Michał Książek, autor świetnie przyjętego reportażu Jakuck. Słownik miejsca, tym razem "bohaterem" swojej opowieści uczynił nie miasto, lecz...drogę. Tytułowa droga nr 816, zwana również Nadbużanką, biegnie z północy na południe, wzdłuż granicy polsko-białoruskiej i polsko-ukraińskiej.
Droga to niezwykła, bowiem za nią jest już tylko Bug, a za Bugiem - mityczny Wschód, Azja, step, który ciągnie się aż do wybrzeży Japonii... Asfaltowa, miejscami dziurawa, wąska droga 816 jest więc nie tylko drogą - jest Granicą, Przedmurzem, Płotem oddzielającym Unię Europejską od nie-Unii, katolicyzm od prawosławia, "nasze" od "ich", "tam" od "tu", barbarzyństwo od cywilizacji... Efektem wędrówki Nadbożanką jest ta znakomita opowieść o Pograniczu, o splątaniu i nakładaniu się na siebie kultur, kierunków, wyznań oraz znaczeń.
Michał Książek wandert entlang der polnischen Ostgrenze, dort wo diese durch den Fluss Bug verläuft. Die titelgebende (Landes)Straße 816 verläuft zumeist parallel dazu. Diese Grenze markiert nicht nur die Randlinie zwischen zwei Staaten, sondern den Limes zweier Kulturen, der westlich-katholischen und der östlich-orthodoxen. Schon zu Zeiten der Rzeczpospolita Dwojga Narodów lag hier die Grenze zwischen dem Königreich Polen und dem Großherzogtum Litauen (Litwa).
Auf seinem Weg hält der Autor nach Holzhäusern, orthodoxen Gotteshäusern und anderen Reminiszenzen der früheren Bewohner Ausschau. Frühere, denn diese sind Ende der 40er Jahre im Rahmen einer Massenumsiedlung, heute würde man sagen ethnischen Säuberung, der sogenannten Aktion Weichsel (Akcja Wisła) in die Ukraine versetzt worden, nachdem schon im Jahre 1938 staatlich geduldete Nationalistentrupps viele orthodoxe Kirche niedergerissen hatten. Auch von den vielen im Grenzgebiet lebenden Juden sind kaum Spuren geblieben, außer der Gedenkstätte des Vernichtungslagers Sobibór, dass nach einem Häftlingsaufstand schon 1942 von den Deutschen aufgegeben und abgetragen wurde.
Angesichts der menschlichen Tragödien und Verwerfungen bewundert der Autor, ein studierter Forstwissenschaftler und Ornithologe, die demgegenüber unveränderte Natur dieser Grenzregion. Mit großem Vergnügen nennt er uns die Namen dieser Fauna und Flora, deren einige bemerkenswert sind. Meine Favouriten sind kraska, die Blauracke und czarcikęs łąkowy, der gewöhnliche Teufelsabbiss.
Auf dieses Buch muss man sich einlassen, auf seine Abschweifungen, seinen Erzählstil in kurzen Einträgen wie in einem Tagebuch und seine Gemächlichkeit, eben wie die eines langen Fußmarsches.
W trakcie czytania zastanawiałam się, czy to jest tak głęboko poetycka książka, która niestety do mnie nie trafia, czy potworny kicz. Niestety, im dalej w las, tym gorzej i zmęczyłam resztę na zasadzie „już tak daleko doszłam, to skończę!” Sam pomysł jest ciekawy – autor podróżuje wzdłuż Bugu i wschodniej granicy Polski, opisując wsie, ludzi, rośliny i troszkę historii. Niestety, pomimo kilku trafnych i udanych fragmentów, kilku udanych puent rozdziałów i opisów, reszta jest nudna, miałka, przepoetyzowana, a umieszczane list ptaków występujących w danym regionie, po polsku i po łacinie, bez związku, jakoś na mnie nie podziałało. Cytat:
"Szedłem, a w uszach Cuculus canorus, Sylvia atricapilla i Luscinia species. Erithacus rubecula, Turdus musicus i Turdus merula. Locustella fluviatilis, Locustella luscinioides, Crex crex. Columba palumbus, Fringilla coelebs i te trzy Parus species".
Szkoda, bo potencjał był, a wiele osób się w tej książce odnalazło, więc miałam nadzieję. Wciąż mam zamiar przeczytać książkę Książka o Jakucku. Mam nadzieję, że tym razem będzie bardziej traktować o Jakucku, a nie o autorze, który nie dopuszcza czytelnika na tyle blisko do siebie, by było to ciekawe, ale bez przerwy stawia się nad opisywane przez siebie miejsca i ludzi. A przy tym miałam chwilami wrażenie, że w przykry sposób „egzotyzuje” wschodnią ścianę Polski, co mnie osobiście bierze pod włos. Rozczarowanie.
Być może to się jeszcze zmieni, ale dzisiaj myślę, że to najciekawsza książka, którą przeczytałam w tym roku. Michał Książek opowiada o wędrówce w przestrzeni, ale tak, jakby chciał swój dziwaczny pieszy spacer odbyć jednak w czasie. I chyba i jemu, i czytelnikom przychodzi do głowy, że to spacer za późny o jakieś 70-80 lat. A tygiel kulturowy, o którym zawsze tak głośno w przypadku opowiadania o ludziach pogranicza, to raczej jakiś mały gliniany garnuszek upchany w najciemniejszych kątach domów, chałup i bloków. Nabożeństwo w sklepie spożywczym i ledwie czytelny napis wyryty cyrylicą na krzyżu - wygląda na to, że niewiele więcej zostało "wschodniego" po "naszej" stronie Bugu.
Bardzo poetycki, i chyba w dobrym znaczeniu tego słowa - sentymentalny - opis podróży, której świadkami są głównie ptaki. Polecam bez zająknięcia.
Der Bug entspringt in der Ukraine, fließt an der Grenze zu Weißrussland entlang, umkurvt Warschau, um in den Narew zu münden, der wiederum in die Weichsel fließt. In früheren Zeiten war der Bug Grenzfluss zwischen dem russischen Kaiserreich und dem Königreich Polen. Das Flusssystem verbindet die Ostsee und das Schwarze Meer und bildet u. a. die Ostgrenze der EU. Die Vernichtungslager Sobibór und Treblinka lagen in dieser geschichtsträchtigen Gegend; die Flussauen bieten Lebensräume für zahlreiche Tiere.
Der Wanderer, der hier unterwegs ist, unterscheidet sich von den üblichen Pilgern durch seinen aufmerksamen Blick für die Natur und weil er sich als Person völlig zurücknimmt. Michal Ksiazek ist Ornithologe und Lyriker und er engagiert sich für den Urwald von Bialowieza, der durch menschliche Begehrlichkeiten in Gefahr ist. Dort wo der Autor unterwegs ist, spricht er als Pole fremd, wirkt fremd und fühlt sich, als hätte er eine dunklere Hautfarbe. Sein Gefühl, „im Osten“, also östlich der polnisch-ukrainischen Grenze zu sein, ist urplötzlich da, vermischt sich mit dem Eindruck, dass Zimmerpreise an Grenzen stets höher sind als anderswo. Warum es wohl „im Osten“ einfacher ist, eine Unterkunft für eine Nacht zu finden als in der EU? An einer Grenze wurde schon immer geschmuggelt, auch am Bug werden Schmuggler-Anekdoten stolz weiter erzählt. Auch berichtet man, es gäbe hier riesige Uhus mit einer Spannweite lang wie ein Mann. Ksiazeks Blick für die Natur ist geschult, er sieht nicht einfach Mäuse, er kann unterschiedliche Spezies bestimmen und kennt jedes Gras, das im Überschwemmungsgebiet des Flusses wächst.
Die Geschichte von Krieg und Vertreibung wird vom Pflanzenwuchs auf Ruinengrundstücken erzählt (Huflattich liebt Brandstätten), von Massengräbern und von Dorf-Friedhöfen am Weg. Grabsteine tragen jüdische, deutsche und russische Namen, keine polnischen. „Die Anderen“ waren früher Ruthenen und Ukrainer, deren Gräber nachfolgende Bewohner zerstörten. Immer wieder trifft Ksiazek auf gleichgültiges Schulterzucken. Seine Gesprächspartner bestreiten, dass es hier je orthodoxe Christen gegeben hätte, weichen Fragen nach der Geschichte ihres Wohnortes aus. „Das waren die Deutschen, die Russen, die Schweden …“ Sie wären ja in dieser Generation erst hergezogen. Dass es an mancher Stelle vorher keine Straße, keinen Strom und kein Klo gab, ist heute schwer vorstellbar. Die Frage, warum an einer Stelle in einem Laubwald Kirschbäume wachsen, wird vermutlich unbeantwortet bleiben.
Schließlich erreicht der Wanderer die Bahngleise, die unter Besetzung der Nationalsozialisten nach Sobibór führten. Die Bewohner des ukrainisch-jüdischen Dorfes Sobibór wurden nach dem Zweiten Weltkrieg in die Sowjetunion umgesiedelt. Dass damals Dörfer durchschnitten wurden und Felder plötzlich in einem anderen Land lagen, ist uns von der deutsch-deutschen Grenze vertraut. Ksiazek befürchtet allerdings, dass Europa von diesen Dingen keine Ahnung hat. Städte mit drei und mehr Religionsgemeinschaften waren hier nicht ungewöhnlich, der Wanderer trifft jedoch immer wieder auf Zeichen der Verdrängung von Juden und Orthodoxen, und wenn es nur in der dominierenden Form der Grabkreuze ist.
Michal Ksiazek erarbeitet sich sein Wanderrevier über die Sprache, über den gegenseitigen Einfluss der Kulturen. Ob jemand von hier oder von dort ist und wo die Menschen geblieben sind, die hier früher lebten, ist noch immer ein heikles Thema. Warum Menschen im Tod nicht alle gleich sind, konnte ihm niemand beantworten. So geht es am Ende des Weges für ihn zurück auf die Suche nach dem Weißrückenspecht, die Arbeit, für die er lebt und bezahlt wird.
Ksiazek schreibt prägnante, kurze Absätze und hält sich als Person angenehm hinter der der Geschichte der Landschaft am Bug zurück. Gewünscht hätte ich mir eine Landkarte, auch wenn Europas östlicher Urwald sich bisher der Kartierung zu entziehen scheint.
Dobra droga po tej resztce Kresów, po tych cerkwiach, których już nie ma, albo jeszcze stoją prawie samotne, po tych wsiach, gdzie śpimy na krzywy ryj, krainy krzyży zarówny tych katolickch jak prawosławnych. Czegoś nam przez to wszystko brakuje. Książek podzieli się z nami spostrzeżeniami ornitlogicznymi i wiedzą o ludziach i świecie. Dobrze napisane.
"Stopy dziczeją najszybciej", czyli jak to jest być Włóczykijem w świecie bez Muminków, za to z Nadbużanką, chrząszczami, krzyżami bez poprzecznej belki i wiejskimi sklepikami. Iść na północ lub południe wyliczając imiona roślin i robali.