W spokojny, piątkowy wieczór, w samym centrum miasta zapada się parking podziemny niedawno wzniesionego biurowca. Katastrofa budowlana odsłania nieznane podziemia, w których od końca wojny stoi wrak niemieckiej, wojskowej ciężarówki. Za, podziurawioną kulami szybą szoferki tkwi trup kierowcy, a na pace znajduje się ładunek, który wywraca do góry nogami spokojne życie kilku osób – architekta, który musiał się tutaj znaleźć z racji pełnionej funkcji, dziennikarki, która, zostając po godzinach w redakcji, mimowolnie stała się uczestniczką wydarzeń oraz potomka starej, pomorskiej rodziny, który na wieść o katastrofie przybywa do miasta swoich przodków.
Ścieżki trojga nieznajomych łączy, niewinna początkowo, misja odkrycia tożsamości nieboszczyka. Okoliczności zaczynają się jednak coraz bardziej komplikować, a pojawiające się nowe pytania zmuszają ich do zagłębienia się w trudnej i pogmatwanej historii miasta i poszukiwania okruchów wydarzeń sprzed wielu wieków.
Dopóki jedynymi problemami, które mają na głowie są demoniczna była żona, nadopiekuńcza matka czy wścibski szef nie jest tak źle. Gdy w lochach znajduje się jednak kolejny nieboszczyk, sprawy przybierają poważniejszy obrót. Na scenę wchodzą tajemniczy prześladowcy, a w tle pojawia się nazistowska tajemnica, w którą zamieszany był Werwolf.
Tymczasem, na krystalicznie czyste od tygodni niebo zaczynają ściągać coraz ciemniejsze chmury.
Do miasta zbliża się burza, jakiej bardzo dawno tutaj nie było…
Na początku miały być 3 gwiazdki, bo ilość nic niewnoszących do historii opisów oraz nadmiar faktów historycznych była przytłaczająca. Po kilkudziesięciu stronach myślałam sobie, że książka mogłaby być przynajmniej 1/4 cieńsza, gdyby autor wiedział, które informacje mogą być naprawdę istotne dla czytelnika, a które można by wyciąć.
Ale potem się wciągnęłam :) Nauczyłam się sprawnie ignorować akapity z obszerniejszymi opisami i tam gdzie ktoś automatycznie czytałam jako ;). Udało się przyspieszyć tempo czytania książki, a i akcja stała się jakby bardziej wartka.
Dla kogoś, kto nie mieszka w Szczecinie, ta pozycja może być ciężką do przebrnięcia. Mnie zaciekawiła i historia Szczecina jest jej naprawdę wartościową częścią. Jeśli jeszcze tylko autor nauczy się nie nadużywać pewnych określeń, które ewidentnie wpadły mu w danym momencie do głowy i tam zostały przez dłuższy czas, poziom irytacji byłby mniejszy. "Plenipotent", "dobrze usytuowana zieleniarka" czy "kutwy z Marianowa" były tak często powtarzane na przestrzeni raptem kilku stron, że aż zgrzytałam zębami.
Podsumowując - zamieniam 3 gwiazdki na 4, ale jest to szkolne 4-. Jeśli zapytacie, czy warto tą książkę przeczytać, to powiem, że tak. Na plus traktuję sprytne przekazanie historii mojego miasta i stworzenie całkiem zjadliwej warstwy "sensacyjnej". Tylko weźcie pod uwagę jakiego rodzaju jest to książka, aby nie być rozczarowanym.
P.S.: porównywanie autora do polskiego Dana Browna jest mocnym nadużyciem. Pomimo, że książki Browna są w zasadzie skonstruowane zawsze tak samo, dynamiki akcji można się od niego uczyć ;).
3 gwiazdki tylko dlatego, że jestem ze Szczecina. Dla mieszkańców innych miast ta pozycja jest chyba nie do przejścia.Strasznie ciężko mi się to czytało. Miejscami miałem wrażenie, że to wizyta w muzeum albo bibliotece a nie książka w założeniu chyba jednak rozrywkowa i doprawdy niewiele brakowało do tego, by trafiła na półkę książek niedoczytanych
Legend szczecińskich wplecionych w tę książkę starczyłoby na sedinum 2 i 3 i pewnie z korzyścią dla czytającego i autora.
Fabuła w stylu Kodu Leonarda z mocno kinowym wstawkami byłaby do przejścia, gdyby nie absurdalne wręcz przeładowanie datami, nazwiskami i powiązaniami. Do tego stopnia jest to odczuwalne, że autor sam czuł się w obowiązku co jakiś czas przypominać czytelnikowi główne punkty fabuły.
Zapewne dla kogoś, kto jest ze Szczecina, jak ja, ta książka to wspaniała rozrywka. Legendarne przejścia podziemne w Szczecinie, dużo ciekawostek historycznych i informacji słabo znanych szerszej publiczności, no i całkiem wartka, dobrze skonstruowana akcja książki, jest w mojej opinii dobrą zachętą do lektury tej książki. Polecam nie tylko fanom historii, ale również fanom inteligentnych suspense thrillerów.
Tęsknicie za powieściami Dana Browna? A może czujecie niedosyt po ostatniej książce Steve'a Berry'ego? Marzyliście zawsze, żeby niesamowite przygody godne "Kodu Leonarda da Vinci" przełożyć na polskie realia? Proszę bardzo - oto specjalnie dla Was powstało "Sedinum" Leszka Hermana!
Szczecin. Pewnej piątkowej nocy dochodzi do katastrofy budowlanej, kiedy zapada się ziemia pod nowoczesnym biurowcem. W podziemiach hotelu - uszkodzonego na skutek wypadku - właściciel budynku i jego architekt natykają się na niesamowite znalezisko podczas obchodu uszkodzonej budowli. Ciężarówka z czasów wojny, z kościotrupem za kierwonicą i...sarkofagiem pomorskiego księcia w przyczepie. Odkrycie to rozpocznie ciąg niesamowitych zdarzeń w które zaangażowani będą nie tylko miejscowy architekt i dziennikarka, ale i bogacz z Londynu, niebezpieczna grupa z Berlina i pewien stary mężczyzna, który kiedyś zrobił coś strasznego.
Brzmi intrygująco? I takie jest. Wierzcie mi, że pierwsze rozdziały połykam z zapartym tchem. Książka ma ponad 900 stron (przynajmiej w wersji Legimi), ale czyta się ją niesamowicie szybko, bo czytelnik pragnie dowiedzieć się, jakie jest rozwiązanie tej zagadki.
Wielkim plusem książki jest oczywiście to, że dzieje się ona na polskiej ziemi. Autor fenomenalnie przedstawił dzieje Szczecina. Robiłam sobie notatki w trakcie, aby później móc wszystko wygooglować. Byłam kiedyś w Szczecinie i nawet nie wiedziałam, że kryje on w sobie tyle sekretów i jest tak fascynującym miejscem na mapie Polski!
Całkiem ciekawie prezentują się również główni bohaterowie. Mają swoje wady - o których za chwilę - ale sama chemia między nimi naprawdę się sprawda. I nie, nie ma tu żadnego wątku miłosnego (dzięki Bogu!), ale relacje pomiędzy nimi są po prostu fajne i przyjemnie się o nich czyta.
Wady? Dwie. Jedna mała, druga potężna. Ta pierwsza to fakt, że bohaterowie czasem chyba dostają przyćmienia umysłu. Są w stanie opisywać historię miasta, z wszlekimi detalami, datami i tak dalej, ale czasem umyka im podstawowa wiedza. I na przykład zapominają o tym, że - bo ja wiem - po świecie chodziły sobie kiedyś dinozaury. Dziwne? Dotrzecie do końcówki książki, to zrozumiecie, o co mi chodzi. Częstokroć odpowiedź na dręczące ich pytania przychodzi ot tak, niczym spadająca z nieba. Zwłaszcza matki głównych bohaterów są w tym mistrzyniami.
A co z tą potężną wadą? Cóż, rozwiązanie zagadki jest nijakie, a w zasadzie to nawet nie do końca ono...jest. Budowanie napięcia, niesamowita intryga pozwalają przypuszczać, że czekają nas fajerwerki. Nic bardziej mylnego.
Niestety, co za dużo to jednak nie za zdrowo. Zakończenie powieści pozostawia spory niedosyt, a wręcz i niesmak. Spodziewałam się czegoś "wow", a dostałam co najwyżej "meh".
Niemniej jednak, pióro pana Hermana całkiem przypadło mi do gustu, a z bohaterami - mimo ich przywar - całkiem się polubiłam, więc chętnie sięgnę po kolejne części.
Fenomenalne są opowieści Leszka Hermana o historii Szczecina i Pomorza. Czytałam je z prawdziwa przyjemnością i fascynacja, bo pokazały mi jak niewiele wiem o tym regionie, a jak ciekawe są jego dzieje. Te opowieści z przeszłości zajmują większość książki, więc jeżeli ktoś nie lubi książek historycznych, to podejrzewam, że “Sedinum” nie przypadnie mu to gustu. Jeżeli jednak lubicie opowieści o starych rodach, przeminionych księstwach, tajemnicach i legendach przekazywanych z pokolenia na pokolenie, o zabytkach, bezcennych dziełach sztuki i zaginionych artefaktach to ta książka jest w sam raz dla was. Świetnie mi się ją czytało i pomimo tego, że dość obszerne opisy architektury czasem mnie nużyły, to koniec końców nie wpłynęły negatywnie na moja ocenę tej książki.
Jedynym słabym punktem “Sedinum” jest jedna z jego bohaterek, Paulina Weber. Jak na kogoś, kto ma zajmować się dziennikarstwem jest przerażająco nierozgarnięta. To dość ostra ocena, przyznaję, ale naprawę nie wiem jak jeszcze mogłabym ją określić. Paulinie brakuje niemal wszystkiego, co potrzebne jest by dobrze wykonywać zawód dziennikarza. Otwarty umysł, dociekliwość, ciekawość świata, sprawność w wiązaniu ze sobą faktów i informacji, wysuwanie trafnych wniosków z uważnych obserwacji, ostrożność w formułowaniu pochopnych opinii itd... Paulina nie posiada żadnej z tych cech w związku z czym rozwiązywaniem zagadki zajmują się jedynie męscy bohaterowie książki. Paulina tylko wlecze się za nimi. Wszystko ją przeraża, każdy ją wkurza, nie jest niczego ciekawa, nic jej nie intryguje, na każdą nowo wysuniętą propozycję lub teorie reaguje szokiem i swoim nieśmiertelnym “Zwariowałeś?”. - List z podziemi wydaje się być napisany kodem – Kodem? Zwariowałeś? - CIA opublikowało informacje o atramentach sympatycznych – CIA? Zwariowałeś? - Musimy dzisiaj polecieć do Londynu - Londynu? Zwariowałeś? I tak dalej, i tak w kółko. Naprawdę, nic dziwnego, że jedyne zlecenia jakie dostaje w gazecie to tłumaczenie tekstów technicznych z niemieckiego. Tylko do tego się niestety nadaje. Wszystko inne ją zwyczajnie przerasta. Szkoda, bo przydałaby się bystra, rozgarnięta babka w całej tej historii.
W większości jednak naprawdę dobrze się bawiłam podążając tropem wielkiej tajemnicy Loży Masońskiej i próbując wraz z bohaterami odnaleźć zaginiony skarb. Cztery gwiazdki!
Zaczyna się jak kryminał, ale to grubaśne czytadło przygodowo-historyczne, wpół drogi między "Panem Samochodzikiem" i serialem z TVN, w którym wszyscy są ładni i sexy, włącznie z tym że "miejskim konserwatorem zabytków w Szczecinie była bardzo atrakcyjna kobieta" (s. 156), czasem aż do granic kuriozalności - bohater ma "ładnie owłosione przedramiona i oczywiście drogi zegarek od Calvina Kleina" (s. 123), jeździ też po mieście wielkim czarnym SUV-em. Do tego liczne schematy, znane z innych polskich książek - germanofilia nazwisk: Igor Fleming, Paulina Weber; jak staruszka, to "popatrzyła na niego z dezaprobatą"; tradycyjne prowincjonalne bujdy o rzekomych rozbiórkach "na odbudowę Warszawy" (niech p. Herman pokaże jakiś obiekt w Warszawie, zbudowany ze szczecińskiej cegły), podlane nonsensami o stratach Pomorza, przekraczających jakoby te na Kresach (s. 197) - autor nie ma pojęcia o skali tych ostatnich, choć wystarczyło sięgnąć po "Zbiory polskie" Chwalewika. Czasami, choć rzadko, dawka dziaderstwa: "Spotkanie z dziennikarką zakończyło się dość sensownie, ale czy ona musiała tak wyglądać? Wszystko byłoby o wiele prostsze, gdyby okazała się jakąś palącą bez opamiętania, krótko obciętą feministką w kamizelce khaki" (s. 125). Ale mimo wszystko, czuć ożywczy powiew i nieźle się czyta, pomimo ewidentnego szczególarskiego podpompowania, żeby było "ze trzysta stron więcej". Zobaczymy, co w kolejnym tomie.
Powieść Leszka Hermana, a raczej tomiszcze ośmiuset stronicowe,czyta się bardzo szybko.Gdyby nie moja przyjaciółka,która ciągle dawała mi książki do recenzji z terminem,uporałabym się z nią bardzo szybko.Książka ta,to połączenie przygód Indiany Jonesa z Kodem Leonarda,ale przede wszystkim to książka o miłości autora do Szczecina,jego fascynacji dawnymi legendami pomorskimi,sztuką i architekturą.Osiem lat mieszkałam na pomorzu i z wielkim sentymentem czytałam o miejscach,które znałam i lubiłam. Ile ciekawych rzeczy kryje historia,sztuka,uświadamiamy to sobie dopiero po przeczytaniu takiej książki.Każdy Szczecinianin powinien ją znać,żeby uświadomić sobie,co kryje jego miasto,z pozoru brzydkie,bo zniszczone przez komunistów,ale z piękną,urzekającą legendą i historią. Jest oczywiście do czego się doczepić.Denerwujące jest powtarzanie co jakiś czas sardonicznie się uśmiechał lub spojrzał ironicznie.Było to strasznie irytujące.Przydługie też były opisy zabytków.Dla mniej cierpliwych czytelników duży minus.No,ale skądś się wzięło to 800 stron. Bohaterowie trochę za inteligentni,ale polski Indiana Jones musi taki być.No może bohaterka-dziennikarka nie jest aż tak lotna i bystra, jakby mogła być,raczej denerwuje swym zachowaniem,ale to dobrze,najgorsi są nijacy bohaterowie.Były momenty przestojów,ale bardzo krótkie.Można było także się pośmiać. Polecam tę książkę.Debiut autora bardzo udany i z klasą. Maa Moja ocena 9
Nie ukrywam, że nie spodziewałam się, że ta książka mi się tak spodoba. Podchodziłam do niej dość sceptycznie, a polecała mi ją moja własna, rodzona Mama, której bardzo dziękuję za wypożyczenie mi jej i zarażenie mnie Hermanizmem ;) Teraz już razem będziemy czekać na kolejne książki Autora.
Przede wszystkim, momentami miałam wręcz ciarki przy czytaniu, zwłaszcza o historii Pomorza Zachodniego, o ruinach, które pozostały po dawnych czasach, o władcach i tajemnicach. Biorę poprawkę na to, że niektóre rzeczy mogły być dopasowane do fabuły, bo przecież to normalne, że pisarz się musi posiłkować pewnymi uproszczeniami, albo niektóre rzeczy pominąć lub zmienić, ale i tak, to było bardzo dobre.
Oczywiście, były momenty oraz zabiegi, które mi nie przypadły do gustu, jak na przykład jednoznaczne wskazanie palcem przez Autora, kto tu jest dobry, a kto zły, na zasadzie - ci są be, ich nie lubimy, bo wolę sobie sama oceniać takie rzeczy, niż podąża�� wyznaczoną ścieżką, ale ok, podaruję, za to, jak wiele dowiedziałam się o miejscu, w którym się urodziłam i w którym mieszkam.
Teraz, doceniam Szczecin o wiele bardziej, niż jeszcze tydzień temu, chociaż i wcześniej nie było innego miasta, w którym bardziej bym chciała mieszkać.
Poczytać o Szczecinie w takim wydaniu - przyjemna sprawa. Znam dobrze również Londyn, więc dla mnie dodatkowa gratka. Szkoda, że bohaterowie nie są tak dopracowani jak opisy historyczne - Paulina bardzo mnie denerwowała jej nieustannym niedowierzaniem, złośliwości wymieniane między Pauliną a Igorem, które kończą się porównaniem jego oczu do “jej prywatnego, dwugwiezdnego szlaku bursztynowego” - no błagam.
Niemniej, w paru momentach zajrzałam do internetu żeby zobaczyć czy pewne fragmenty są oparte na faktach, i miło się zaskoczyłam - układ Cmentarza Centralnego to ekscytująca niespodzianka dla kogoś, kto wiele razy tam spacerował. Na pewno książka wpłynie na moje spojrzenie na miasto, kiedy znów tam zawitam.
Mam cichą nadzieję, że autor w następnej książce pokaże pracę nad warsztatem, i postacie będą mnie mniej raziły, bo bardzo chciałabym z czystym sumieniem polecać szczecińską literaturę.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Kilkanaście różnych perspektyw narracji. Wątki teoretycznie połączone praktycznie różnie to bywało. Po przeczytaniu opisu spodziewałam się czegoś w stylu polskiego Browna. Czy zasłużył na to miano? Raczej nie. Fabuła jest rozciągnięta, zbędne opisy chociażby numeracji pokojów w urzędzie... Gdyby zmieści to w 500 stronach było by nawet w porządku, jednak prawie 800 stron jest dla mnie nie do przebrnięcia bez negatywnych emocji...
Może dla mieszkańców Szczecina książka będzie w miarę dobra, ale jak dla mnie, nie pochodzącego i nie mieszkającego w Szczecinie, jest ledwo ledwo do przejścia. Za dużo opisów, wtrąceń nic nie wnoszących. Może gdyby skrócić ją, pozostawić samą akcję, to dałoby radę przeczytać to w miarę. Choc sama akcja i wydarzenia - szału nie robią, fragmenty wymuszone lub po prostu zajeżdżające tandetą.
Książka skutecznie zniechęciła nawet podjęcie próby przeczytania kolejnej części.
(Audiobook), 6/10 Lektor - 5/6 Mimo świetnego audiobooka (w papierze/LEGIMI albo bym nie doczytał, albo przerzucał) to ostatecznie męcząca lektura. Zaczyna się ciekawie, atutem jest też lokalny koloryt i sporo ciekawostek, ale... autor nie zna umiaru. Rzecz jest za długa, ledwie poprawna językowo, a dramaturgia budowana jest bardzo nierówno.
Lubię długie książki, ale ta była tak długa, że już nawet nie ciekawiło mnie jak się skończy. Popis wiedzy i erudycji, ale słabe pióro. Skończyło się marnie. Autor chciał tam tyle upchnąć, że aż się przelało. Ile razy ktoś może sobie coś przypominać i krzyczeć “Eureka”? Postacie zarysowane kiepsko, bohaterowie irytujący. Coś jest w tym Leszku Hermanie, jakiś pisarz, no ale książkę oceniam źle.
Uczciwie powiem, że gwiazdka numer 5 to z powodu patriotyzmu lokalnego. Niemniej, jedna z lepszych książek przygodowo - historycznych jakie czytałem. Zasłużone opinie typu: polski Dan Brown. Polecam
Świetnie się bawiłem czytając tę powieść. Dobrze napisana, można nieco żartem powiedzieć, że to polski Indiana Jones ze Szczecina. Na pewno poszukam kolejnych części przygód trójki bohaterów.