ją T. (mój notoryczny eks) z rekomendacją “musisz”. I zmusił z pozytywną informacją zwrotną. A cała historia skończyła się tym, że T. pierwszy przeczytał “Smutek cinkciarza”, o którym jutro kilka słów.
O tym, jak bardzo ryzykowną książkę napisała Chutnik świadczy choćby ten fragment:
“Dzieci z rozbitych rodzin lubią nowe rodziny. Wierzą, że ludzie są ze sobą do końca życia. Tatuś dał nogę, a one z ufnością patrzą w oczy mężczyzn.
Dzieci z rodzin rozbitych jak butelka na bruku codzienne wyjmują sobie odłamki z serca i zszywają krwawe rany. Na okrętkę zszywają, ściegiem pospiesznym i mocnym jak ich napięte do granic możliwości mięśnie. Ich aorty wykrzywione od nerwowego przełykania śliny, ich sztywniejące kości. Jolanta wbijała sobie paznokcie w skórę i uśmiechała się szeroko. Aż jej się uszy podnosiły i opadały. Młodziutka sierota, a taka ufna.
Dzieci z rozbitych rodzin płaczą cichutko, żeby nikt na nie się nie obraził.”
Gdzieś tam w środku mojego mózgu jest taki maleńki dział o nazwie “empatia”, jest też kilka osób, które uważają, że nie odnalazłem do niego drogi. Jestem też ja, który uważa, że może to po prostu kwestia języka i jego rytmu, bo jakoś ten akapit do mnie trafił. I chociaż potrafię stwierdzić, że jest to - zwłaszcza w oderwaniu od całości - może lekko pretensjonalny fragmencik, ale mnie on rusza właśnie tam, w tym dziale “empatia”. Czytam “Smutek cinkciarza”, i lubię ten charakterystyczny "flow" opowiadania Chutnik, może nie lubię gdy pisze bajki, czy gdy zbytnio komplikuje narrację, ale podziwiam za pisarstwo na wydechu. Zatem poleca się uwadze "Jolantę", bo bez niej lektura "Smutku..." da wam mniej radości.
Niby zgrabnie napisane, ale jakieś takie nieangażujące. Wartości dodanej brak. Historia niby ciekawa w swojej zwyczajności, ale może tylko z 10 stron mnie naprawdę wciągnęło. Generalnie strata czasu. I zdziwko, bo Sylwię Chutnik bardzo cenię.
Historia o dziewczynie, która nie zaznała miłości i całe życie powtarzała mantrę: ,,Nie mówić, nie ufać, nie odczuwać”. Opowieść tragiczna, ale pewnie niejedna osoba znajdzie w niej cząstkę siebie. Nie jest porywająca, ale na pewno warto przeczytać.
Jolanta to zdecydowanie jedna z najtragiczniejszych bohaterek, jakie miałam okazję poznać. jest mi przykro, że cierpi, mimo że nie istnieje naprawdę. ciekawy obraz polskości, traumy pokoleniowej, kobiecości w prl-owskiej i post prl-owskiej Polsce.
Na warszawskim Żeraniu stoi blok. Są lata 80-te, dorasta w nich młode pokolenie - dzieci robotników pobliskiej fabryki samochodów. Młode małżeństwo ma dwójkę dzieci - Piotra i Jolantę, matka lubi wycieczki maluchem nad morze, pali papierosy i bardzo dużo pije w ukryciu. Pewnego dnia powoduje wypadek, po którym operacyjnie usuwają jej narządy żeńskie. Ojciec pewnego dnia odchodzi do innej kobiety i nie chce utrzymywać kontaktów z rodziną, tłumacząc Joli, że są to "sprawy dorosłych". Matka po kilku latach staczania się osieraca rodzeństwo, dziewczyna zachodzi na wakacjach w ciążę i z nowym mężem zakładają rodzinę, na samym przełomie kolorowych lat 90-tych. Cierpi na syndrom dziecka porzuconego, pogłębiająca się depresja powoduje silne zaburzenia psychiczne, dodatkowo mąż nawiązuje kontakty mafijne. Książka jest strumieniem myśli osaczonej w żalu Jolanty, pisana brudnym językiem, wrażenie brudu potęguje dodatkowo widok dookoła - zamknięta społeczność sąsiadów, kominy fabryki, tandeta świecidełek zwożonych z Niemiec. Autorka chce być głosem tej grupy ludzi, która te czasy pamięta jako brak perspektyw i zanurzenie w beznadziei, choć równie dobrze akcja mogłoby się dziać gdziekolwiek na świecie, gdzie dzieci z kompleksami wyrastają na pogubionych dorosłych.
To pierwsza książka Sylwii Chutnik jaką przeczytałam. W międzyczasie zapoznałam się z różnymi opiniami na temat autorki - widoczne są dwa obozy - jedni zdecydowanie lubią inni potępiają, że brednie pisze o tej Warszawie. Ja chyba jednak należę do tych pierwszych:) Bardzo podoba mi się jak autorka rysuje wspomnienia z dzieciństwa bohaterki - jakby ktoś pokazywał mi obrazki z mojego własnego. Mimo, że nie dorastałam w Warszawie. Mimo to wszystko to samo:) Świetnie się czyta tą powieść. Jest przy tym dość przytłaczająca i smutna. Nie zostawia zbyt wiele nadzei, niepokoi. Teraz czas na kolejne książki Pani Chutnik:)
Cudowny język, w pozornie infantylny sposób opowiadający bardzo poruszającą, choć zapewne także bardzo typową historię. Doskonałe ucho i pamięć do podwórkowych zwrotów z późnego PRL.
Realia życia i obaw DDA oddane są tak dobrze, że wielokrotnie podczas lektury zastanawiałam się, czy Autorka pisze z własnego doświadczenia.