Wielki powrót! ;)
Kawabata jak zwykle zachwyca eleganckim, lirycznym stylem i subtelną symboliką. Za życia zwykł był mawiać, że dano mu czas życia po to, by zaświadczyć o pięknie tradycyjnej kultury Japonii. W swojej twórczości poruszał tematykę samotności, piękna i ulotności życia.
"Meijin - mistrz go" to w zasadzie dłuższe opowiadanie, dzieło w każdym razie szczególne w dorobku pisarza, bo koncentrujące się na opisie jednej partii go, zwanych czasem dość ignorancko 'japońskimi szachami'.
Go to jedna z najstarszych gier planszowych na świecie. Jej początki mogą sięgać nawet 4000 lat wstecz. Pierwsze pisemne wzmianki o go pochodzą z V wieku p.n.e., ale gra była prawdopodobnie znana już wcześniej. Mówi się, że wynalazł ją cesarz Yao lub Shun, aby rozwijać umiejętności strategiczne swojego syna, jednak jest to zapewne legenda. Faktem pozostaje, że z początku była jednym ze sposobów radzenia sobie z nadmiarem czasu przez arystokrację, obok pisania poezji, kaligrafowania et cetera.
Oczywiście go jest bardziej popularne w Azji, miejscu swojego pochodzenia, w Chinach, ale także w Korei czy w Japonii. Gra go została wprowadzona do Japonii około VII wieku przez buddyjskich mnichów, którzy przybyli z Chin. Wieki potem Tokugawa Ieyasu uznał wartość strategiczną i intelektualną gry go i ustanowił oficjalne szkoły go. Najlepszy gracz z każdej szkoły otrzymywał tytuł "meijin" (mistrz) oraz roczną pensję od szogunatu. Pierwszy oficjalny meijin, Honinbo Sansa, był kluczową postacią w rozwoju go w Japonii. Jego wpływ i nauki ustanowiły fundamenty dla przyszłych pokoleń graczy. Bohater powieści Kawabaty - rozgrywający swój ostatni zawodowy pojedynek - ma właśnie tytuł kolejnego Honinbo.
Go w Japonii to nie tylko gra, ale także część kulturowego dziedzictwa kraju. Jest to narzędzie do rozwijania umiejętności strategicznych, cierpliwości i koncentracji. Japońskie podejście do go, z jego głębokim szacunkiem dla tradycji i mistrzostwa, nadal inspiruje graczy na całym świecie.
W Polsce go jest obecnie dopiero od II połowy XX wieku. Wtedy też powstało Polskie Stowarzyszenie Go (PSG). Jest ono organizatorem Mistrzostw Polski w go i jest członkiem Europejskiej Federacji Go oraz Światowej Federacji Go jako reprezentant Polski.
Wyłowione cytaty:
"Zatęskniłem nagle za ludźmi. Czułem się tak, jakbym po długiej wędrówce przekroczył górski grzbiet i ujrzał dym unoszący się nad wioską. Łaknąłem tej powszechnej krzątaniny towarzyszącej przygotowaniom do noworocznych uroczystości" (14).
"Użyłem aparatu Contax z obiektywem Sonnar 1,5, który, niezależnie od moich kwalifikacji, spisał się przyzwoicie, zgodnie ze swoimi możliwościami. Soczewce jest obojętne - żywy czy martwy, człowiek czy rzecz. Obce są jej wzruszenia i cześć. Ot, zwyczajnie, nie popełniłem wielkiego błędu w obsłudze, a resztę zrobił zeissowski obiektyw. I było zasługą soczewki, jeśli wizerunek, mimo że przedstawiał twarz zmarłego, dawał wrażenie głębi i miękkości. [...] Nabrałem stopniowo przekonania, że fotografie nie oddają ani życia, ani śmierci. [...] Pomyślałem, że zdjęcia są przejawem czegoś tajemniczego, czego nie wolno nam zobaczyć" (35).
"Uznałem, że było jednak nieroztropnością z mojej strony, że sfotografowałem zmarłego i żartowałem później, że to zrobiłem. Nie należy chyba utrwalać na fotografiach wizerunków nieżyjących osób. Ale przecież prawdą jest i to, że w obrazach tych powraca niezwykłe życie Mistrza" (36).
"Można powiedzieć, że w ostatniej partii swego ��ycia Mistrz ucierpiał z powodu typowego dla nowych czasów racjonalizmu, który podporządkowując wszystko pedantycznym przepisom, sprawił, że ulotniły się gdzieś urok i wykwintność Sztuki, że zabrakło miejsca na respekt dla starszych, na wzajemny szacunek. Przekazywane przez pokolenia piękno Japonii, piękno Wschodu uleciały z Drogi go, a zastąpiły je kalkulacja i regulaminy. Zdobywanie coraz wyższych stopni, któremu podporządkowane jest życie zawodowego gracza, zostało poddane rygorom skrupulatnej punktacji. Najważniejsze w taktyce gry stało się dążenie do wygranej, zabrakło jednak miejsca na smakowanie czaru i dostojeństwa go jako Sztuki" (59-60). #uniwersytet #profesor #akademia #akademicy
"Wszystko, jak się zdaje, zmierza ku temu, że [...] tytuł mistrza stanie się przede wszystkim oznaką supremacji, czymś w rodzaju lauru zwycięstwa, a z punktu widzenia organizatorów turniejów - produktem" (60-61).
"Może to i prawda, że takie instytucje jak dożywotni tytuł mistrzowski, jak system rang i promocji, podobnie, jak obowiązujący w świcie tradycyjnych sztuk japońskich system szkół i licencji wydawanych przez ich szefów należą do feudalnych reliktów" (61).
"I oto dziś, gdy duch bałwochwalstwa idzie o lepsze z obrazoburstwem, Mistrz staje do swojego ostatniego pojedynku niczym staroświecka figurka, w której pobrzmiewa echo odchodzącego świata" (61).
"Kiedy ustanawia się prawo, pojawia się miejsce na spryt, który pozwala je ominąć" (62).
"Odpowiedział konfidencjonalnie: [...] wie pan... myśliciel ze mnie żaden, nie mam też niczego, co można by nazwać wiarą, a gdyby nawet było tak, jak niektórzy powiadają, że wspiera mnie poczucie odpowiedzialności wobec go, przecież to jedno nie tłumaczy jeszcze tego, że do tej pory wytrzymałem. Powiadają: 'siła duchowa', ale to mnie raczej nie przekonuje. [...] Może ja po prostu nie mam za grosz wrażliwości. Wie pan, taki trochę nieobecny typ. Myślę, że mi wyszło na dobre to roztargnienie" (87).
"Mogło się wydawać, że obliczu niebytu Mistrz uwolnił się na chwilę od świadomości swojego istnienia" (92).