Uchhh, nawet nie wiecie, jak mnie to męczyło.
Bo tu się nie dzieje nic ciekawego, a postacie irytują.
Ignasia rzuca Magdusia(once again) i nagle chłop zakochuje się(hmmm) w koleżance, którą crushował w podstawówce. W co? W dwa dni? Chyba jakoś tak. I nie nikt mnie nie przekona(nawet autorka), że oni się podświadomie kochali od tego czasu. Nie, Ignaś po prostu się odkochał, zakochał w innej, a później na nowo "zakochał" w Adze. Serio?
A Aga? Bo wszyscy stale powtarzają, jaka ona wyjątkowa i jakim jest idealnym wyborem dla Ignasia, a ja jakoś tego nie kupuję. Najlepiej podsumował ją chyba Józek-"miągwa". Bo mam wrażenie, że jej jedyną cechą osobowości jest to, że jest "artystką". Wiecie, taka kobieta eteryczna, co stale mdleje, jak to mówią coache podrywu- w "kobiecej energii". I Ignaś jest zachwycony. Bo najbardziej mu w kobietach przeszkadzało to, że mogą sobie poradzić bez niego. A i nie lubią poezji. A Agę musi stale ratować(A to matka przemocowiec, a to toksyczna siostra, a to pęknięty dzban, może nawet zwykły upał), poza tym jest "uduchowiona", dostaje ataku histerii jak wchodzą do skansenu(bo wiecie, tu żyli kiedyś inni ludzie i ach! jakie to straszne, że wchodzimy do ich domu!), no i maluje(przy czym istotny jest fakt, że maluje rzeczy piękne, bo jakby była ekspresjonistką, to by znaczyło, że jest zgorzkniała). No i już! Instant love.
Ich przygody totalnie mnie nie interesują, ale niestety nie ratują nas nawet tutaj wątki poboczne, bo wszystko jest takie patetyczne(ach ten ubogi język młodzieży, czytajcie Horacego, ach to prymitywne społeczeństwo). I to nawet nie chodzi o to, że ze wszystkim się nie zgadzam, ale autorka wyłożyła to tak łopatologicznie, że z wrodzonej przekory kwestionuję każde postawione tam twierdzenie. Nawet Ida tego nie ratuje, chociaż były dobre momenty (opowieść o matce Bogatki).
No i dałabym chyba 1,5 gwiazki ale taką ocenę wystawiłam opowiadaniu, które było OBRZYDLIWE, po prostu skręcało od czytania. A aż takich zarzutów tutaj nie mogę postawić