„Świąteczne marzenie” to perfekcyjna lektura na ten około świąteczny, grudniowo-zimowy czas. Kiedy z każdej strony jesteśmy bombardowani kolejnym gadżetem, który „musimy mieć!”, kolejnym bibelotem, który „odmieni nasze życie w te Święta!”, kiedy George Michael torturuje nas po raz tysięczny „minionymi Świętami” i swoim złamanym sercem w sercu zaśnieżonego Aspen, Amanda Prowse namawia, by zatrzymać się na chwilkę, rozejrzeć dookoła i przypomnieć sobie, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi. Pokazuje, że ten świąteczny czas bywa naprawdę magiczny, ale tę magię dostrzeżemy jedynie wtedy, gdy spadną nam klapki z oczu, gdy zbliżymy się do naszych rodzin, kiedy uwierzymy, że marzenia czasami mogą się spełnić.
W zeszłym roku polecałam Wam „Świąteczną kafejkę”, a w tym roku powtórzę, że po „Świąteczne marzenie” powinni sięgnąć wszyscy czytelnicy spragnieni uroczych, pełnych nadziei współczesnych opowieści obyczajowych wypełnionych po brzegi bożonarodzeniową atmosferą, przedświątecznym ciepłem i tym wszystkim, co tworzy klimat prawdziwych Świąt, nie tylko komercyjną, pozorną wydmuszkę.