Wyniesiony z blota kompanii karnej i przywrócony do rangi kapitana, Reinhardt szykuje swych ludzi do wykonania misji, która ma szanse zakonczyc trwajaca juz ósmy rok Wielka Wojne. Zarówno on, jak i jego zaloga to wylacznie dodatek do tego, co naprawde liczy sie w tym wielkim równaniu sil i w calym jego zyciu - ,,Marlene". Tymczasem w dymie cygar i pryzmatach krysztalowych karafek snuje sie salonowa intryga, siegajaca od ladowisk sterowców przy linii frontu az do odleglego, zimnego Königsberga. Czego tak naprawde chce von Ludendorff? W to, ze pionkiem jest porucznik von Haugwitz, nie watpi nawet on sam, ale czy mozliwe jest, zeby potezny general tez nieswiadomie gral swa role w ogromnym przedstawieniu na arenie dziejów? W warkocie rotorów, w dudnieniu dzialek pokladowych i swiscie wichru w olinowaniu nadchodzi Flammender Ruhm. Plomiennej chwaly blask.
No, za mną „Chwała”, druga część serii powieściowej w konwencji steampunka, rozgrywającej się w klimatach I Wojny Światowej, „Stalowe szczury” pióra współczesnego polskiego autora Michała Gołkowskiego. Poznałem ją dzięki wydaniu w formie audiobooka z głosem Filipa Kosiora. Pierwsza powieść cyklu, „Błoto”, bardzo mi przypasowała, nie aż tak jak seria „CyberPunk”, ale jednak bardzo. A druga?
Ponieważ to druga część, nie ma się co rozpisywać. Gołkowski trzyma poziom, „Chwała” zachowuje wszystkie atuty części pierwszej, więc jeśli się Wam podobało wtedy, to i teraz nie będzie inaczej. A jeśli nie poznaliście jeszcze początku, to do niego najpierw odsyłam. Żeby być dokładnym muszę przyznać, że minimalnie, ale to minimalnie, mniej mi się podobała niż „Błoto”, choć nadal bardzo. Może sprawił to fakt, że tym razem więcej było już klasycznego steampunka niż wojny okopowej? Może nie miałem nastroju… No i zdarzyło się autorowi ewidentne potknięcie – w scenie spotkania protagonisty z tajniakiem rewolwer tego ostatniego od pewnego momentu zmienia się w pistolet. Lektor też mógłby mieć momentami lepszą dykcję – kilka razy nawet się chyba przejęzyczył. Niby nic w tej „Chwale” nie ma, ale nie do końca. Mamy różnorodne motywy i postawy wojenne, mamy klimat bardziej autentyczny niż można by się spodziewać. W ogólnym odczuciu, nadal było świetnie i już planuję sięgnąć po część następną.
Niezła kontynuacja. Tym razem z okopów przenosimy się w przestworza, gdzie śledzimy losy naszych bohaterów w podniebnych bitwach sterowców. W pierwszej połowie akcja jest stonowana, etap szkolenia przyszłych lotników, intrygi, spiski. Natomiast w drugiej, to już czysta sensacja, gdzie akcja nie zwalnia ani na chwilę. Lektura warta polecenia. No i nadal jestem pod wrażeniem okładem w tym cyklu. Jedne z lepszych, jakie widziałem.
Postaci jednowymiarowe - imiona na kartce, o które w ogóle nie dbam, gdyż i tak ich jedynym celem jest zostanie połówką nieśmiertelnika zerwanego z trupa. Akcji w zasadzie brak - w większości przechodzona i przegadana. Nie tego spodziewałam się po książce o sterowcu i Wielkiej Wojnie. No i Reinhardt. Autystyczny, z halucynacjami. Czemu ludzie idą za nim w ogień? Bo Autor tak powiedział. Nie kupuję tego.
Emocje zaczęły się dopiero na 250 stronie, wcześniej rzeczy się po prostu działy. Ale może ja widziałam zbyt wiele filmów wojennych w życiu, żeby ta powieść była dla mnie zaskakująca. Ostatniej akcji na sterowcu daloby się uniknąć, gdyby kilku bohaterów porozmawiało ze sobą wcześniej (mieli czas).