Ma tylko dziurę w głowie, rozrzucone w sieci ślady swojej przeszłości i jedną noc, żeby wyjaśnić zagadkę zamachu na własne życie.
Tej nocy ktoś chce wypuścić na ulice upiory o twarzach zwykłych Polaków, zgasić kilka literackich gwiazd - od Olgi Tokarczuk po Jarosława Marka Rymkiewicza - i rozpętać piekło. Czy przeszkodzą mu w tym duch w wersji 2.0, transkrólowa miasta stołecznego, chora na uczciwość policjantka oraz egzorcyzmy à la Guantanamo? Nocna walka dziadów z Halloween i literacka jazda bez hamulców. Romantyzm odzyskuje zęby i zaczyna gryźć!
Ta historia nie wydarzyła się naprawdę. Ale wkrótce może się wydarzyć…
Mam problem z tą książką. Z jednej strony kryminał, wartko płynący. Fantastyczne obserwacje, fantastycznie poubierane, no, sama bym tego lepiej nie wyraziła, a jak wiadomo, mam o sobie dosyć wysokie mniemanie. Plus trochę przerażająca ta zgodność z wydarzeniami bieżącymi. Plus cudowny epizodzik z pisarką z dredami, o twarzy wiecznej nastolatki. Dużo takich plusów... Ale jednocześnie nieopuszczające mnie od połowy książki wrażenie, że to się wszystko kupy i dupy nie trzyma. Że te wszystkie brylanciki, epizodziki, które same w sobie dobrze wyglądają, w formie książki sprawiają wrażenie bezkształtnej, błyszczącej, ale jednak nieciekawej masy. Może w formie opowiadanek byłoby to ciekawsze, po co na siłę wpychać się w fabułę? A już najbardziej szwankuje ten kryminalny warsztat - albo może i nie szwankuje, może tak się pisze kreminały, prosto, jak chłopu na roli (te sensacje, te opisy akcji takie przaśne jakieś), tylko, że ja jakoś, rozbisurmaniona tymi brylancikami, coraz mniej to kupowałam, coraz bardziej mnie to męczyło. By na koniec postawić sobie pytanie: No i co z tego? Taki bidny ten koniec? Innymi słowy, być może forma kryminału niepotrzebnie pętała przebogatą wyobraźnię i błyskotliwe przemyślenia autora, no, jestem ciekawa, w jakim kierunku pójdzie w przyszłości. Ale jako oferta rozrywki - zdecydowanie wysoki poziom, lepsze niż wizyta w McDonaldzie, lepsze niż Bond, lepsze niż smyranie telefonu.
Od niedawna korzystam z goodreads i zastanawiałem się, co w ostatnich latach mi się bardzo nie podobało. Bez trudu przypomniałem sobie tę mizerną kopię Pielewina
Sama nie wiem...Akcja wartka i wciagajaca, wiekszosc ksiazki przeczytalam w dwie soboty, nie mogac jej jakos odlozyc na pozniej. Ale czy to dlatego, iz byla tak dobra , czy po prostu chcialam juz ja miec za soba...? Nie potrafie sie do konca okreslic. Kilka zaskakujacych zwrotow akcji, kilka ciekawych obserwacji na temat naszej polskosci (szczegolnie ciekawych dla kogos, kto od kilku lat mieszka za granica) i byc moze kilka trafnych ostrzezen na przyszlosc dla naszej kochanej ojczyzny. Mialam jednak wrazenie, ze ksiazka zostala napisana z dosc waskiej perspektywy i dlatego tez nigdy nie bedzie wstanie poruszyc wiekszej czesci spoleczenstwa (a z zaslyszanych komentarzy to miala byc to jedna z tych WAZNYCH ksiazek). Kilku aktorow, pisarzy, politykow i funkcjonariuszy sie przejzy w lustrze “Dziadow” i cos sobie moze przemysli , dla pozostalych jej strony pozostana raczej przezroczyste.