Jump to ratings and reviews
Rate this book

Emocje #1

Kobieta (dość) doskonała

Rate this book
Chcesz być doskonała? Musisz się bardziej postarać. Zmienić kolor włosów, odchudzić się, zlikwidować cellulit, podnieść owal twarzy. Zrobić trzypiętrowy tort i kolorowe kanapki dla dzieci niejadków. Wyprasować stos koszul. Odnieść sukces w pracy i koniecznie znaleźć czas dla przyjaciółki, którą rzucił mąż, chociaż tak się starała, zrzuciła pięć kilo, usunęła cellulit, zrobiła dermabrazję, wypełniła zmarszczki, skorygowała owal, prasowała koszule, robiła kolorowe kanapki dla dzieci niejadków, a z tortu salto mortale.

286 pages, Paperback

First published October 7, 2015

5 people are currently reading
57 people want to read

About the author

Sylwia Kubryńska

8 books6 followers

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
37 (22%)
4 stars
51 (31%)
3 stars
41 (25%)
2 stars
27 (16%)
1 star
8 (4%)
Displaying 1 - 9 of 9 reviews
Profile Image for EpidermaS.
473 reviews16 followers
January 12, 2020
Jestem winna autorce przeprosiny. Szczere, płynące prosto z serca. Oj, dawno tak nie wieszałam psów na żadnej książce, jak na "Kobiecie (dość) doskonałej". A bo to główna bohaterka pierdołowata, a bo fabuła nudna, a bo chaos, malkontenctwo i niepewność... I wtedy nastąpił przebłysk. Ja pierdziu, przecież my wszystkie takie jesteśmy. Może nie cały czas, może nie permanentnie, ale jesteśmy! Nawet najsilniejsze, najtwardsze babki mają czasem tak, że im się ulewa. Że wszystko nas przerasta. Wszystko. Wspomnienie z przedszkola, za ostra pieczeń podana gościom na obiad czy nowa fałdka, której jeszcze wczoraj nie było. I wiecie co? Super. Super, że się o tym głośno mówi. Jesteśmy niedoskonałe. Czasem przeklniemy, czasem zawiedziemy swoich bliskich, niekiedy się gdzieś spóźnimy. Czas jednak zrozumieć, że jesteśmy wystarczająco doskonałe, żeby być z siebie zadowolone. Bo - choć to banał - im szybciej zaczniemy akceptować i kochać siebie, tym szybciej zaakceptują nas i pokochają inni. W całej naszej niedoskonałości.
Profile Image for Alicja Górska.
264 reviews4 followers
March 3, 2016
Każdego dnia patrzę w lustro z setkę razy – mijając je w przedpokoju, zderzając się z nim w uczelnianych łazienkach, w samochodzie i centrach handlowych. Widujemy się z tą gładką taflą tak często, że siłą rzeczy powinnyśmy się zaprzyjaźnić. Ale nic z tego. Lustro to esteta, to perfekcjonista, to niestrudzony coach o wątpliwym podejściu psychologicznym, który nieustannie wrzeszczy: Pryszcz! Zmarszczka! Brzydkie brwi! Koszmarne włosy! Za małe uszy! Za grube nogi! Za duży tyłek! Jesteś brzydka, gruba, nieatrakcyjna, zdejmij tę kusą spódniczkę, załóż workowaty sweter, zakryj się, ukryj się, spuść wzrok, udawaj, że nie istniejesz. Albo po prostu – nie istniej. Istnieć mogą tylko piękni, szczupli, doskonali. I co z tego, że w ciągu miesiąca schudłaś piętnaście kilogramów? Co z tego, że skóra jędrniejsza, skoro nie perfekcyjnie jędrna? Że setki złotych utopione w balsamach (do Norwegii polecisz później, za miesiąc, dwa, pół roku). Co z tego, że mordercze treningi pięć razy w tygodniu? Dwa skończone kierunki studiów, wydana książka, teksty naukowe in progress, plany doktoranckie; że pasje, że marzenia, że realizacja, a nie tylko kanapa, pilot i wiaderko lodów. Nie łudź się. Trzeba jeszcze piętnastu kilo, jeszcze kilku wypłat zostawionych w drogerii, dwóch treningów dziennie zamiast jednego, kolejnych studiów, może jakiś kurs kobiecości – chodzenie na szpilkach, kręcenie biodrami, kuszące rozchylanie ust; musisz być bardziej interesująca, bardziej zabawna, bardziej tajemnicza, bardziej otwarta, bardziej… Niemal każda kobieta mogłaby sporządzić podobny opis. Bez przygotowania, bez zastanowienia. Wystarczy jeden rzut oka w lustro. Podobnej analizy życia dokonała Sylwia Kubryńska w książce „Kobieta dość doskonała”, w której dała upust kobiecym frustracjom, o których żadna z nas nie mówi, a każda przeżywa.

Okładka tej niespełna trzystustronicowej książki wygląda niepozornie, choć swoim pastelowym fioletem zdecydowanie odróżnia się od innych tytułów na księgarskich półkach. W centralnej części obwoluty znajduje się kobieta ze skrzyżowanymi nogami, założonymi rękami i zaciętą miną, siedząca na nożach niczym fakir na gwoździach. I tyle. Na dole nazwisko autorki. Na górze tytuł z „dość” dopisanym odręcznie – delikatnie, białą kredą, jakby niepewnie. Bo przecież nie ma czegoś takiego jak „dość doskonały”, prawda?

Po tym przydługim wstępie mogłoby się wydawać, że w „Kobiecie dość doskonałej” rozchodzi się o obarczenie kogoś winą. Że ta zakompleksiona kobieta, która patrzy w nienawistnego przyjaciela – lustro – próbuje zrzucić odpowiedzialność za swoje myśli na kogoś innego; że wytyka palcami tych niezadowolonych mężczyzn, tych zwolenników perfekcji; wszystkich tych, którzy ją odrzucili, odrzucają, będą odrzucać. Ale nic bardziej mylnego. To Ty (to ja) patrzysz w to lustro i widzisz braki, niedoskonałości, brzydotę i czarną dziurę beznadziei. To nie faceci (czy wiecznie niezadowoleni członkowie rodziny), którzy ignorują nasze istnienie, łypią na nas z lustra, a my same. Oczywiście, kobiety wtłacza się w pewien schemat od najmłodszych lat. Dobra dziewczynka to ładna dziewczynka, urocza dziewczynka, słodka dziewczynka. Taka, którą można pociągnąć za kucyki, uszczypnąć w rumiany policzek; która wyrecytuje wierszy, przytuli wujka, a na koniec z pewnym zawstydzeniem powie, że dostała piątkę z przyrody. Piątkę, nie czwórkę plus. Czwórka plus nie jest ładna, urocza i słodka.

Sęk w tym, że o ile wchodzenie w rolę w okresie dziecięcym wydaje się naturalne, o tyle przybiera wymiar absurdu w czasie usamodzielniania. Tylko, że wtedy jest już za późno. Wtedy kobieta zakodowała już sobie, że musi być: eteryczna, efemeryczna, delikatna, zwiewna, łagodna, urocza, słodka – (tutaj wstaw wszystkie pozostałe przymiotniki). Kobieta chce się podobać, bo taka jest przecież rola kobiety. Kobieta musi też rozumieć i akceptować wady wybranka, kobieta nie może narzekać, powinna się uśmiechać, powinna pracować, powinna prać brudne gacie, a na pytanie „co na obiad?” odpowiadać: „Twoje ulubione gołąbki, jak u mamy, kochanie”. Dobrze, dobrze, ale to wszystko nieprawda. Kobieta nic nie musi, tylko się jej tak wydaje.

I to jest właśnie sens „Kobiety dość doskonałej”. W świecie z tak absurdalnym obrazem kobiecej doskonałości nie potrafimy zaakceptować siebie, znaleźć w sobie własnej wartości. Naszym celem jest życie z amerykańskich przedmieść – jakiś cukierkowy obrazek, cały skąpany w pasteli i rozświetlony rzędami białych zębów. Świadomie lub nie, nieustannie się poniżamy, by ten landszaft osiągnąć. Próbujemy dostosować do Pana Podobno Idealnego i oczekiwań świata, a potem dusimy się, dławimy i tęcza wspólnych obiadków tryska nam nosem. A chciałoby się wyjść z domu, wskoczyć w kałużę, rzucić patelnią, zrobić tatuaż i wreszcie pomyśleć o sobie. Dlaczego tego nie robimy?

No i jest jeszcze zakochanie. Największa pułapka dla kobiecej samodzielności, samostanowienia. Spotykasz jego i to jest jak grom z jasnego nieba. On się uśmiecha, Ty się uśmiechasz, świat błyszczy się jak skóra tego pseudowampira ze „Zmierzchu”. Tylko potem on dzwoni jakoś w kratkę, odpisuje jakby od niechcenia albo i nie odpisuje, nie zaprasza, nie przyjmuje zaproszeń, spóźnia się, nie komplementuje, nie deklaruje, robi Ci wodę z mózgu, obraża się albo lustruje na Twoich oczach tyłek Chodzącej Doskonałości – (tutaj wstaw swoje doświadczenia). I w Twojej głowie nigdy nie jest tak, że to on jest niedoskonały. Ty jesteś. Bo gdyby te piętnaście kilogramów mniej, gdyby włosy dłuższe, gdyby sukienka krótsza (a może dłuższa? a może spodnie?), gdyby gust filmowy inny albo dowcip bardziej elokwentny, gdyby… Ale próbujesz, ale piszesz, ale proponujesz, bo przecież jak nic, jak ten grom to tylko efekt dźwiękowy z puszki po konserwie, to przecież będzie porażka. Przecież nie będziesz nic warta. Przecież nie spełnisz swojej kobiecej roli bycia idealną, piękną, doskonałą. Więc on Cię odtrąca, odsuwa, może nawet bije po twarzy, a Ty w szloch, w ryk i na kolana. I błagasz i to błaganie nie jest wcale o niego, tylko o siebie. A przecież Ty to nie on. Więc dość poniżania.

Sylwia Kubryńska w bezpośredni sposób opowiada o tym, o czym kobiety nie chcą mówić. Dowolnie zmienia formę narracji, chociaż akcentuje, że to jej historia. Autorka jest więc i „ja”, i „ty” i „my”. Uniwersalna i multifunkcjonalna, dokładnie taka, jak kobieta z niemożliwych do zrealizowania wyobrażeń świata. Kubryńska nie mówi: zmień się, obudź się, przestań, zacznij; zamiast tego częściej zadaje pytanie (niekoniecznie wprost): dlaczego? Lektura „Kobiety dość doskonałej” to jednoczesne śledzenie odbicia swojej historii w opowieści autorki oraz kreowanie własnej. Co więcej, wściekła, ironiczna szczerość tego tekstu może – jak w moim przypadku – doprowadzić do katharsis.

Stoję przed lustrem i widzę dokładnie to samo, co jeszcze kilka godzin temu. Piętnaście kilogramów mniej, ale wciąż o piętnaście za dużo. Włosy w nieładzie, wciąż odrastające po lekkomyślnej decyzji. Zwiotczałe ramiona, bo skóra nie nadąża w wyścigu o idealne ciało. Ciemne oczy, długie rzęsy, zadrapanie na podbródku. Nie odbijają się w lustrze moje emocje, moje bycie „zbyt” – bo kobiety zawsze są „zbyt” albo „za mało” – węzeł gordyjski emocji, o którym Kubryńska pisze, że jakże przyjemnie byłoby go wyrzucić zamiast próbować rozsupłać. Dalej czuję bolesny ucisk w klatce piersiowej, dalej dławią mnie emocje, dalej tęsknię i jestem nieszczęśliwie zauroczona; dalej nie pozamykałam teoretycznie przecież zakończonych rozdziałów życia, dalej mam w głowie chaos i dalej nie czuję się bezpieczna. Więc co się zmieniło? Tylko tyle, że wiem: świat mnie nie pokocha, jeżeli najpierw ja siebie nie pokocham (i wszystko mi jedno, że brzmi to jak mądrość Coelho).

http://recenzent.com.pl/1/recenzja-ks...
Profile Image for Kat.
326 reviews27 followers
May 25, 2016
jakieś 65-70% książki to trzygwiazdkowe opowiadanka o życiu. ale pozostałe fragmenty są bardzo dobre, mądre i każda dziewczyna/kobieta/babeczka powinna je przeczytać, zrozumieć i trzymać się mądrości w nich zawartych. zresztą, faceci też mogą tę książkę przeczytać, żeby choć przez chwilę poczuć jak to jest być kobietą.
Profile Image for tattwa.
310 reviews220 followers
October 19, 2017
Grafomania w czystej postaci, jedna z najgorszych książek w moim życiu, a już na pewno jedna z najgorszych w tym roku - ścisła antyczołówka. A zaznaczę, że w tym roku czytałam już i "Pokolenie IKEA" i "Bombę" Karoliny Korwin-Piotrowskiej, żeby spotęgować nastrój grozy.

Po pierwsze: narracja. Chaotyczna, neurotyczna, szarpana i nieuporządkowana, z absolutnym brakiem arystycznego sensu i celu w tym nieuporządkowaniu. Egzaltowane wynurzenia bohaterki przeplatają się z tyradami na temat umęczenia kobiet w świecie mężczyzn.

Po drugie: właśnie tyradami. Kubryńska nie jest ani zabawna, ani ironiczna, ani celna, ani oburzająca, jej bohaterka jest sfrustrowana do granic możliwości i - znając poglądy i postawę autorki z mediów społecznościowych - trudno oprzeć się wrażeniu, że te kazania pochodzą nie od narratorki Kasi, a od Sylwii Kubryńskiej właśnie. I są kompletnie nieznośne. Te nieprowadzące donikąd wywody męczą, nużą i drażnią zamiast poruszać i zmuszac do identyfikacji.

Po trzecie: język. "Kobiety dość doskonałej" nie da się czytac na trzeźwo, styl Kubryńskiej przypomina gorzkie żale wylewane do pamiętniczka przez zbuntowaną nastolatkę. Kiedy postawi się tego literackiego potworka obok np. brawurowej "Dziuni" Nowakowskiej, przepaść między nimi jest uderzająca. Bohaterka rzuca mięsem, złości się, krzyczy Caps Lockiem do czytelnika zbyt durnego, żeby samodzielnie zajarzyć, które słowa i frazy są wyjątkowo ważne, ale jej ujadanie jest wręcz groteskowe.

Kubryńska rozdmuchuje wydarzenia ponad miarę i każde z nich ozdabia przesadnie długim strumienień świadomości: bełkot, bełkot, bełkot, tanie porównania, grafomania po raz drugi, komuś tu się wydawało, że będzie Joyce'em, a wyszła tania bzdurka. Literacka jakość "Kobiety.." (a raczej jej brak) sprawia, że osobiście wstydziłabym się takie teksty opublikować na blogasku, a co dopiero wydać drukiem i wołać za to o pieniądze. Bohaterka Kasia (czy to alter ego Sylwii Kubryńskiej?) marzy o tym, żeby zostać pisarką. Sylwia Kubryńska niestety została. Mimo całej sympatii dla jej działalności i twórczości jako felietonistki, muszę z przykrością stwierdzić, że to to jest po prostu żenujące.

I najgorsze na koniec: Sylwia Kubryńska, feministka walcząca, właśnie umocniła stereotyp rozżalonej na cały świat, sfrustrowanej, samotnej, nieszczęśliwej i przepełnionej pretensjami feministki, która o wszystko, co złe, obwinia mężczyzn. Żeby było po równo, matkę tez obwinia. I siebie samą. Tyle tu winy, że aż trudno się doszukać jakiejkolwiek puenty, poza taką, że bohaterka Kasia jest koncertową kretynką, a Sylwia Kubryńska jest niesamowitą grafomanką. Ta książka nie powinna była nigdy powstać. Jest jak ogromny krok wstecz w temacie równouprawnienia. Dzięki, Sylwia. Kobiety znowu wychodzą na niezrównoważone psychicznie wariatki.

Jako feministka czuję żal, niesmak i sporo obrzydzenia. Także do głównej bohaterki tego potwornego wyziewu paraliterackiego.
Profile Image for Mona.
35 reviews5 followers
July 12, 2016
Ideał według Słownika Języka Polskiego PWN to człowiek będący wzorem do naśladowania i coś absolutnie doskonałego. Kobieta idealna to matka, żona i kochanka o nienagannym wyglądzie i zachowaniu. Kobieta, która jest wielofunkcyjna: po pracy gotuje obiad, odbiera dzieci ze szkoły, pierze i sprząta, a potem jeszcze swoim pięknem i poczuciem humoru zabawia gawiedź na wieczornej wytwornej kolacji, którą oczywiście sama przyrządziła.

Przeglądając artykuły dostępne w sieci i wypowiedzi mężczyzn (tu i tu) jedno jest pewne – kobieta idealna nie istnieje, ideał jest czysto subiektywny i nie jednakowy dla wszystkich. To wielobarwny wachlarz gustów, charakterów. Dlaczego więc kobiety z takim zapamiętaniem szukają tego ideału w sobie?

Odpowiedzią na wiele pytań jest książka Sylwii Kubryńskiej.


Ciało mówiące

Autorka Najlepszego Bloga na Świecie*, autorka wielu felietonów publikowanych w „Wysokich Obcasach” zaprasza nas w podróż do kobiecego umysłu. Mózgu, który codziennie bombardowany jest powinnościami, obowiązkami i wstydem. Wstydem za to, że właściwie jesteśmy kobietami.

Książka „Kobieta dość doskonała” oprowadza nas po kobiecej psychice i tego, w jaki sposób się kształtuje, ale spokojnie – nie jest to książka typowo psychologiczna. Autorka poprzez swoje wspomnienia i doświadczenia (albo wspomnienia i doświadczenia innych kobiet) mówi o kobiecie współczesnej. Kobiecie pragnącej, o jej krzywych, o jej ciele, o jej słowach i myślach.

1496_cad5Może to co napisałam brzmi jak bełkot, ale historie opowiedziane w książce są historiami, z którymi czytelniczka może się utożsamić. Każda z nas w wieku dorastania wstydzi się, że jest kobietą. Wstydzi się kiełkujących piersi, pierwszego okresu. Wstydzi się rozmawiać z chłopakiem, wstydzi się, że przypala wodę na herbatę i wstydzi się swoich pragnień. Od dziecka jesteśmy uczone posłuszeństwa, obowiązków domowych, gotowania i sprzątania – i większość z nas, szczerze tego nienawidzi. Nienawidzi prawie tak samo, jak luster, lustereczek. Zwierciadeł, które nosimy ze sobą jak znamię. Krzyczą „patrz!”, oceniają najsurowiej i nie pozostawiają nas nigdy w spokoju, bo kobieta idealna być musi.

Wyliczanka

Kobieta idealna w książce Sylwii Kubryńskiej, jest Tobą i mną. Zwykłą, wiecznie marzącą kobietą z planami na przyszłość. Z indywidualnością, którą w sobie pielęgnuje. Jest kobietą cierpiącą, poświęcającą się. Pełną kompleksów, pełną obaw, pełną właśnie wstydu i strachu. Przed odrzuceniem, przed samą sobą. Kobietą z problemami, kobietą świadkiem, kobietą noszącą pod sercem nowe życie, kobietą wojującą ze stereotypami, którym w gruncie rzeczy i tak się poddaje. Feministką, która lubi, gdy mężczyzna otwiera przed nią drzwi. Kobietą, która śpiąc śni o umięśnionym i przystojnym księciu z bajki – nieosiągalnym ideale (o, ironio!), a w życiu spotyka się z chłopem posiadającym dość pokaźny brzuch piwny, a którego największą ambicją jest pokonanie wszystkich poziomów w ‚Mario’ bez skuchy.

Kobieta idealna nie istnieje, istnieje natomiast to, czy nasze życie, praca i rola społeczna nam odpowiada. Czy życie korporacyjne jest spełnieniem naszych marzeń o karierze, czy życie na walizkach w kolejnych krajach jest dla nas błogosławieństwem (swoisty wanderlust) albo czy posiadanie rodziny, z maleństwami u boku, Ciebie/mnie jako kobietę satysfakcjonuje, cieszy – po prostu zwyczajnie. A może po prostu, zwyczajnie kobieta idealna, to każda z nas – z kobiet, które pomimo problemów, potknięć, wyzwań zawsze są na czas, zawsze uśmiechnięte, choć zmęczone. Dzielne i piękne w swej indywidualności. Piękne wewnątrz i na zewnątrz, z naszą płcią i wolą walki.

Podsumowanie

„Kobieta dość doskonała” to opowieść o kobiecie błądzącej, o kobiecie puszczającej oko do czytelniczki, o kobiecie niosącej zrozumienie. O tym, co kulturowo i życiowo przynosi nam świat. O nieustannej wojnie kobiet ze sobą. O role społeczne, o wygląd, czy sposób chodzenia!

To nie poradnik, to nie książka psychologiczna, to nie lukrowana powieść o kobiecie współczesnej. To książka wypełniona szczerością. Wypełniona prawdziwością. Czyta się ją, jakby się słuchało opowieści znajomej, przy kawie, albo gdzieś w barze z zimnym piwem w ręce. Jest na tyle swojska, ciepła, choć pełna trosk i życiowych zawirowań, że czyta się ją z wielką przyjemnością. Zwłaszcza, że możesz, Czytelniczko, dojrzeć w głównej bohaterce/autorce cząstkę siebie. Taki dziwny, znany tylko kobietom świata, wspólny mianownik.

Bloga autorki czytuję od jakiegoś czasu, wiedziałam więc czego mogłabym się spodziewać, ale szczerze byłam zaskoczona. Zaskoczona jak mądra i dojrzała jest to lektura. Niosąca naukę (ale znacznie większą dla kobiet młodszych), pocieszenie i miłe otulenie.

Śmiałam się do mojego A., że jest to książka, którą mężczyźni powinni czytać, by choć odrobinę zrozumieć kobiecą psychikę :D

I tak, zdaję sobie sprawę, że nie jest to typowa recenzja, można powiedzieć, że tej książki nie da się zrecenzować wprost – jest zbyt wielobarwna, wzbudzająca zbyt dużo refleksji i skłaniająca do zbyt dużej ilości przemyśleń około życiowych. Jest unikatowa. Wyjątkowa, niczym hymn kobiecych serc.

Książką jestem zauroczona (co widać ;)), i z czystym sumieniem polecam każdej kobiecie!
[https://antymateriablog.wordpress.com...]
Profile Image for A.П..
272 reviews1 follower
October 27, 2020
3 з 5
Для мене затягнута.
Багато чого їй не вистачає.
Не дочитала, а домучала.
Profile Image for Radek Gabinek.
441 reviews41 followers
December 17, 2015
Nie trafiła do mnie ta książka i myślę sobie, że sam fakt iż nie jestem kobietą nie jest tu podstawową przyczyną takiego odbioru książki Sylwii Kubryńskiej. Przecież mężczyzna też jest w stanie zrozumieć perspektywę kobiecą i odwrotnie, jeśli tylko wykaże się dobrą wolą i będzie otwarty na tą drugą stronę. Myślę, że trudność moja w przypadku "Kobiety dość doskonałej" wynikała z języka stosowanego przez autorkę, który w moim osobistym odczuciu trącił momentami banałem, a poza tym poruszane tu kwestie często kręciły się wokół spraw oczywistych i Sylwii Kubryńskiej nie udało się wnieść do nich specjalnie nic nowego.Paradoksalnie narratorka sprzeciwiając się moralizatorstwu, momentami sama popada w taki właśnie moralizatorski, pouczający ton. Zaznaczam,iż jest to moja osobista opinia. Myślę natomiast, że mimo wszystko książka ważna i warta przeczytania, gdyż głos kobiet w naszym społeczeństwie i ich rola są często deprecjonowane. Kobieta częściej niż mężczyzna jest więźniem stereotypów...
Profile Image for Małgorzata Skwarczyńska.
27 reviews
July 13, 2016
Polek może lepiej Kobiet Portret Własny tak mogę nazwać po swojemu książkę Sylwi Kubryńskiej.
Fabuła wartka ,dwu torowa z jednej strony chronologicznie z pewnymi przeskokami poznajemy losy Kasi, z drugiej jesteśmy świadkami przemyśleń każdej z kobiet opisanej w książce . kipiąca sarkastycznym dowcipem sytuacje w których każdy z nas napewno się znalazł lub pewnie ,jesze znajdzie jak świat długi i szeroki .
I z pani Sylwi świetny zbieracz i obserwator ,oraz pisarka autorka .prosze nam tu nie kokietować zastanawiam się jakim cudem tyle doświadczeń
przypadło jednej osobie, aż trudno ogarnąć.
Tym wszystkim można obdzielić z dziesięć pań Podziwiam .Dodam na koniec i siebie też znalazłam na stronach tego dziennika pamiętnikapamiętnika
Ps: tak z doświadczenia to tej herbaty tak pochopnie nie koniecznie mlinowej (rozumiem że to miała być na tą rozgorączkowaną głowę i sióadme poty po niej) czasem lepiej nie odmawiać ,można zamienić na zieloną lub lepiej dobrze zaparzoną kawę .
Displaying 1 - 9 of 9 reviews

Can't find what you're looking for?

Get help and learn more about the design.