Nie ma takiej zbrodni, która nie mogłaby się zdarzyć w Lipowie i okolicach. Szczególnie gdy w sukurs brzydkim ludzkim przywarom przychodzą demony i inne łaskuny. Wtedy miłość przekształca się w obsesję, zdrada prowadzi do nienawiści i żądzy zemsty niemożliwej do opanowania, a pospolite niedoskonałości natury człowieka pociągają za sobą nieprzewidywalne konsekwencje.
Na ponad ośmiuset stronach powieści manewruje Katarzyna Puzyńska między banalnością ludzkich emocji, instynktów, błędów i zaniechań a grozą i drastycznością skutków, czyli zbrodnią. W warstwie obyczajowej, w opisie służbowych działań stróżów prawa jest, moim zdaniem, przekonująca, Życiowe obciążenia osób zaangażowanych w wyjaśnienie sytuacji muszą prowadzić do pomyłek, przeoczeń czy chaosu. To także wydaje się zrozumiałe. Natomiast sytuacja, czyli jakość i ilość zbrodni, nagromadzenie przestępstw i okropieństw, do których dochodzi w ciągu paru dni, zdaje się kultywować tradycje najokrutniejszych baśni braci Grimm. A już przez wynurzenia Łaskuna, współczesnej Baby Jagi tej opowieści, którymi autorka okrasza fabułę z obfitością chyba jeszcze większą niż podobne wstawki w poprzednich tomach sagi z Lipowa, z ledwością przebrnęłam. Choć być może mają one jakieś uzasadnienie z punktu widzenia psychologii zbrodni.
Jeśli mimo powyższych uwag nie zniechęciłam się jeszcze do opowieści z Lipowa, to dzięki niektórym ich bohaterom. Po prostu jestem ciekawa ich dalszych losów.