Ósmy już tom, a w ofercie prezentowanej przez Egmont dziewiąty (policzono tutaj jako jeden tom historię z Drakulą), przygód wielbionego Najemnika z Nawijką, który wreszcie zaczyna prezentować wyższy poziom niż to co otrzymaliśmy w ostatnich tomach.
Po wydarzeniach z z Axis, Wade próbuje uratować swoją relację z Shiklah po paru słabszych momentach, ale tak średnio mu wychodzi. Widocznie się snuje z miejsca na miejsce i jego żonka stwierdza, że czas coś zmienić. Wyjedź gdzieś i się rozerwij. Wilson zatem korzysta z oferty "świeżego" znajomego i rusza na bliżej nieokreślone miejsce na Bliskim Wschodzie, gdzie jakiś interes ma firma Roxxon. Na miejscu jednak widząc, iż najęci żołnierze mają masakrować Bogu ducha winne wioski, postanawia coś z tym zrobić...
Mamy płynną akcję, denerwującego Omega Red, któremu trzeba skopać tyłek i całą masę gagów, z których ponownie, część do mnie trafiła, a reszta uleciała z wiatrem. Trzeba jednak przyznać, że jest o niebo lepiej niż w dwóch ostatnich tomach przygód tej postaci łącznie. Może dlatego też, że to koniec. Naprawdę. Mamy tu iście wybuchowy finał i całkiem przyjemną rozwałkę przed. W trakcie tego runu Wade naraził się wielu osobom, więc teraz będzie musiał ponieść konsekwencje.
Końcówka wysadziła mi umysł i pozostawiła z wieloma pytaniami. Co u licha stało się w Secret Wars? Co zamierza Shiklah, po odkryciu pewnego znaleziska na pustyni (przy wydatnym wsparciu męża). I czemu u licha ten roast zostawiono na koniec! Jest świetny. Wreszcie ponownie wrócił mi uśmiech w kontakcie z tą serią. A to wcale nie koniec, bo mamy kilka króciutkich opowiadań, w których głównymi bohaterami są znajomi Deadpoola.
Tak widzimy, jak na golasa TEN Benjamin Franklin ratuje ludzi na spółę z Thingiem. Widzimy prezent, jaki dał Wade swojej córce na urodzinki i jak to oddziałuje na rodzinę Prestonów. Mamy Shiklah, która pragnie nadrobić lata odseparowania od ludzkości, poprzez zapoznanie się ze współczesną kulturą. Jest tego trochę, tym bardziej, że złożyła się na to praca innych autorów, co dało wreszcie taki potrzebny powiew świeżości.
W dodatku wygląda to jakoś lepiej niż poprzednio. I owszem, czasami zdarza się, że całość wygląda jak komiksy sprzed lat, ale jest to zamierzony efekt, jak chociażby ten fragment z Thanosem. Zresztą patrząc na liczbę artystów, jaka się tu przewinęła wcale mnie to nie dziwi. To ostatni tom w ramach serii Marvel NOW!, ale nie ostatni w ofercie Egmontu, dlatego też z ostateczną oceną serii wstrzymam się jeszcze chwilę. Niemniej "Wszystko, co dobre..." jest niezłą końcówką, wartą zapoznania się. 3.5/5, z tym, że pochylam się bardziej ku "czwóreczce".