Mała stara wieś, pośrodku wielkiego „nigdzie”. Tu życie płynie swoim rytmem. Pradawnym zwyczajom akompaniują niewyraźne echa dalekiego świata, docierające zza Zamczyska, rzeki Białej i Pustyni Błędowskiej. W jednej z chałup, na rozrogu porośniętym lipami, mieszkają dziadek i babka. Gospodyni sprawia wrażenie nieobecnej, chłop z każdym dniem wydaje się starszy — coraz częściej zaczyna szeptać do siebie niezrozumiałe, na wpół urwane zdania. Błądzi pustym wzrokiem i miewa napady obłędu. Gdzieś znika. Niekiedy na długie godziny. We wsi mówi się, że chodzi na Podkrzywdzie. Wraz z nimi mieszka wnuk. Obserwuje codzienne rytuały, poznaje sekrety i fascynujące opowieści mieszkańców. Szybko orientuje się, że również jego rodzina ma swoją wielką tajemnicę… Kim lub czym jest nieokreślone „ono”, którego imię na wpół świadomie przywołuje dziadek? Z opowieści chłopca, snutej w połowie mieszkańców, a w połowie jego słowami, z zasłyszanych i dojrzanych elementów wyłania się świat, w którym to, co przyziemne i realistyczne, łączy się z symbolicznym i niedookreślonym. Świat, którego oddanie wymaga osobnego języka. Świat, w którym to, co tamtejsze, okazuje się uniwersalne i aktualne. Pachnąca lasem, paląca w gardło bimbrem i jęcząca głosem zarzynanych kaczek. Hipnotyzująca, sensualna opowieść, w której można zanurzyć się wszystkimi zmysłami.
Język trochę jak dla mnie za bardzo przesycony metaforami i rozbudowanymi porównaniami. Historia teoretycznie powinna intrygować tajemnicą, ale mnie nie zaciekawiła, tajemnica była zbyt zagmatwana i przysłonięta słownymi akrobacjami.
Może i niektóre zdania były finezyjne do przesady, ale klimat piękny. Proza, która pozwala wyobraźni płynąć. Lubię ten taki polski "realizm magiczny" (jakkolwiek durny wydźwięk ma obecnie ten termin) zazwyczaj ciasno związany ze wsią i lasem. 4 gwiazdeczki bez minusa.
Zachęcona przez wiele pozytywnych opinii i po przeczytaniu demo pierwszego rozdziału sięgnęłam po ' Podkrzywdzie' . Początek książki był obiecujący. Oczami chłopca patrzymy na wieś i jej mieszkańców. Bardzo podobał mi się niesamowity opis zarzynania drobiu czy grzybobrania jak i aura tajemniczości ktora otaczała dziadka .Przez 1/3 ksiazki nawet nie przeszkadzał mi styl pisania z wielokrotnie złożonymi zdaniami, z mnóstwem przymiotników i wyszukanym słownictwem . Było w tym cos poetyckiego i naprawdę magicznego. Niektóre fragmenty czytałam na głos żeby wsłuchać sie w brzmienie całych pięknie zbudowanych zdań. Ale im dalej tym bardziej zaczęłam sie gubić - w niektórych miejscach zastanawiałam sie czy autor sam wiedział o czym pisze bo nagle te piękne zdania zaczęły przybierać dla mnie formę literackiego bełkotu . Krótko mówiąc przerost formy nad treścią. Wręcz zmęczyło mnie doczytanie jej do końca. Trudno mi ocenić książkę bo podobało mi sie kilka rozdziałów ale ogólnie raczej nie sięgnę po Muszynskiego więcej. Za te kilka rozdziałów słabe 3⭐️ode mnie.
Wbrew zapowiedzi z okładki, Pokrzywdzie mnie nie uwiodło. Co więcej, nie zaciekawiło mnie. Nie ma tu opowieści, a treści wystarczyłoby zaledwie na krótkie opowiadanie. Autor dorzucił więc wiele metafor i przymiotników, z których czasem powstały całkiem zgrabne fragmenty. Jako całość lektura dla mnie głównie nużąca. W starciu ze Skoruniem, często z Pokrzywdziem zestawianym, z dużą przewagą wygrywa Skoruń.
Na początku zastrzeżenie: gdyby była opcja przyznawania połowy gwiazdek, zapewne oceniłbym tę powiastkę na trzy i pół. Przychodzi mi do głowy, że to kolejna powieść, którą można postawić na wcale obszernej półce z napisem "realizm magiczny", podklasa "arkadyjski świat dzieciństwa". I w zasadzie to wyczerpująco określa nam dziełko Muszyńskiego, bez zdradzania fabuły. To, co mnie prawie, prawie urzekło, to nieszablonowe wstawki, bo nawet nie opisy, dotyczące przyrody. Precyzując: stosunku lokalnej społeczności Tuziemców do Pustyni Błędowskiej. Zakończeń powieść ma kilka, ja ograniczę się do wyróżnienia dwóch, najbardziej oczywistych. Koniec historii Dziadka i tajemniczego Podkrzywdzia, miejsca jego samotnych wędrówek oraz, już po latach, właściwego zakończenia powieści. To pierwsze jest cezurą oddzielającą świat dziecka od obłędu świata dorosłych, momentem najważniejszej inicjacji bohatera, po której już nie odnajdzie magii, jego Urim i Tummim, że pozwolę sobie na nieco wzniosłe słowa, zostaną na zawsze zagubione.
Niby pięknie, onirycznie, metafizycznie ale wszystkiego tutaj jest za dużo, za mocno, za bardzo, za finezyjnie. Po kilku stronicach nudno, ciężko, męcząco … a szkoda!
It’s all seemingly beautiful, dreamy, even metaphysical — but everything here feels overdone. Too much, too intense, too elaborate, too refined. After just a few pages, it becomes dull, heavy, and exhausting… Such a pity!
Pierwsze dwie strony bardzo ładne a potem to już nagromadzenie na sile poetyckich i stylistycznie fikuśnych porównań i określeń. Ciężko czytac, wszystko zlepia się w jedno
Niezwykły język z użyciem pięknych, ale często porzuconych do słowników i zielników słów - to z pewnością wielka przygoda dla wielbicieli leksykalnych smaczków. Dzięki wspomnianym słowom Autor zbudował (a może odtworzył) niecodzienny, sensualny i według mnie zachwycający swą urodą świat. Być może czasem język bierze górę nad fabułą czy formą, bo jest bardziej dopracowywany niż sama historia, ale w sumie książka jest ciekawa i w dużej części tajemnicza. "Podkrzywdzie"? = polski realizm magiczny.
Druga gwiazdka jedynie za zakończenie, które stawia całą książkę w innym świetle. Całość trudna, mocno opisowa. Opisy zawiłe przez co czytelnik gubi wątek.
Gdyby jakaś sieciówka miała nakręcić spot dla Biedronki tylko po to, by pokazać go w Cannes i poprosiła Brunona Schulz'a o scenariusz, to tak mogłoby to wyglądać :)