Rzymska cyferka II zapowiedziała mi kontynuację czegoś czego nie wspominam nadmiernie dobrze, ale z przekory postanowiłem sięgnąć po tytuł. W końcu to Wolverine, a tytuł jest bezpośrednią kontynuacją Wolverine: Origin. Logan w szale zabił Rose, swoją pierwszą miłość, po czym sam skazuje się na banicję. Odcina się od świata i żyje w dziczy, razem z wilkami…
Sielanka i wspólne polowania nie trwały wiecznie. Pewnego dnia pojawił się wygłodniały niedźwiedź, który pozabijał stado zwierząt, jakie zaadoptowało Logana. Heros ponownie zostaje sam. Gorzej, że wśród lokalnych mieszkańców krążą plotki o zwierzu z dzikich ostępów. Zwraca to uwagę pewnego cyrkowca, który chce złapać dziwoląga. Zaczyna się więc nagonka, a Rosomak gdy czuje się zaszczuty wysuwa kły… Pazury.
Historia wprowadza do życia Logana jednego z jego szablonowych wrogów, czyli Victora Creeda, wraz z jego siostrą, która zaczyna czuć do Wolverine’a miętę. Herosowi jednak nie będzie dana sielanka z gromadką dzieci w tle. Los szybko sprowadza na jego głowę uwagę pewnego doktora o nazwisku Essex… Kojarzycie? Zwyrol bez moralnych oporów, który jest gotów przeprowadzić na bohaterze sekcję nawet gdy ten jest żywy…
Jest tu trochę akcji, historia zdaje się idealnie stonowana, przez co całość czytało mi się przyjemniej niż część pierwszą, zwłaszcza pierwszy zeszyt gdzie historię stworzono w zasadzie bez dialogów, choć w tle był tam jakiś monolog postaci. Dziki Wolverine na nowo musi uczyć się jak żyć w społeczeństwie. Tyle, że mimo iż opuścił las, to ta furia ciągle jest w nim obecna.
Główny problem jaki ma omawiany tytuł tkwi jednak w historii. Gillen nie odkrywa tu nic nowego. Dzikość Wolverine’a jest powszechnie znana, zwroty akcji są przewidywalne zresztą jak i cała historia. Całość pewnie mógłbym spisać na połowie kartki. Słabo, tym bardziej, że to drugi początek? Jak początek może być drugi, przecież takowy ma się jeden…
Całość zdobi kreska Adama Kuberta, ale nie wybija się ona niczym poza taki rzemieślniczy sznyt. Potrafi być dość krwawo, ale to w końcu taki bohater. Całość mógłbym skwitować dwoma słowami. Nivil novi. Jeżeli lubicie tą postać to nie trzeba nikogo namawiać do lektury. Dla reszty… Znajdziecie masę lepszych komiksów. Takie 2.5/5.