Książka czekała cały rok, pięknie wydana i zapowiadająca się bardzo dobrze. Zarys historii także brzmi nieźle: grupka niczyich dzieci pomieszkuje na dachach Sztokholmu, tuż przed świętami dołącza do nich trójka uciekinierów z domu dziecka i razem rozpoczynają tajemniczą misję przywrócenia pamięci bezdomnemu z dworca. Niczyje dzieci łapią chwile wytchnienia w sklepie z zabawkami dobrej kobiety, Miriam, która ofiarowuje im za każdym razem ciepły posiłek i serce. W trakcie poszukiwań dzieci odkrywają, że istnieje na świecie zło, które potrafi się bezwzględnie rozprzestrzeniać, jeśli tylko w grę wchodzą duże pieniądze, ale pomimo tego dobro i miłość wracają wraz z troskliwymi ludźmi, wiernymi przyjaciółmi, chwilami spędzonymi w ciepłym domu, pośród rodzimych śniegów Szwecji.
Rozwinięcie historii jest przeciętne, rozdział otwierający i zakończenie jako tako spinają całość, ale kolejne rozdziały są nadmiernie rozwleczone i wielu miejscach zwyczajnie nudne. Rozdziały nie stanowią zamkniętej całości, książka lepiej by wyglądała jako zwarta opowieść. Rysunki są zbyt monotonne, bez żadnych kontrastów, tym samym pasują do treści. Klimat świąt oddany jest tam w szarych barwach, magiczne akcenty są zbyt odrealnione w stosunku do całego otoczenia dorosłych ludzi, przez co nie za bardzo wiadomo, do jakiej grupy wiekowej można kierować tą książkę.