Tęsknicie za powieściami Dana Browna? A może czujecie niedosyt po ostatniej książce Steve'a Berry'ego? Marzyliście zawsze, żeby niesamowite przygody godne "Kodu Leonarda da Vinci" przełożyć na polskie realia? Proszę bardzo - oto specjalnie dla Was powstało "Sedinum" Leszka Hermana!
Szczecin. Pewnej piątkowej nocy dochodzi do katastrofy budowlanej, kiedy zapada się ziemia pod nowoczesnym biurowcem. W podziemiach hotelu - uszkodzonego na skutek wypadku - właściciel budynku i jego architekt natykają się na niesamowite znalezisko podczas obchodu uszkodzonej budowli. Ciężarówka z czasów wojny, z kościotrupem za kierwonicą i...sarkofagiem pomorskiego księcia w przyczepie. Odkrycie to rozpocznie ciąg niesamowitych zdarzeń w które zaangażowani będą nie tylko miejscowy architekt i dziennikarka, ale i bogacz z Londynu, niebezpieczna grupa z Berlina i pewien stary mężczyzna, który kiedyś zrobił coś strasznego.
Brzmi intrygująco? I takie jest. Wierzcie mi, że pierwsze rozdziały połykam z zapartym tchem. Książka ma ponad 900 stron (przynajmiej w wersji Legimi), ale czyta się ją niesamowicie szybko, bo czytelnik pragnie dowiedzieć się, jakie jest rozwiązanie tej zagadki.
Wielkim plusem książki jest oczywiście to, że dzieje się ona na polskiej ziemi. Autor fenomenalnie przedstawił dzieje Szczecina. Robiłam sobie notatki w trakcie, aby później móc wszystko wygooglować. Byłam kiedyś w Szczecinie i nawet nie wiedziałam, że kryje on w sobie tyle sekretów i jest tak fascynującym miejscem na mapie Polski!
Całkiem ciekawie prezentują się również główni bohaterowie. Mają swoje wady - o których za chwilę - ale sama chemia między nimi naprawdę się sprawda. I nie, nie ma tu żadnego wątku miłosnego (dzięki Bogu!), ale relacje pomiędzy nimi są po prostu fajne i przyjemnie się o nich czyta.
Wady? Dwie. Jedna mała, druga potężna. Ta pierwsza to fakt, że bohaterowie czasem chyba dostają przyćmienia umysłu. Są w stanie opisywać historię miasta, z wszlekimi detalami, datami i tak dalej, ale czasem umyka im podstawowa wiedza. I na przykład zapominają o tym, że - bo ja wiem - po świecie chodziły sobie kiedyś dinozaury. Dziwne? Dotrzecie do końcówki książki, to zrozumiecie, o co mi chodzi. Częstokroć odpowiedź na dręczące ich pytania przychodzi ot tak, niczym spadająca z nieba. Zwłaszcza matki głównych bohaterów są w tym mistrzyniami.
A co z tą potężną wadą? Cóż, rozwiązanie zagadki jest nijakie, a w zasadzie to nawet nie do końca ono...jest. Budowanie napięcia, niesamowita intryga pozwalają przypuszczać, że czekają nas fajerwerki. Nic bardziej mylnego.
Niestety, co za dużo to jednak nie za zdrowo. Zakończenie powieści pozostawia spory niedosyt, a wręcz i niesmak. Spodziewałam się czegoś "wow", a dostałam co najwyżej "meh".
Niemniej jednak, pióro pana Hermana całkiem przypadło mi do gustu, a z bohaterami - mimo ich przywar - całkiem się polubiłam, więc chętnie sięgnę po kolejne części.