Mam do pracy 50 minut w jedną stronę trzema U-Bahnami, dzięki czemu prawie dwie godziny dziennie mogę spędzić czytając. W mym opasłym Kindlu upchnęłam ostatnio cztery giga ebooków od kolegi. Po zaimportowaniu książek do czytnika wszystkie tytuły przekonwertowało na język bleblański, ciągi krzaczków bez ładu i składu, więc wybieram sobie na ślepo, jak praliny z bombonierki i nigdy nie wiem, co się trafi.
Koncepcja czytelniczej loterii z niespodziankami jest bardzo ekscytująca, ale miałam ostatnio podły nastrój i każda książka przykrzyła mi się już po kilku stronach. Balzac - blefu, Eco - nuuudy, Lem - już czytałam, Witkacy - zestarzał się z kretesem. Aż w końcu trafiłam na tę książkę. To bardzo zła literatura, ale na swój sposób niezwykle zajmująca.
Zacznijmy od danych statystycznych - na przeczytanie książki - od pełnego napięcia lecz romantycznego zawiązania akcji po sielankowy happy end potrzebowałam około półtorej godziny. Znaczy, zanim wróciłam do domu, zdążyłam jeszcze zacząć "Kwiaty zła" Baudelaire'a (przekłady Szymborskiej są OK, ale Langego powinni wychłostać). W książce dwójka bohaterów głównych i troje drugoplanowych oraz niemowlę, dzięki czemu łatwo się połapać i nie trzeba sobie zawracać głowy komplikującymi sprawę wątkami pobocznymi.
W utworze nie ma właściwie opisów przyrody ani żadnych innych opisów, co jest ok, bo po pierwsze tak naprawdę nikt nie lubi opisów przyrody, po drugie całość nabiera uniwersalnego charakteru, jak moralitet i mogłaby być uplasowana właściwie w dowolnym czasie i na dowolnym kontynencie.
W opowieści chodzi o to, że ona jest piękna i miła a on dorodny i opiekuńczy. Od pierwszego spotkania mają się ku sobie, lecz są po przejściach, które okaleczyły ich nieco, ale tylko powierzchownie, więc właściwie czytelnik wie, że wkrótce otworzą się na miłość, nie wiadomo tylko w którym rozdziale. Kiedy otwierają się na miłość, on ma "twardą, nabrzmiałą męskość" ona "wilgotne wnętrze". W okolicy siedemdziesiątego procenta sprawy między nimi się jeszcze trochę komplikują, ale on postanawia o nią walczyć a ona mu wybacza.
Wydaje mi się, że literatura jest najbardziej interesująca, jeśli traktujemy ją jak serię interakcji, a nie przedmiot, który można łatwo opisać. Podczas spotkania z twórczością Leanne Banks, bawiłam się wybornie. Chyba na stałe zrezygnuję ze sprawdzania tytułów przed zakończeniem lektury.