Nawet najstarsi mieszkańcy miasta nie pamiętają takiego lata. Asfalt staje się miękki jak ciasto, na parapetach płowieje stopiony plastik, w witrynach aptek usychają kwiaty. Wrocław rozgrzany jak Nowy Orlean opanowały szczury wywlekające z kubłów kawałki pizzy. Restauratorzy wynieśli przed knajpy palmy w donicach, sprzedawcy pomidorów spryskują je wodą. Duszna, tropikalna seksualność, która rozwija się wraz z upałem, nie pozwala spać mieszkańcom. Porzucają rozgrzane bloki i ruszają w noc, żeby się kochać, kłócić, słuchać radia w taksówkach, planować śmiertelnie poważnie coś, co rano wygląda jak sen. Wśród letnich festiwali, religijnych procesji, polityków i pijaków, ekipa Teatru Polskiego postanawia wyprodukować spektakl, w którym wszystko będzie „nowe” i „abstrakcyjne”. Ada, bezrobotna malarka, dostaje życiową szansę: zostaje zaproszona do współpracy. W dzień poznaje teatr, nocami rozmienia się na drobne spędzając czas z podobnymi do siebie rozbitkami. Bohaterowie powieści próbują na różne sposoby radzić sobie z lękiem. Z czasem uczą się podchodzić trochę bliżej siebie, co zawsze jest niebezpieczne. Szukają świeckich religii, żeby uciec od samotności, starają znaleźć coś żywego, bezpieczne miejsce, w którym na chwilę zapomną, jak jest. Ich złudzenia mają urok źle oświetlonych lokali, gdzie gada się do późna o sztuce i miłości, ale język więdnie od tego w ustach, staje się wszechstronnie obcy, niezrozumiały. Aż w końcu zostaje z niego proch: frazesy, etykiety, recepty bez pokrycia. A jednak bohaterowie mówią do siebie, choć nie zawsze się porozumiewają. Ale nawet ta próba to dla nich jedyna szansa na więź, której można jeszcze nadać jakieś znaczenie.
2.75⭐ Tą książkę czytało się bardzo przyjemnie i szybko, jednak była ona bardzo chaotycznie napisana. Ciężko było połapać się kiedy, gdzie i w jakim czasie aktualnie rozgrywa się akcja książki.
„41 utonięć” Agnieszki Wolny – Hamkało to proza specyficzna, lekko nawet eksperymentalna. Na pierwszy rzut oka to zwyczajna historia, wycinek kilku upalnych, letnich dni z życia kobiety, wrocławskiej rozwiedzionej malarki w średnim wieku, która znajduje zatrudnienie jako scenograf w teatrze. Nie jest to jednak typowa opowieść o różnorakich perypetiach sympatycznej bohaterki. Zamiast tego mamy do czynienia z literackim zapisem jej wrażeń, częściowo strumienia świadomości, jej odbioru rzeczywistości przefiltrowanej przez artystyczną wrażliwość i niestandardowy sposób postrzegania świata.
Klimat powieści jest dziwny, nieco oniryczny, pasuje mi tu określenie „bizarny”. Dziwaczni są również bohaterowie – zarówno główna bohaterka Ada, jak i członkowie ekipy teatru, w którym pracuje, jej przyjaciele i znajomi, a nawet tajemniczy kochanek. To środowisko związane z nowoczesnym, alternatywnym teatrem i szeroko rozumianą kulturą, przedstawione w nieco krzywym zwierciadle i z pewną dozą uszczypliwości.
Autorce doskonale udało się uchwycić poczucie dusznego obezwładniającego gorąca, palącego słońca zacierającego kontury i rozmywającego kolory, dyszącego od upału wielkiego miasta.
Jednocześnie, pomimo niewielkiej objętości jest to książka niełatwa w odbiorze. Osadzona w hermetycznym, obcym przeciętnemu czytelnikowi środowisku alternatywnego teatru współczesnego z jego artystycznymi dylematami, z dość szczątkową fabułą i bohaterami, z którymi trudno się utożsamiać.
I choć nie sposób jednoznacznie powiedzieć o czym jest ta powieść, już od pierwszych stron zachwycił mnie jej język – plastyczny, niebanalny pełen zaskakujących metafor. To on stanowi jej największy atut.
Pozycja inna, nieszablonowa, interesująca. Warta uwagi, choć nie wszystkim się spodoba.
Sięgając po “41 utonięć” Agnieszki Wolny-Hamkało miałem nadzieję, że dostanę prozę przyzwoicie napisaną, mądrą i może nawet wciągającą. Dostałem zadziwiająco prostacką opowieść napisaną dobrym językiem, która mnie wciągnęła jedynie w głębszy sen.
Agnieszka Wolny-Hamkało napisała powieść o wrocławskim teatrze, który gra kontrowersyjne tytuły i ustawiają się przed nim protestujące manifestacje, a dział promocji przerabia hasła z manifestacji na koszulki. Mamy tam reżysera-boga, seksualne odloty starszego z młodszą, debiutującą scenografką, odrobinę przyćpane aktorki, jowialne panie bufetowe itd. Akcja jest mniej istotna - ot Ada, która na co dzień jest malarką dostaje propozycję stworzenia scenografii do nowego, kontrowersyjnego dzieła. Miota się w tym biedaczka, bo autorka postanowiła zrobić z niej najwyraźniej pół-kretynkę, która nie potrafi zapanować nad swoimi żądzami i stawiać granic mężczyznom. A ci - przecież wiadomo - jak poczują “mięso” to nie odpuszczą. Powieścidło klasy romansowej, wybitnie stereotypowe i przerysowane. Na okładce napisano: “bohaterowie powieści próbują na różne sposoby radzić sobie z lękiem”. Dziękuję za tę podpowiedź interpretacyjną, bo miałem przemożne wrażenie, że próbują sobie poradzić z brakiem pomysłu na swoje role w głowie autorki.
Agnieszka Wolny-Hamkało potrafi używać języka i tylko dzięki temu udało mi się przeczytać całą powieść, ale wam odradzam, szkoda prawdziwego życia.
czasami książka o ludziach zbyt fajnych, żeby na serio coś lubić, czasami książka o ludziach, którzy w amoku spóźnienia szukają czegoś, czego mogliby się złapać, kiedy życie pali jak niekończące się lato, czasami surrealistyczny sen o tym, że dla każdego gdzieś znajduje się cały magazyn pełen artystycznych dziwaków, z którymi można zabić kilka chwil między młodością a starością — i w gruncie rzeczy wciągająca, rozgorączkowana opowieść, mimo niedociągnięć w dialogach (choć zastanawiam się, ile z tego należy do koncepcji, a ile po prostu nie wyszło) i kilku kalek z angielskiego
Książkę czytało się szybko i przyjemnie, ale ostatecznie dalej nie wiem, jaki był jej cel. Oniryczny klimat, ospała i lepka od gorąca – i to naprawdę, autorka bardzo przekonywująco opisała skwarne lato. Dużo dziwacznego seksu i mam wrażenie, że większość kobiecych bohaterek była opisana przez pryzmat wielkości ich piersi, co jest o tyle rozczarowujące, bo autorka to kobieta. Głównej bohaterce co chwilę kręciło się w głowie od najprostszych rzeczy i była taką bardzo bierną postacią w gruncie rzeczy. Napisana ciekawym językiem i to chyba jej największa zaleta.