Edycja polska składa się z dwóch książek: Tom I i Tom II.
Jeden mały statek może zmienić losy Wszechświata...
Jim Holden w obliczu tajemnicy, której nikt nie chciałby poznać, bo zabija swoich demaskatorów. Na domiar złego w Systemie dojrzewa wojna.
Ludzkość skolonizowała planety ale podróże międzygwiezdne są jeszcze poza naszym zasięgiem. System słoneczny stał się gęstą siecią kolonii. Niestety bogate w surowce zewnętrzne planety mają dość zależności od Ziemi i Marsa oraz polityczną i wojskową siłę przebicia, by władać w pasie asteroid i dalej.
Wielka powieść pełna kosmicznych bitew i walk godnych kina akcji.
Dobra space opera to dla mnie wielka przyjemność, a takie właśnie jest Przebudzenie Lewiatana.
Mamy tu świat w którym ludzkość opanowała niemal już cały Układ Słoneczny, jednak jak to ludzkość - nie jest to świat idealny. Mamy tu napięte relacje pomiędzy Ziemią, Marsem a mieszkańcami Pasa Asteroid, są tu niemal konflikty rasowe między nimi.
Mamy tutaj także oparte na stanie obecnej wiedzy realistyczne rozwiązania technologiczne, wydarzenia mają swoje logiczne konsekwencje a ludzie zachowują się jak ludzie.
W tym świecie podróży w przestrzeni kosmicznej, walk międzyplanetarnych i potencjalnych obcych cywilizacji mamy całkiem filozoficzne rozważania: czy można zabijać ludzi w imię większego dobra w imię jej rozwoju ludzkiej cywilizacji? Czy można podejmować decyzje o czyjejś winie i śmierci bez sądu, nawet jeśli wina jest ewidentna?
Wszystko to podane bez zbędnej ekspozycji, bez nadmiernego tłumaczenia jak coś działa, jak doszło do obecnych wydarzeń, a akcja gna wariacko do przodu.
I jeszcze ujęły mnie różnego rodzaju literackie nawiązania (statki i stacje kosmiczne, które mają nazwy wzięte z egipskiej i greckiej mitologii, z klasycznych powieści i co ciekawe, te nazwy mają ukryty sens), bo była to dodatkowa frajda odkrywania, czym były Scopuli i jak się to ma do fabuły. Ale bez tego frajda jest także ogromna.
Druga część "Przebudzenia Lewiatana" trzyma poziom i styl znany z odsłony pierwszej - choć autor nie ustrzegł się błędu "przegadania" i wydłużenia zakończenia. W tym tomie dowiadujemy się w końcu czym jest tajemnicza protomolekuła, co było dla mnie lekkim zaskoczeniem i miłym zwrotem fabuły. W sumie książka nie zostawia czytelnika ze zbyt wieloma pytaniami i równie miło zaskakuje logicznie tłumacząc zdarzenia z tomu pierwszego. Ponieważ obie części tworzą całość to trudno nie sięgnąć po ten tom po lekturze poprzedniego. Trudno jest też napisać coś więcej ponad to co napisano w poprzedniej recenzji.
Jeśli chodzi o tłumaczenie to posiada ono dokładnie te same mankamenty co część pierwsza - liczne kalki językowe (inżektor, setap, display) są zupełnie niepotrzebne - nie występują nawet w dialogach pomiędzy postaciami i nie da się ich nijak usprawiedliwić.
Polecam oba tomy "Przebudzenia.." i mam nadzieję, że któreś z wydawnictw pokusi się o kontynuację cyklu Ekspansji.