Czasami pozornie nic nieznaczące wydarzenia wywołują w naszym życiu kaskadę niezwykłych przeżyć...
Bohaterka książki, Jaśmina, mieszka w malowniczym mazurskim miasteczku, w otoczeniu przepięknych lasów i jezior. Ma cudownego męża i córeczkę. Wydaje się, że nic nie jest w stanie zburzyć jej poukładanego, spokojnego życia. Pewnego dnia jednak wszystko się zmienia. Grozi jej utrata pracy. Mąż ma wypadek motocyklowy, po którym staje się nieznośnym, apodyktycznym mężczyzną. Ich małżeństwo zaczyna przeżywać głęboki kryzys. Jaśmina, za sprawą niezwykłych wydarzeń, które zaczynają mieć miejsce w jej życiu, doznaje przebudzenia i przechodzi totalną metamorfozę swojego wnętrza. To dzięki niej na nowo odnajduje tę cząstkę siebie, o której już dawno zapomniała. W przepięknych mazurskich i podlaskich krajobrazach Jaśmina wchodzi w przestrzeń znajdującą się na przecięciu dwóch światów: realnego, który widzi przed swoimi oczami, oraz na poły magicznego, do którego wstęp możemy mieć jedynie za pomocą intuicji i głębokich przeczuć. Wstępuje na drogę prowadzącą do głęboko skrywanego „ja”, by w końcu odnaleźć odpowiedzi, których tak długo szukała.
Choć życie nigdy nie jest takie, jakie się nam wydaje, to jednak warto wierzyć, że szczęście i tak w końcu się do nas uśmiechnie, a my odnajdziemy sens swojego istnienia.
„Zwilczoną” udało mi się przeczytać dopiero za trzecim podejściem, choć też parę razy miałam ochotę ponownie odłożyć ją na półkę. Nastawiona na przesiąkniętą do szpiku kartek mazurską magię nie przypuszczałam, że książka będzie dość... przyziemna. Oczywiście pojawia się takowy motyw. Temu nie można zaprzeczyć, gdyż raz na jakiś czas przewija się, przypominając o swojej obecności, lecz więcej czasu poświęcono codzienności, próbom odnalezienia się na nowo. Jaśmina wybudza się z letargu monotonności, stara się zostać panią swego losu, jednakże jej wewnętrzne, zakrawające o filozofię monologi oraz nieraz infantylne zachowania niestety mnie odrzucały. Chociaż zdarzało mi się przytakiwać jej myślom, zgadzałam się z jej postrzeganiem świata, to jednak dość często chwytałam się za głowę. Momentami miałam ochotę odłożyć książkę na dobre, tym bardziej że jej próby pobudzenia śniącej od lat kobiecości nie jestem w stanie określić jako właściwe. Tym bardziej, że w pewnym momencie wykazywała się czystą hipokryzją. Ogólnie czułam, że kreacja bohaterów była dość schematyczna. Wszystko było czarno-białe, brakowało innych barw. Chyba jedyną godną uwagi postacią była wewnętrzna wilczyca, która – choć często kusiła do robienia czegoś nowego, nie zawsze mądrego – to była charakterna, dobrze oddająca swoją dziką naturę.
Autorka miała ciekawy pomysł, tylko – moim zdaniem – nie wykorzystała do końca tkwiącego w nim potencjału. Kiedy pojawiał się błysk nadziei, iskra zainteresowania z mojej strony, wtedy coś lub ktoś powodowało, że wszystko gasło, a ja gubiłam się w natłoku słów. I zdaję sobie sprawę, że to jeszcze nie koniec przygód Jaśminy, iż są jeszcze sprawy, które trzeba zakończyć, to i tak tutaj kończę moją przygodę z tymi bohaterami.
Muszę przyznać, że trochę męczyła mnie ta książka, zwłaszcza przydługie emaile wymieniane między głównymi bohaterami ociekające platoniczną miłością. Jednak po dobrnięciu do końca (trochę mi to zajęło ze względu na powyższe) stwierdzam, że było warto. Autorka fajnie ukazuje jak to wygląda, gdy się zakochujemy w kimś z kim aktualnie nie możemy być ze względów moralnych. Nam się wydaje, że to miłość, a każdy kto to czyta myśli sobie, "Boze, ogarnij sie kobieto" ;) I właśnie o to chyba w tej książce chodzi. W końcu bohaterka się "ogarnia", ku mojej radości.
Dodatkowym autem książki są obrazy i wiersze, mazurskie lasy i nasza polska, sielska wieś.
Nawet nie wiem od czego zacząć.... Myślałam że to będzie średniak, ale tak tragicznej książki to się nie spodziewałam. Jaśmina z opisów jest kubek w kubek jak autorka i takie miałam wrażenie przez całą książkę. Sama bohaterka to hipokrytka, których innych ciągle poucza a sama robi co robi. Złotych myśli tutaj pełno, ludzie tak po prostu nie mówią.Przynajmniej ma na tyle ogłady żeby się przyznać przed sobą że jest suką. Niby matka ale o dziecku wspomina się raz na jakiś czas, jako żona jest jeszcze gorsza, mąż tutaj jak trzeba wybić kochanka to jest okropny, a jak nie to nagle kochający partner. No właśnie, po co był ten wątek romantyczny, nawiasem mówiąc tragicznie napisany? Niby takie sytuacje się zdarzają, ale zakończenie było tak urwane że nic nie wiadomo i tylko jest to wkurzające. Mogłoby tego wątku w ogóle nie być. Wątek rozwoju duchowego Jaśminy sam nie wiedział chyba w jakim kierunku chce się rozwijać. Niby coś było, ale nie na tyle żeby trzymało się kupy. W ten sposób i wątek romantyczny i duchowy był kiepski bez porządnego zakończenia. Lepiej było skupić się na jednym z nich. Wątek przyjaźni niby zaczynał się w porządku ale w połowie został zepchnięty na boczny tor i to by było na tyle. Zawiodłam się. Chciałam dać tej książce chociaż 2 gwiazdki, ale po prostu nie mogę. Ledwo przez nią przebrnęłam, przewróciłam oczami więcej razy niż jest stron, a główna bohaterka trafia na listę najgorszych z jakimi się spotkałam.
"Każda z nas chce mieć siłę, moc, energię, aby dobrze żyć, umieć rozwiązywać problemy, nie dawać za wygraną. Do tego jest potrzebna wiara. Przede wszystkim wiara w siebie samą."
Trochę za bardzo filizoficzno - mistyczno - intuicyjny audiobook/książka jak dla mnie. Główna bohaterka średnio na jeża przypadła mi do gustu. Fabuła podobnie