Niebanalna, świetnie przedstawiona historia miłosna na tle burzliwych wydarzeń historycznych. Pożegnanie z przedwojenną Polską i Europą, z całym ówczesnym porządkiem politycznym i społecznym. A także pożegnanie z młodością, niedojrzałością. Akcja książki rozpoczyna się kilkanaście dni przed wybuchem II Wojny Światowej. Poznajemy bohatera-narratora, chłopaka 22-letniego, przyszłego, a raczej niedoszłego studenta. Razem z nim wędrujemy po ulicach Warszawy, gdzie już przeczuwa się mającą nadejść wojnę, ale wciąż jeszcze ludzie się bawią, piją, kochają, podróżują. Jeszcze swobodniej jest w Paryżu, dokąd w ostatnich dniach przed wojną udaje się nasz bohater, by z przypadkowo poznanymi ludźmi świętować ostatnie dni spokoju. Druga część książki, to czasy tuż powojenne – poznani wcześniej bohaterowie ponownie się spotykają, ale już w zupełnie innych warunkach. Na motywach zaczerpniętych z tej powieści powstał w 1958 roku film pod tym samym tytułem w reżyserii Wojciecha Jerzego Hasa. Wystąpili w nim między innymi: Maria Wachowiak, Tadeusz Janczar, Bogumił Kobiela, Gustaw Holoubek, Krystyna Sienkiewicz, Zdzisław Mrożewski.
To jest taka nieśpieszna powieść, w której się dzieje i się nie dzieje. Wiem, to nie jest bardzo pomocne określenie, ale gdybym miała powiedzieć, na czym polega jej urok, to chyba bym celowała właśnie w nastroje – „Pożegnania” bowiem to powieść w dużej mierze, jak to się mówi, „klimatyczna”. Dygat trochę ironizuje i drwi, wyśmiewa dość bezlitośnie i swojego narratora, który by chciał naprawić świat, ale świat za bardzo naprawić się nie da, więc popada w melancholię, znajduje się w sytuacjach, w których najlepszym wyjściem jest jednak położyć się na łóżku i czekać (ale że to mężczyzna dobrze wychowany, to nawet jak leży w butach na łóżku, to opiera stopy na poręczy, by niczego nie pobrudzić), i ten świat, w którym przyszło mu żyć.
4-5 Ale mi się podobała! Niby nic wielkiego, historia teoretycznie nie zadziwiajaca,może nawet troszkę mozolna, ale wszystko tak ładnie napisane! Tak prosto opisana niecodzienna już codzienność, wciągnęłaaam się.
Nie do końca wiem jak ocenić tę książkę. Myślę, że byłaby dobrym materiałem do dyskusji na języku polskim o czasie wojny, o jej naglosci, o tym co dalej. Na współczesnym czytelniku nie wywiera już jednak takiego wrażenia. Do przeczytania jako ciekawostka, to była moja pierwsza książka Dygata, sięgnę po inne.
4.75 i rzeczywiście, gdyby istniał konkurs na najbardziej uroczą książkę z pierwszej połowy XX wieku, "Pożegnania" miałyby spore szanse. wiele w niej smutku ukrytego pomiędzy wersami całkiem zabawnych dialogów i świetnego języka w ogóle. mam ochotę zrobić reread "Jeziora Bodeńskiego" teraz, natychmiast
Film Hasa o tym samym tytule jest jednym z moich ulubionych. Książka jest świetnie napisana, a wątki, których w filmie nie było nadają historii nieco inny wydźwięk.
Ciekawie było zapoznawać się z tuż-powojennym rozliczeniem przeszłości, kiedy wydarzenia minionych lat cały czas pozostały żywe. Historia ukazująca przemianę bohaterów - zwłaszcza w sposobie przedstawienia: wydarzeń na miesiące, tygodnie i dni przed II wojną światową, a potem z ostatnich jej miesięcy - była całkiem nieoczywista i interesująca. Podobnie jak zawarte w niej przemyślenia, chociaż te momentami nużyły. Na pochwałę tej książki zdecydowanie zasługuje humor, który był bardzo dobry - niektóre kwestie bohaterów i zdarzenia naprawdę mnie bawiły - ale jednocześnie nie rozładowywał dość charakterystycznej, przygnębiającej atmosfery tej książki, a wręcz ją swoiście uwydatniał. Świetny balans pod tym względem.
Jak zwykle mam wrażenie, że brakuje mi warsztatu czytelniczego do odpowiedniego zrozumienia powieści, tzw „co autor NAPRAWDĘ miał na myśli”. Oraz że najbardziej lubię czytać i najlepiej odnajduję się w historiach przygnębiających w ten czy inny sposób.
Pożegnanie z poprzednią epoką, z Polską przeszłości przedwojennej, już niewspółczesnej. Podobały mi się wszystkie wątki, od początku do końca pięknie poprowadzone. Nie wiedziałam, jak odbierać miejscami chaotyczne i przypadkowe dialogi.
melancholia. nastrój. ścieżki, jak żyć, świat, którego jednak nie potrafimy zmienić, schematy. śmieszno-gorzkie. kpiące. obśmiewamy schematy. "pani jest inna, niż wszystkie kobiety (..) ja dopiero przy pani wypoczywam. Ja w gruncie rzeczy jestem taki prosty, swój chłopak (...) i najchętniej uciekłbym z panią w jakieś zacisze, do jakiegoś uroczego zakątka wiejskiego".
Why did it take me 27 years to discover this book? I got it because it was headed for the shredder and it breaks my heart to see books butchered like that. Well, what can I say. Dygat is an underrated author, and hugely so. He deserves to constantly be on everyone's lips like Tyrmand and Hłasko are. I'm going to keep reading and I'll finally be able to see the film version of this book as well!
Takie bardziej 3.5; w książce dużo melancholii, ciekawy zarys postaci z okresu wojny, niektóre nieco przerysowane, niektóre dialogi wydają się być bez sensu, a może to też specyfika postaci; pożegnania ze znaną Polską, emigracją, ludźmi, hierarchią, starym życiem… z jednej strony uwięzienie w rolach, z drugiej strony ciekawe pokazanie buntu przeciw maskom; mimo kontekstu, lekko się czyta
Sprawdzam powierzchownie, macam. Ciekawe, trochę jest tych warstw. Upływ czasu odpowiada za nieuniknione odrealnienie oraz będący jego produktem ubocznym – szarm. Paryska ekskursja jednak wyrwała mnie z rytmu. Nie nasiedzę się. Wychodzę (bez zaznania) „Pożegnania” (🥴).
Ta książka robi kilka ciekawych rzeczy, ale chyba nie zestarzała się najlepiej. Dobrze nakreślone postacie zanurzone w groteskowym świecie niestety nie ratują tej powieści od bycia nudną i światopoglądowo tendencyjną.
miłość to nie pluszowy miś. Prędzej historia antymiłosna, ale no, tacy niedojrzali emocjonalnie bohaterowie bardziej mi pasują do anime niż do takich powieści. Wiem, że to Dygat ale i tak się ciężko czyta te niektóre teksty głównego bohatera.
Nie oceniam tej książki z jednego prostego względu. Jest tym samym co "Jezioro Bodeńskie", a Jezioro już oceniłam Trochę zwód i (ze względu na to, że słuchałam jedną po drugiej) nuda
najpierw widziałam film. i był piękny. przeczytałam książkę. i jest piękna. a przy lekturze towarzyszył mi ołówek, bo po prostu musiałam pozaznaczać sobie całe mnóstwo fragmentów. wspaniałe opisy, zwłaszcza warszawy, jednej z cichych bohaterek, zobrazowanie czasów niepewnych, wypełnionych po same brzegi odejściami oraz powrotami, chwilami zaskakującymi. ot, jednym słowem — dygat!
Pożegnania słabsze niż Disneyland. Podział opowieści na kilka planów geograficznie i czasowo od siebie oddalonych zupełnie chybiony. Nic się nie dzieje, a to co się zdarza zupełnie mnie nie ciekawiło.