Urocza, kapitalna, wesoła, błyskotliwa książka do przeczytania jednym tchem!
W dobie dyktatu poradników na każdy temat, które każą się nam katować dietą, gimnastyką, rzucaniem wszelkich przyjemności, z wielką ulgą można się zatopić w opowieściach Marii Czubaszek o ludziach i zdarzeniach z jej życia, które to historie są zaprzeczeniem pochwały prowadzenia zdrowego życia…
Maria Czubaszek, właściwie Alicja Bacz (ur. 9 sierpnia 1939 w Warszawie) - polska poetka, pisarka i satyryk, autorka tekstów piosenek, także scenarzystka, felietonistka i dziennikarka. Nazwisko Czubaszek zachowała po swoim pierwszym mężu.
Studiowała na Wydziale Dziennikarstwa, a także na Wydziale Filologii Angielskiej Uniwersytetu Warszawskiego.
20 maja 2009 z rąk ministra kultury i dziedzictwa narodowego Bogdana Zdrojewskiego odebrała Złoty Medal "Zasłużony Kulturze Gloria Artis"[1].
<„O, wczoraj słuchałam posła z mojego ulubionego klubu parlamentarnego PSL”. Dziennikarz wyczuł, że może coś będzie ciekawego się działo, więc pyta: „No i co, i co?”. Odpowiedziałam: „Wie pan, co on powiedział? Że taka jest na wsi tradycja, że pies musi być na łańcuchu. – I mówię dalej – Ja na wsi byłam dwa razy w życiu: pierwszy i ostatni. Ale pamiętam, że taka była u nas zawsze w Polsce tradycja, że chłop to w kaloszach po wsi chodził, a nie po Warszawie, po Sejmie łaził. I według mnie taka tradycja jest całkiem dobra. Niech chłop siedzi na wsi, a nie pcha się do Warszawy, głupoty gadać”.> ♥ Lekka, szybka, niewymagająca lektura, a w tym wszystkim nawet pouczająca. Idealna na wieczorny relaks.
Wiem, że pewnie narażę się wileu osobom tą opinią, zwłaszcza, że osoba Marii Czubaszek stała się ostatnio dość popularna... Zadzwia mnie ten fenomen, że ludzie szczyt popularności zdobywają z powodu swojej śmierci. Ale do rzeczy. Otóż nie znalazłam w tej książce niczego interesującego. Pani Maria z powodzeniem kreuje się na osobę kontrowersyjną, o radykalnych poglądach i specyficzną. Właściwie nikogo i niczego nie lubi, nic jej nie interesuje i nic nie obchodzi. Ogólnie najważniejsze jest, żeby móc zapalić papierosa. To dobrze, nie mam nic przeciwko temu. Tylko że, używając słów samej autorki: "mnie to właściwie wcale nie interesuje..." co nie interesuje pani Czubaszek.
Pani Maria nie wpisywała się w żadne ramy i standardy. Zaczęła pisać zupełnie z przypadku. Jedyne, co kochała na prawdę były papierosy i zwierzęta. O wszystkim mówiła prosto z mostu. A to nie jest dobrze postrzegane w społeczeństwie, dlatego ochrzczono ją satyryczką. Dlatego warto przeczytać ;)
W zasadzie sympatyczna książeczka, pełna inteligentnych i lekko złośliwych historii. Zgadzam się z panią Czubaszek w 98% spraw :) Nawet w kwestii tego, że jej teksty są fajne, ale nie wybitne. Tak czy inaczej - przyjemny i lekki wieczorny przerywnik.
Mam z tą książką problem. Z jednej strony czyta się szybko i bezboleśnie, a z drugiej w ogóle nie polubiłam Pani Czubaszek. Oczywiście, nie zabiega ona o moją sympatię i w ogóle jej nie potrzebuje, ale jednak z tego powodu moja przyjemność z czytania była mniejsza. Jeśli ktoś za Panią Czubaszek przepada, polecam - dla mnie bardziej wartościowe było spojrzenie na Warszawę i jej życie towarzyskie niż to, co autorka miała do powiedzenia. Ale to zawsze coś :)
Myślę, że nikogo zawartość książki nie zdumiła. O ile jest zaznajomiony z tym kim jest Marysia Czubaszek, a raczej była.
Książka jest zbiorem krótkich historii, czasem mniej czasem bardziej do rzeczy. Czy jest odkrywcza? Nie. Czy jest pozycją konieczną do przeczytania? No oczywiście, że nie. Ale jako przerywnik, żeby cicho uśmiechnąć się pod nosem z tego jak proste i oczywiste było życie w oczach Zającowej, jak najbardziej.
Wszystkich czytających uprzedzam też, żeby nie obrażać się na poglądy Marysi, bo jakbyście jej patrzyli w oczy to by Wam przytaknęła, bo przecież nie będzie się kłócić, bo by jej przerwa na papierosa uciekła.
Pani Czubaszek jest osobą, której słuchowiska lubiłem od zawsze, czytać również. Za to jej widok czy głos na mnie źle działa, nie lubiłem jej oglądać ani słuchać. Książka jest zbiorem felietonów wziętych z życia autorki. Swego rodzaju wspomnieniami, pojawia się w nich mała dawka humoru. Czyta się szybciutko, lektura na jeden, dwa wieczory.
Trochę książka-zapychadło, na te chwile jak masz akurat trochę wolnego czasu, a nie chce ci wytężać wszystkich szarych komórek. Sięgnąłem po nią, bo w miejskiej bibliotece nie było "Wszystkich niestety normalnych", a autorka ta sama to czemu by nie. Czytało się całkiem miło, ale też nie znalazłem nic na czym mógłbym dłużej zawiesić umysł
Pomyślałam, że sięgnę po coś lekkiego i z humorem, żeby wygrzebać się z przedokresowego nastroju. Te opowieści to jednak zupełnie nie moja bajka. Daleko mi do uśmiechu, wręcz przeciwnie, to co pod powierzchnią rzekomej satyry jest bardzo smutne i przygnębiające.