Czy w Polsce Ludowej istniało tajne komando śmierci?
Nadepnąłeś komunistycznej władzy na odcisk? Zginiesz. Chcesz się bawić w opozycjonistę? Stracisz życie. Chroni cię sutanna? Skończysz jak Popiełuszko. Licealista utopiony w Wiśle. Sędziwy ksiądz ze skręconym karkiem. Były premier torturowany we własnym domu. Tłumaczka z poderżniętym gardłem i uduszona staruszka. To nie jest przyjemna lektura. Wszyscy bohaterowie nie żyją, a mordercy nie ponoszą kary. Giną dowody, a procesy zatrzymują się w martwym punkcie. Jeśli nie kocha się ludowej władzy, PRL nie jest przyjemnym miejscem do życia, za to doskonałym, by je stracić. Patryk Pleskot, odważny historyk Instytutu Pamięci Narodowej, odkrywa sekrety zagadkowych morderstw, za którymi stoi tajemnicze komando śmierci – zbrojna ręka służb Polski Ludowej. Żadna z tych historii nie została wymyślona. Dużo tu poczucia krzywdy i mało poczucia winy… Książka Pleskota to opowieść mroczna, tajemnicza i wciągająca jak najlepszy kryminał. Tyle tylko, że śmierć jest prawdziwa.
Książka Pleskota podzielona jest na cztery rozdziały, każdy z nich opisuje trzy przypadki - konkretne sprawy głośne z telewizji i pierwszych stron gazet. Z tą różnicą, że autor przeprowadza prywatne dochodzenia na bazie faktów, a nie oficjalnych komunikatów mediów i stanowiska prokuratury. Wyniki jego dochodzenia jeżą włosy na głowie.
Każda sprawa to indywidualne dochodzenie, które autor przeprowadził na bazie zebranych faktów. Materiały dowodowe to zeznania świadków, zachowane dokumenty, protokoły sekcji zwłok, raporty policyjne, a także późniejsze badania przeprowadzone przez komisję Rokity. Na bazie ich pracy autor wykonał doskonałą robotę rekonstruując miejsca zbrodni, wydarzenia i wyciągając wnioski.
W swojej pracy demaskuje rolę aparatu władzy, m.in. szefa MSW Czesława Kiszczaka, a ukazuje działanie machiny oraz departamentów, w tym najsłynniejszego - IV, w ramach którego istniała grupa "D" nazwana tak od jej funkcji - destabilizacji kościoła i opozycji. W końcu ujawnia materiały świadczące o istnieniu, na etapie schyłku PRL, specjalnego komanda śmierci.
Mocna i szokująca książka, która rozprawia się z mitami PRL. Utrzymana w formie kryminału stanowi świetną lekturę dla osób, które chciałby koniecznie zapoznać się z mroczną historią Polski Ludowej.
Już po kilku stronach jesteśmy osadzeni w PRL, czujemy tą szaroburą atmosferę zastraszenia i brutalności. Autor dokumentuje każde morderstwo z godną uwagi precyzją, rozważając wszystkie możliwości. Wiele z tych policyjno sądowych zaniedbań można zaliczyć na konto niedbalskiego życia w PRL. Owszem rządzili i straszyli, ale czy byli tak skoordynowani? Rola Jerzego Urbana jest warta przypomnienia, szczególnie dlatego że niedawno zmarł i warto sobie przypomnieć jego "zasługi". Książka pod koniec może zacząć trochę czytelnika męczyć, szczególnie brak rozwiązań, dowodów, rozmycie (celowe czy nie?) wszelkich dochodzeń. Nachodzą refleksje co do samej transformacji ustrojowej, sam pamiętam jak sąsiad wpadł do nas do domu krzycząc że w komitecie dzielnicowym palą akta. Dziś w Polsce nastąpiło totalne upolitycznienie tematu, ale jest też i rosnąca niechęć do powrotu do rozważań na tematy tej (za) bliskiej przeszłości. O tych sprawach autor nie wspomina, i bardzo dobrze, gdyż to jest temat inny, temat społecznej percepcji tych morderstw wtedy i dzisiaj, oraz obecnej, skomplikowanej sytuacji w Polsce.
W jednej z recenzji na LC przeczytałam, że książka jest słaba, bo nie ma w niej emocji. Emocje... tylko jakie? Jakich emocji oczekiwał recenzent - szoku, smutku? Chyba nie trzeba o nich pisać, w końcu przy śmierci kogoś nie ogarnia nas euforia i radość.
Żalu? Och, nawet bez napisania zdania z tym słowem, czytając o zmarłych, jest mi żal. I jestem piekielnie wkurwiona. I bezradna, a to mnie wnerwia jeszcze bardziej. Bo nic nie udowodniono. Bo zmarli zginęli śmiercią straszną. Bo mordercy hasali sobie na wolności, a nieudolny aparat sprawiedliwości sprawiedliwość miał w ... .
Przerażające jest to, że policja/milicja, która ma chronić obywateli, maczała palce w ich morderstwach. Zatrważające jest to, że prokuratura, mająca za zadanie ścigać i osądzić sprawców, daje sobą dyrygować. Okrutne jest to, że sędziowie... sędziowie wydają takie wyroki, na jakie pozwoliła PRLowa władza.
Więc nie ma emocji? Dla mnie były. Nie, nie były to miłe emocje i nie, nie chciałabym przeżyć ich jako rodzina denata opisanego w książce. Jedynie mam nadzieję, że sprawcy morderstw, nieważne którego, wszystkich, zdychali w potwornych, okrutnych męczarniach. Ja dla nich nie będę litościwa. Ni krzty.
Książka przedstawia kilka spraw morderstw politycznych z okresu PRL w tym tych najsłynniejszych - Grzegorza Przemyka, Stanisława Pyjasa, Piotra Jaroszewicza i jego żony oraz Bohdana Piaseckiego. Poza sprawą zamordowania Piaseckiego z 1957 roku i małżeństwa Jaroszewiczów z 1992 roku głównie są sprawy z lat osiemdziesiątych XX wieku.