"Ty mnie nie maluj na kolanach, ty mnie maluj dobrze." To zdanie ze starej krakowskiej anegdoty doskonale oddaje trud pracy nad przekładem literackim. W raju, jak chętnie myślimy, wszyscy z pewnością mówili po polsku. Musimy się jednak pogodzić z tym, że ani Tomasz Mann nie był Polakiem, ani nawet Dostojewski nie pisał po naszemu. Aby zrozumieć znaczenie przekładu dla literatury wydawanej w Polsce, warto przeczytać, co o swojej pracy mówią uznani tłumacze Flauberta, Nabokova, Joyce’a, Woolf, Márqueza, Coetzeego oraz wielu innych autorów. Przedzieranie się przez gąszcze językowych pułapek, oddanie ducha oryginału bez szkody dla języka ojczystego, "fałszywi przyjaciele" i prawdziwi wrogowie – to tylko kilka z wielu trudności związanych z pracą nad przekładem. Przejęzyczenie pokazuje nam, jak bardzo tłumacze się trudzą, by nas na nowo zaprowadzić do raju – raju literatury.
Czytałam tę książkę dwa miesiące. Nie z niechęci do lektury, a raczej z niechęci do jej zakończenia. Kilka dni temu uznałam to za głupotę - przecież mogę zacząć czytać od początku, prawda? (No dobrze, po prostu nie byłam w stanie już dłużej się powstrzymywać.)
Od miesięcy (lat?) żadna książka nie wzbudziła we mnie tak ogromnej fascynacji. "Przejęzyczenie" (cudowny tytuł!) to zbiór rozmów o przekładzie - rozmów z niesamowitymi ludźmi, którzy mnie swoimi opowieściami porwali. Ile ja zdań wynotowałam, ile tytułów książek! Ba, ja nawet (absolutnie amatorsko) wiersz przetłumaczyłam - żeby w końcu podzielić się nim z nieznającą angielskiego znajomą. Zasiadając do lektury za każdym razem czułam dziecięcą ekscytację.
O moich gorących uczuciach do projektu Zofii Zaleskiej może świadczyć to, że (ja, sknera) zapłaciłam zań dwa razy. Najpierw - za ebooka, bo tak zwykle czytam, później - za papier. To jedna z tych niewielu książek, które chcę mieć.
Po przeczytaniu ´Przejezyczenia´ zdalam sobie jasno sprawe z tego, jak nikle pojecie mialam o tlumaczach i procesie przekladu. Zazwyczaj usilowalam czytac literature w oryginale, lub jezyku blizszym oryginalowi, strukturalnie podobnym - np. rosyjska w j. polskim, niemiecka w angielskim. Jakze naiwne to podejscie! Nie zdawalam sobie zupelnie sprawy, ze tekst oryginalu zawsze przechodzi przez filtr kulturowy i osobowosciowy tlumacza. Ze tlumacz nie tylko oddaje tresc, ale w wielu przypadkach ja zmienia, poprawia czy uzupelnia. Czasem wychodzi to jej na dobre, innym razem nie.
Zabawne, ze czytajac jednoczesnie ´Cyberiade´ Lema, znalazlam artykul swietnie oddajacy czesc pracy tlumacza https://medium.com/@mwichary/seduced-... Tak sie niespodziewanie zazebily moje lektury ;-)
Podsumowujac - Przejezyczenie to znakomite, bardzo interesujace rozmowy z tlumaczami o ich pracy, ale tez o literaturze i wszystkim co z nia zwiazane. Na pewno bede bardziej zwracac uwage na to, kto ksiazke przekladal.
Bardzo interesujący zbiór wywiadów z tłumaczami na język polski. Sama będąc tłumaczką niekoniecznie ze wszystkimi opiniami się zgadzam, ale poczułam bratnią więź z kilkoma osobami - plus zawsze dobrze jest się zapoznać z różnymi podejściami do tego samego tematu. Chętnie przeczytałabym podobną serię wywiadów z tłumaczami audiowizualnymi - to wciąż dość niezrozumiana i ignorowana gałąź branży tłumaczeniowej. A w wielu wypadkach to właśnie ich dokonania weszły na stałe do codziennego, potocznego języka.
Chętnie przeczytałabym teraz podobną książkę, ale z młodym pokoleniem tłumaczek i tłumaczy. Jestem ciekawa jak bardzo ich wypowiedzi i poglądy na swoją pracę różniłyby się od tych w „Przejęzyczeniu”.
Sama książka bardzo ciekawa. Niektóre rozmowy były przeintelektualizowane, ale większość bardzo ciekawa, a czasami po lekturze szłam na Legimi sprawdzić, czy dostępny jest przedkład, o którym tłumaczka czy tłumacz wspominają.a
Szkoda mi jedynie, że brak tu rozmów z Anną Bańkowską czy Anną Przedpełską-Trzeciakowską.
Tak się zastanawiam, co właściwie czuję po lekturze tego zbioru - czy bardziej zadowolenie z tych wszystkich celnych spostrzeżeń, które przeczytałem, czy niedosyt, że w tej książce o przekładzie za mało jest… o przekładzie. Siłą rzeczy bycie tłumaczem i bagaż własnych przemysleń rzutuje na jej odbiór, więc nawet nie powinienem próbować sobie wyobrażać, jak odbierać ją może idealnie kulisty czytelnik. Pozaznaczałem sobie całe mnóstwo celnych fraz i uwag - to jest fakt, i musi świadczyć o wartości tego zbioru wywiadów. Ale jednocześnie wychodzę z tej lektury z umocnionym przeświadczeniem, że o warsztacie tłumacza prawie nie da się mówić, że trudno znaleźć jakiś złoty środek między ogółem a szczegółem. Dużo w "Przejęzyczeniu" rozmów o literaturze po prostu - o konkretnych autorach, konkretnych utworach. Przyjemność z lektury tych fragmentów zależeć będzie od tego, na ile ci akurat autorzy nas interesują, toteż trafiły się tu takie rozmowy, przez które po prostu musiałem jakoś przebrnąć. A co do pracy tłumacza - tak, jest tu o czym poczytać, jest tu się czego dowiedzieć, a niektóre uwagi zapamiętam na zawsze i wcielę w życie. Jednocześnie jednak w znacznej mierze są to wypowiedzi z przekładowego parnasu, z ust tłumaczy pasjonatów, którzy ochoczo - przewija się to w wielu wywiadach - podkreślają, że bynajmniej nie są zawodowcami, tłumaczą tylko to, co kochają, a zwykłej literatury w najlepszym razie unikają, a w najgorszym - się nią brzydzą. To trochę szkoda, bo czytelnikowi może dać mylne wrażenie o zawodzie tłumacza literatury jako takim. Najwiecej przyjemności czerpałem z lektury rozmów rzeczowych i skromnych. Stosunkowo najmniej - z przejawów megalomanii, które pojawiają się tu i ówdzie, a ostatecznie wieńczą zbiór. Podsumowując, wartościowa to książka i polecam ją zainteresowanym, a osobiście czekam na zbiór rozmów o przekładzie prowadzonych z nieco niższego C.
Ciekawa tematyka, ale zabrakło mi punktu widzenia tłumaczy młodszego pokolenia i takich, co niekoniecznie tłumaczą Dostojewskiego czy innego Faulknera – ot tak, dla różnorodności i rozluźnienia atmosfery. Osoby, z którymi przeprowadzono wywiady, choć są same w sobie interesujące, pochodzą po prostu z jednego wąskiego kręgu, więc rozmowy są dość jednorodne. Często zresztą miałam wrażenie, że jest to raczej książka o literaturze, wybitnych autorach i ich dziełach, a nie o przekładzie i tłumaczach. Fragment z okładki: Przedzieranie się przez gąszcze językowych pułapek, oddanie ducha oryginału bez szkody dla języka ojczystego , „fałszywi przyjaciele” i prawdziwi wrogowie – to tylko kilka z wielu trudności związanych z pracą nad przekładem. Przejęzyczenie pokazuje nam, jak bardzo tłumacze się trudzą, by nas na nowo zaprowadzić do raju – raju literatury. A mnie właśnie zabrakło tych pułapek, trudności i pokazania, jak to tłumacze się trudzą, językowych anegdotek. Dowiedziałam się za to o szczegółach biografii Sándora Máraiego czy zawiłych losach „Rękopisu znalezionego w Saragossie”, co niespecjalnie mnie zaciekawiło i chyba nie do końca wiąże się z tematem. Trudno zresztą oceniać zbiór wywiadów jako całość. Niektóre były bardzo błyskotliwe, inne nudnawe, pojawiają się też osoby sprawiające wrażenie przemądrzałych i patrzących na innych z góry. Co innego z pasją opowiadać o swojej pracy czy zainteresowaniach, co innego zarozumiale afiszować się ze swoją wspaniałością, nadzwyczajną inteligencją i nieomylnością. Na szczęście jest tu takich rozmówców mniej, ale jednak butnie wybijają się na pierwszy plan i po pewnym czasie pewnie zepchną w mojej pamięci w cień skromniejsze osoby, które sprawiły na mniej o wiele bardziej interesujące wrażenie. Podsumowując, niektóre z rozmów były fascynujące, z innymi musiałam się trochę przemęczyć. Momentami wręcz trochę głupio czytało mi się „Przejęzyczenie” w kawiarni, bo wgłębiając się w zawiłości tłumaczenia poezji irlandzkiej czy Flauberta miałam wrażenie, że wyglądam jak ktoś, kto specjalnie pokazuje się z taką książką w miejscach publicznych, bo chce uchodzić za mądrzejszego, niż jest. ;)
Rzadko sięgam po pozycje tego typu, ale mimo powyższych uwag większość tekstu przeczytałam z zainteresowaniem, więc 4/5 będzie chyba w sam raz. A kilka wspomnianych w wywiadach tytułów natychmiast dodałam do listy lektur do przeczytania.
To książka o mistrzach drugiego planu, często niezauważanych, pomijanych, bez których jednak nie byłoby połowy książek na naszych półkach. Warto uświadomić sobie rolę i znaczenie tłumacza i odnaleźć na jednej z pierwszych stron, odczytać i zapamiętać jego lub jej nazwisko. Zofia Zaleska znakomicie przygotowała się do rozmów o przekładzie. Zna temat i to widać w całej książce. Są wśród tych rozmów anegdoty, są niemal filozoficzne dyskursy, są teksty dla laików i dla zaawansowanych (np. rozmowa z Piotrem Sommerem). Nie ma tu rozmów z tłumaczami młodego pokolenia, nie ma tłumaczy spoza kręgu literatury, nie ma mowy o przekładach książek popularnych. Może to pomysł na drugi tom? Przeczytam z przyjemnością.
Czytając Przejęzyczenie... można się jednocześnie podbudować i niesamowicie zgnębić. Jako czytelnikowi, któremu z klasyką nie jest najczęściej po drodze nie byłam w stanie wczuć się do końca w zachwyty nad piórem, nad przekazem i ponadczasowością klasyków. Chociaż pozaznaczałam sobie całe mnóstwo cytatów i książek do sprawdzenia, zabrakło mi tutaj rozmowy z tłumaczem bestsellerów, literatury popularnej, jak zwał tak zwał. Bez tego cały zbiór wywiadów trąci lekkim nadęciem i wyższością. Rozmowy o przekładzie ujęte w ten sposób choć są pozycją ciekawą, nie mają szans trafić do dużego grona czytelników, bo i kto by chciał czytać o swoich własnych niskich lotach... ;)
Zasadniczo książka jest chyba bardziej o tłumaczach, niż o przekładzie, tego drugiego jest zdecydowanie za mało. Czekałam na częstsze przykłady, możliwości translatorskie dla konkretnych przypadków, a tego było jak na lekarstwo. Jasne, że każdy tłumacz, zawodowy czy nie, ma swój własny warsztat, więc nie byłoby to ujednolicone- ale za to jak fascynujące...
Ho, ho! Od dawna nie kupiłam do czytania przy kawie książki tak bardzo w punkt dla mnie! Dokładnie mój typ. Przyjemne, prawie akurat na międzynarodowy dzień tłumacza :-).
Bardzo dobra książka. Świetnie było poznać bliżej osoby tłumaczy, które stoją za najbardziej popularnymi przekładami. Czuję jednak niedosyt, temat jest tak szeroki i chętnie dowiedziałabym się jeszcze więcej. Większość rozmów z tłumaczami pochodzi z 2014 roku żałuję więc że nie zaproszono do rozmów Andrzeja Polkowskiego który jest moim ulubionym tłumaczem literatury młodzieżowej. Chętnie przeczytałabym też rozmowę z Anną Bańkowską której przekład "Ani z Zielonego Wzgórza" wzbudza obecnie tak żywe dyskusję.
Wciągająca, pełna smaczków i ciekawostek, ale… Po pierwsze, naliczyłam się co najmniej kilkunastu błędów, co w książce, która jest przecież o języku, nie powinno mieć miejsca. Po drugie, niekonsekwencja - raz feminatyw, raz wersja męska, dlaczego? I po trzecie, mój główny zarzut - strasznie dużo nie dotyczy tłumaczeń. Rozumiem, że same sylwetki tłumaczy są bardzo ciekawe, ale spodziewałam się więcej rozmów o języku :)
Wywiady z tłumaczami literatury przez duże L - fascynujące i pouczające, tak jak ich praca. Niektóre połykałam na raz, inne wymagały większej analizy praktycznie każdego zdania. Jedno jest pewne, to rozmowy z pasjonatami, ludźmi którzy zajmują się z rozkładaniem na czynniki pierwsze dzieł ukochanych przez nich autorów. Gorąco polecam!
Znakomity zbiór wywiadów z tłumaczami klasycznych - a właściwie już klasykami wśród tłumaczy - dzieł literatury angielskiej, francuskiej, włoskiej, hiszpańskiej, rosyjskojęzycznej i innych. Rozmowy, w trakcie których dzielą się oni nie tylko sekretami swej pracy i - czasem diametralnie się od siebie różniącymi - podejściami do oryginału a także osobistymi refleksjami nad dorobkiem tłumaczonych dzieł i twórcami.
Lekkim rozczarowaniem jest nieobecność znakomitych tłumaczy literatury popularnej - zwłaszcza fantastyki - aczkolwiek to i tak nie umniejsza wartości tej niezwykle interesującej publikacji. Polecam!
Każda strona wypełniona po brzegi niuansami z procesu przekładoznawstwa oraz ciekawostki z życia wybitnych tłumaczy. Polecam każdemu, kogo inspiruje znaczenie przekładu dla literatury wydawanej w Polsce.
Powinny być dwie gwiazdki ale fakt, ze będę z wykształcenia tłumaczem mi nie pozwolił. Jestem zawiedziona i to na całej linii, książka ma sporo minusów, których nie da się pominąć. Przede wszystkim - to o tłumaczeniach czy literaturze? Sorry not sorry ale ja liczyłam na „rozmowy o przekładzie” a nie o XIX wiecznych francuskich autorach. Wynudziłam się okropnie dlatego, że większość tych autorów mnie zwyczajnie nie obchodzi (może to ignorancja a może fakt, ze nie dostałam tego co chciałam od książki). Kolejną wyczuwalną i przeszkadzającą rzeczą było nastawienie co po niektórych tłumaczy, naprawdę trochę pokory nie zaszkodzi. Co do pokory to nie obraziłabym się jakby był jakiś wywiad przeprowadzony z tłumaczem książek “zwykłych”, “dla ludu” - w końcu na tym opiera sie rynek wydawniczy w Polsce i nie widzę sensu w odbieraniu tym tłumaczom zasług. Last but not least już moja całkowicie subiektywna uwaga ale większe zróżnicowanie językowe byłoby na plus. Tu już sie czepiam dlatego, ze brakowało mi rusycystów, ale na pewno byłoby ciekawe poczytać jak radzą sobie tłumacze językow np azjatyckich.
Jest to zbiór kilkunastu wywiadów z tłumaczami, którzy swoją pracą przybliżają polskim czytelnikom światową literaturę. Są one w większości bardzo interesujące, ponieważ rozmówcy Zofii Zaleskiej to osoby z reguły nietuzinkowe, często władające wieloma językami i mające także ciekawe doświadczenia pozatranslatorskie. Mnie nie trzeba przekonywać jak fascynującą sztuką jest tłumaczenie literatury pięknej i zgadzam się z pojawiającym się w niektórych rozmowach rozczarowaniem pozycją tłumacza. Konieczność wpasowywania się w realia rynku tworzy ryzyko z jednej strony publikacji pośpiesznych, niedokładnych tłumaczeń, warunkowanych krótkim cyklem wydawniczym, a z drugiej strony braku zainteresowania wydawców wartościowymi, ale niszowymi autorami, z których tłumaczenia nieraz trafiają do szuflady tłumacza. Jest tu dużo o warsztacie tłumaczy, o strukturze języków, różnicach między nimi, ich ewolucji, wpływu przekładów na rozwój naszego języka. Wiele miejsca poświęcone jest konkretnym autorom i literaturom niektórych krajów. Wartościowa publikacja.
Cieszę się, że powstała książka o tym, jak ważne jest tłumaczenie i sami tłumacze, dzięki którym w zasadzie mamy literaturę (a przynajmniej jej ogromną część). W rozmowach da się znaleźć naprawdę dużo ciekawych i skłaniających do zastanowienia rozkmin o języku i komunikacji. Biorę z tego dla siebie lekcję o różnorodności, z którą musimy (i dobrze!) układać się w każdym obszarze, także w języku. Zabrakło mi tylko głosu młodszego pokolenia osób tłumaczących, może też takich, które przybliżają nam współczesną literaturą zagraniczną.
"Bo widzi pani, w tym zawodzie tkwi taki paradoks: każde tłumaczenie jest niemożliwe, ale jednocześnie konieczne, musimy tłumaczyć, chociaż wiemy, że każdy przekład, nawet najlepszy, jest klęską. Jest porażką, bo nie da się zrobić przekładu w stu procentach wiernego. To niemożliwe i raczej niewskazane. Oczywiście, bo jeśli zrobi pani przekład idealny, to on przestaje być przekładem, staje się oryginałem, sam siebie anihiluje. Różnica jest niezbędna, tyle tylko, że tłumacz powinien starać się ją nieustannie zmniejszać."
Książka mnie nieco rozczarowała. Przede wszystkim za dużo w niej rozmów o literaturze a za mało o samym tłumaczeniu. Spodziewałam się więcej konkretnych przykładów sytuacji, sformułowań, z którymi zmagali się tłumacze, rozmów o tym w jaki sposób radzić sobie z zagwozdkami, które napotyka się w pracy przekładowej. Po drugie, książka jest stosunkowo monotonna przez to, że rozmówcy są do siebie zbyt podobni: wszyscy są tłumaczami literatury klasycznej i większość z nich zaczynała pracę w PRL. Oczekiwałabym większej różnorodności, jakiegoś głosu młodszego pokolenia. Być może gdyby wśród rozmówców znalazła się choć jedna osoba zajmująca się literaturą popularną czy tłumacz literatury dziecięcej, całość byłaby mniej "napuszona". Ciekawym urozmaiceniem mogłaby też być rozmowa z tłumaczem audiowizualnym.
Większość rozmów bardzo interesująca. Niektórzy tłumacze wznoszą się jednak na takie wyżyny abstrakcji, że "zwykły" czytelnik tam nie doleci... Zofia Zaleska na szczęście nadążała - widać, że świetnie się do tych rozmów przygotowała.
A czy prawdą jest twierdzenie Jana Gondowicza, że "Fajny sezon" Skvoreckiego, to książka, która całkowicie przepadła, nie doczekawszy się żadnego odzewu? My czytaliśmy z satysfakcją całą rodziną. No chyba że pan tłumacz nie uznaje zainteresowania ze strony ludu za wystarczające, a tylko długaśna recenzja w niszowy periodyku jest wyznacznikiem powodzenia...
Rozmowa z Gondowiczem jest ostatnia. Przebija z niej poczucie niedocenienia i urażonej wielkości. Zostawia więc czytelnika z przykrymi uczuciami. Z goryczą jednak nikomu nie jest do twarzy.
Zbiór wydał mi się dość nierówny. Chwilami miałem wrażenie ze do niektórych rozmów autorka była bardzo dobrze przygotowana (i wtedy epatowała tym) a chwilami nie bardzo, a sama rozmowa się nie kleiła - pojawiały się dość banalne pytania, na które trudno nie odpowiadać banalnie. Zabrakło mi też większej dawki wiedzy dotyczącej technikaliów pracy tłumacza, opisu jego warsztatu. Szczególnie, że jeśli się już pojawiał, to był niezwykle wciągający. Z pewnością jest to lektura godna polecenia wszystkim tym, dla których język jest ważny.
Nie znam się. Często nie zwracam uwagi na tłumacza. Szczególnie jak wszystko jest dobrze. Jak jest źle, to mam ochotę tłumacza winnym uznać. Pewnie popularna przypadłość. Tym bardziej warto spojrzeć na świat z drugiej strony.
Bardzo dobra książka, ciekawie mówią osoby z doświadczeniem. Każdy rozmówca osobno jest bardzo interesujący, ale razem to zbyt monotonne i jednostajne. Dłuższa recenzja już wkrótce na blogu multikulturalny.pl