Powieść Capusa to w zasadzie miniaturka, opowiadanie na jeden wieczór. Małomiasteczkowy mechanik rowerów Harry Widmer junior to w zasadzie odrażający typ. Przejmuje firmę po ojcu, ale na sumienną pracę nie ma ochoty, woli spędzać czas w knajpie albo z dziewczynami. Jego życie pewnie toczyłoby się w ten sposób jeszcze długo, gdyby nie Nancy. Z Nancy zostaje na dłużej, ale punktem zwrotnym jest jej ciąża. Tego Harry znieść nie może - ukrywa ten fakt przed nią, podmieniając test, następnie sprzedaje wszystko, co ma i wyjeżdża.
Mężczyzna ląduje w Meksyku, gdzie rozpoczyna całkiem nowe życie, które niespecjalnie różni się od tego, jakie wiódł w Szwajcarii. Jedyną różnicą jest to, że nad Pacyfikiem ma lepszy pomysł na biznes i staj się dość zamożnym człowiekiem. Autor na sam koniec zachowuje pointę i clou swojej opowieści, więc nie będę jej tu zdradzać. Dodam tylko, że nie należy spodziewać się wielkiego zaskoczenia, raczej dość smutnego końca.
Schreibstil macht Lust auf mehr, die inhaltliche Umsetzung ist aber nichts anderes als schlecht gealterter Male Gaze.
Antiasiatischer Rassismus, die Verarbeitung unzähliger Stereotype gegenüber marginalisierten Gruppen, Misogynie und Fettfeindlichkeit - und das alles auf gerade mal 142 Seiten.
Vielleicht ist die Zeit für mich einfach rum, in denen diese Selbstfindungs-Romane aus traditionell männlicher Perspektive bei mir Anklang finden.
Das Buch ist sehr gut geschrieben, der Schreibstil gefällt mir extrem gut. Leider eckt der Inhalt ein bisschen zu sehr an. Unsympathische Charaktere kann man gerne schreiben, aber die Stereotypen, der Rassismus, und die unendliche Misogynie in diesem Buch waren einfach zu viel.