Sara Weronika Sokolska, zwana Saniką, w niczym nie przypomina nadwornej czarodziejki. Młoda, żywiołowa i dzika jak magia, którą włada, stanowi jedną z największych tajemnic królewskiego dworu. Nie wiadomo, gdzie uczyła się magii i kto był jej mistrzem, ani nawet skąd przybyła do Krakowa. Plotki mówią, że jest najbliższą przyjaciółką i powiernicą króla Julina, a może nawet kimś więcej. Media donoszą o jej spektakularnych wyczynach: polowaniach na biesy, inkuby i strzygi, o pojedynkach z członkami Loży Czarodziejów.
Wydaje się, że Sanika jest najpotężniejszą czarownicą w Polanii i tylko szaleniec mógłby rzucić jej wyzwanie. A jednak nawet moce wiedźmy mogą okazać się niewystarczające w starciu z przeciwnikiem, który pragnie zniszczenia Krakowa. Wrogiem, za którym stoi pradawna i niezwykle potężna magia…
Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego. Autorka książek fantastycznych i kryminałów. Należy do Hardej Hordy, grupy zrzeszającej kilkanaście pisarek fantastyki. W 2021 roku nominowana do Nagrody Zajdla za opowiadanie „Sen nocy miejskiej” („Harde Baśnie”), którego akcja dzieje się w uniwersum „Kołysanki dla czarownicy”.
Na samym początku chwilę trwało nim się wkręciłam, ale potem było już tylko lepiej. Mamy współczesną Polskę, która jest królestwem i w której istnieje magia i żyją magiczne istoty. Akcja rozgrywa się w Krakowie, był Smok Wawelski, był Mistrz Twardowski, świat przedstawiony jest bardzo ciekawy i podoba mi się klimat mrocznej baśni. Sama główna bohaterka jest intrygująca, chciałabym poznać jej przeszłość, w zasadzie mogłabym o tym przeczytać całą oddzielną książkę.
Opis na okładce dosyć mocno mnie nakręcił, ale po lekturze mam ambiwalentne odczucia. Ma bardzo dobre i bardzo złe elementy. Co jest dobre? Styl. Autorka potrafi pisać. Ma momenty, które są jednocześnie subtelne i wieloznaczne, i dosadne. Kiedy wkracza w stylizację mrocznej baśni, powstaje coś naprawdę interesujące, coś ocierającego się o Angelę Carter. Ale to wrażenie trwa tylko dwa zdania, a potem wszystko szlag trafia. Bardzo ciekawa kreacja świata przedstawionego i chociażby dlatego warto przeczytać. Wiem, że polska fantastyka ma straszny kompleks historyczny, który wyraża fantazją o wielkości Polski (co widać chociażby w "Apokalipsie według pana Jana" czy w całej twórczości Komudy) i to jest pierwsza polska powieść fantasy, gdzie alternatywne przedstawienie historii kraju nie wywodzi się z tego kompleksu. Mamy Polonię ze stolicą w Krakowie, bez rozbiorów i dwóch wojen światowych, bez martyrologii i kompleksu mesjasza narodów. Jakby romantyzm się nie wydarzył i to jest piękne. Zamiast tego historia rozwijała się wokół wypadków związanych z magią i walką z demonami i innymi siłami ciemności. Mamy więc Twardowskiego jako jedną z najważniejszych postaci historycznych i dziedzica Jagiellonów urodzonego post mortem przez Barbarę Radziwiłłównę. I funkcję Pierwszego Maga Polonii, która jest czymś więcej niż dworską funkcją. I na nieszczęście mamy też główną bohaterkę. O ile świat mnie zachwyca, tak Sanika budzi we mnie zniecierpliwienie. Ponieważ trzydziestoletnia kobieta wyglądająca i zachowująca się jak gotycka zbuntowana nastolatka? Nie. To mokry sen Reddita, a nie coś, co można traktować poważnie. Więc Sanika zawodzi na całej linii jako postać, na której skupia się fabuła. Ma ciekawą przeszłość, której powieść nie odkrywa jednoznacznie aż do samego końca, ale jej zachowanie za bardzo przypomina mroczną stronę fanfików, w których bucera uchodzi bohaterom na sucho. Wciąż, powieść jest ciekawa i czytało się przyjemnie, Sanikę po prostu próbowałam ignorować. Żałuję też, że antagonista nie dostał trochę więcej uwagi, bo taki zbitek retrospekcji to jednak trochę mało. A był naprawdę ciekawy i miał potencjał na przyćmienie bucery Saniki.
Po Wilczej Jagodzie nieustannie cierpiałam na kaca światów stworzonych przez Kubasiewicz, ale już się wyleczyłam 😅 Zupełnie inny poziom, choć równie ciekawe pomysły.
3,5, ale daję cztery gwiazdki na zachętę - to chyba debiut autorki? Poza tym na pewno będę zaglądać do jej przyszłych książek, bo ta jest bardzo obiecująca. Zauroczył mnie stworzony przez nią świat - królestwo Polanii z Krakowem jako stolicą i królem Julianem (co za fantastyczna postać!), rzeczywistość współczesna, z samochodami, kafejkami, zarozumiałymi szefami wydziałów uniwersyteckich, zapiekankami w pewnej budce (co za smaczek dla krakusa! Tylko znawcy będą wiedzieć, która to budka), komórkami i smsami, które Pierwsza Czarownica wysyła do króla po pomyślnie rozwiązanym (czytaj: zabitym) problemie - no właśnie, ale jednak nie do końca nasza, bo magia, czarownice, czarodzieje i magowie istnieją, Smok Wawelski strzeże królewskiego miasta, Lustro Twardowskiego jest niezmiernie ważnym artefaktem odgrywającym rolę w ochronie Krakowa (ale czy tylko do tego służy?). Pierwsza Czarownica, Sanika, ma tajemniczą przeszłość i problemy z zarządzaniem swoją złością, ale nie szkodzi, bo wykorzystuje to twórczo w swojej pracy, polegającej na chronieniu miasta - do którego jest przywiązana m.in. dlatego, że lubi chodzić do kawiarni na Bracką, kiedy pada deszcz. Świetnie zbudowany świat, aluzje do baśni różnego rodzaju, parę ciekawych postaci, ładny język, dobrze, sprawnie się czyta - czemu więc nie cztery, a trzy gwiazdki i pół? Czegoś mi brakowało - może lepszych interakcji między postaciami? Antagoniści Saniki byli tylko szybko naszkicowani, widać, że mają potencjał, że są interesujący, ale rozmowy i konflikty z nimi do niczego nie prowadzą. Może pogłębienia postaci Saniki, która jest jakby zawieszona ponad światem i tak naprawdę nie wiadomo, na czym jej zależy (poza zapiekankami, kawiarniami i ewentualnie Julianem)? Chciałabym, by autorka napisała kontynuację tej powieści, w której rozwinie zasygnalizowane tylko problemy personalne w strukturach czarodziejskich - i może Julian znajdzie wreszcie odpowiednią kandydatkę na żonę? Uwielbiam fragment przytoczony poniżej. Wręcz wzruszyłam się, czytając go, bo to miasto wrosło też w podobny sposób we mnie, choć połowę (juz niecałą!) życia spędziłam gdzie indziej. Ciekawe, czy niekrakusi są w stanie tak emocjonalnie odebrać tych parę zdań? Joanka? "To zabawne, jak mocno wrosło w nią to miasto, jak głęboko zapuściło korzenie. Wystarczyło zamknąć oczy, żeby przywołać obraz mapy, rozdzielonej błękitną linią Vistuli, plątaniny ulic, placów, parków, mostów. Zawsze wiedziała, do którego tramwaju wsiąść, w jaką uliczkę skręcić. Lubiła swoje małe, przytulne mieszkanie. Miała swoją ławkę w Parku Jordana i ulubione drzewo na Plantach, kawiarnię na Brackiej, do której chodziła, gdy padał deszcz, by pić mocną kawę i oblizywać palce z kremu po napoleonce. Obsługa już ją rozpoznawała. Kupowała chrupiące zapiekanki w ulubionej budce, a jeśli wpadła w dobry humor, wrzucała drobne do miseczki ulicznego grajka, od dziesięciu lat wygrywającego te same melodie pod tym samym murem." [https://books.google.pl/books?id=c6py..., str. 164)
[PL] Są książki, którym wybacza się niedociągnięcia, bo te są nieliczne i niezbyt istotne, a poza tym - i tak giną w czytelniczej radości. "Spalić wiedźmę" to dokładnie ten przypadek. Nie pamiętam, kiedy ostatnio bawiłam się tak dobrze przy urban fantasy. Ani przy polskiej książce fantastycznej w ogóle.
Powiem tak, widać, że to debiut. Mam kilka zastrzeżeń ale to nie zmienia faktu, że w ogólnym rozrachunku książka mi się podobała i super się bawiłam podczas słuchania audiobooka. Jak ktoś lubi książki Magdaleny Kubasiewicz to warto zabrać się za ten debiut i zobaczyć jak to się zaczęło.
oj różnie to bywało z tą książką. na początku nie bardzo wiedziałam do czego dążymy, czasami pojawiały się fragmenty, które tylko mnie myliły. klimat jednak mi się podobał tak jak i świat przedstawiony, który był ciekawy! backstory głównej bohaterki było interesujące. chociaż kochana sanika czasem mnie denerwowała... ogólnie ciekawe i słucham 2 tomu ✨
2.7 Może to moja wina ale totalnie nie mogłam skupić się na tej książce. I brakuje mi serii o Wilczej Jagodzie i jak czytam jakąkolwiek inną książkę tej autorki to automatycznie ją porównuje. No i kurcze nic nie dorównuje do tamtej serii
To tak naprawdę zbiór opowiadań połączonych wspólną fabułą, która niespiesznie zmierza do finału. Urban fantasy, ale klimatem bliższe mrocznej baśni. Tym, czym "Spalić wiedźmę" zdecydowanie wygrywa, jest bardzo wiarygodnie skonstruowana alternatywna magiczna Polska, z historią nie pozbawioną tragedii, chociaż niektóre wydarzenia zaszły zupełnie inaczej, na przykład, jak się zdaje, ani zaborów, ani wojen światowych nie było w ogóle (a stolica nadal jest w Krakowie). W zamian za to wydarzyły się, rzecz jasna, mniej lub bardziej powiązane z magią katastrofy. Poprzez detale takie jak min. realistyczne postacie drugoplanowe ta wizja uwodzi dostatecznie mocno, żeby się później zdziwić, że to nasz świat nie jest tym alternatywnym. Brak przy tym kompensacyjnego hurrapatriotyzmu - jest wyważona i wiarygodna. Może warto też wspomnieć, że to nie jest paramormal romance (bez gatunkizmu - sądzę, że to użyteczna informacja, bo niektórzy dobierają lektury szukając wątków romantycznych lub wykluczając romanse z puli) i jeśli coś mi przypomina, to wczesną Brzezińską. Ciekawe, w jaką stronę i cykl i autorka będą się rozwijać.
jagoda wilczek zaraziła mnie piórem pani kubasiewicz, ale niestety "spalić wiedźmę" daleko do radości jaką spędziłam przy historii o wiedźmie klątw :(
pomysł napewno bardzo ciekawy, a bohaterowie nieszablonowi i barwni, ale sposób prowadzenia akcji nie przypadł mi do gustu, tak samo jak sposób napisania tej książki. długie rozdziały i mnóstwo opisów sprawiły, że historie czytało się opornie i męcząco. nie planuje sięgać po drugą część, uznaje to za koniec moich przygód z saniką, która choć była bohaterką świetną... cóż, jej przygody dalsze niezbyt mnie zainteresowały.
"porządna nigdy nie była, wstydu nie znała a moralność uważała za paskudną chorobę z Afryki"
KOCHAM!!! -Silna (ale nie bez powodu, nie ma tu nikogo napędzanego mocą przyjaźni) główna bohaterka -Bardzo ciekawe wykorzystanie polskich legend i cech charakterystycznych dla Krakowa--gołębie🤯 -Cyniczny smok Wawelski🤭(co by było gdyby podczas potopu Smok Wawelski nie bronił Krakowa? Miasto mogłoby zostać zniszczone A NAWET ZDOBYTE) No i pewnie wiele więcej, ale w tej chwili nie chce mi się więcej pisać😚😚
Jest przyjemnie, acz nie porywająco. Czuć, że to debiut, ale debiut z potencjałem. Autorka uniknęła typowego błędu jeśli chodzi o kreację głównej bohaterki w podobnych powieściach. Sanika jest silną bohaterką, ale nie emanuje z niej Mary Sue. Zgrabnie językowo, wykorzystanie motywów krakowskich/słowiańskich nie wyszło topornie (a o to nietrudno!). Całośc fabuły niekoniecznie mnie porwała - chętniej zobaczyłabym tę książkę jako zbiorek bardziej kameralnych opowieści (jak sam początek z Mareną) niż opowieść o zniszczeniu całego miasta. Światotwórczo - w porządku. Podobnie jak w przypadku Anety Jadowskiej - późniejsze opowiadania z Hardej Hordy pokazują ładną ewolucje pisarską autorki, dlatego chętnie sięgnę po serię o Wilczej Jagodzie, żeby przekonać się jak wyszło.
To nie jest zła książka. Jednocześnie z jakiegoś powodu kompletnie nie potrafiłam się w nią wkręcić, więc ostatecznie nie żywię do niej żadnych głębszych uczuć.
naprawdę ciekawa opowieść, przyjemne zawirowania w historii, wciągająca! już nie mogę się doczekać by zgłębiać się w ten świat głębiej, główna bohaterka jest wg mnie przedstawiona jako tajemnicza postać co daje fajny vibe tej książce
The world presented in this fantasy set in modern day Poland is very intriguing. The premise is that witches, warlocks, and demons roam among humans, and some are tasked to protect us. The main character is an ornery witch who has to protect the king and the city of Krakow. I would rate this more highly, but it's all too evident that the translator isn't a native speaker of English and the publisher didn't get a professional editor who was a native speaker involved either. The missing articles, incorrect tenses, and garbled syntax distract from what would otherwise be an involving read.
Trochę z lękiem sięgałem po pierwszą książkę Magdaleny Kubasiewicz. Bardzo lubię jej prozę z kilku ostatnich lat, ale z debiutami bywa różnie, zwykle jednak nie dorastają jeszcze do pięt późniejszym dziełom. Miałem też w pamięci, że już przynajmniej raz już próbowałem podchodzić do tego tytułu i odbiłem się dość szybko. Mimo to postanowiłem dać jej ponowną szansę, właśnie przez to, jak bardzo lubię te nowsze pozycje. I pomimo pewnych trudności nie zawiodłem się, nawet jeśli ocena nie do końca to oddaje.
Trafiamy tu do uniwersum znanego już z Czarodziejki z ulicy Reymonta (a tak naprawdę, to odwrotnie, tam trafiamy do uniwersum znanego z tej pozycji), czyli do Polanii. Tylko tym razem poznamy pierwszą wiedźmę królestwa, Sanikę, osobę znajdującą się w kręgach władzy, znającą wiele tajemnic i bezpardonowo rozmawiającą z samym władcą. No i przy tym nielubianą przez większość śmietanki towarzyskiej za pewną niezależność i mocno nieszablonowe zachowania. Oczywiście jak przystało na pierwszą wiedźmę, ta odpowiedzialna jest za bezpieczeństwo, głównie Krakowa, więc pewnie nie dziwi, że będzie zmuszona walczyć właśnie po to, by je zapewnić.
Zarys głównej postaci i ogólnej sytuacji wydaje się dość interesujący, zwłaszcza, gdy zna się późniejsze dzieła autorki, choć w trakcie rozwoju historii nie zawsze jest do końca różowo. Przede wszystkim jest problem z tempem, wygląda nawet, jakby sam początek był oderwanym od całości opowiadaniem. Co ciekawe, mającym całkiem niezłe tempo i niespodziewane zakończenie. Prawdopodobnie miał służyć jako przedstawienie Saniki, ale chyba lepiej by się bronił jako coś zupełnie osobnego, bo dalej przeskakujemy w główną historię i nagle widać, że nie wszystko do siebie pasuje. Zwłaszcza na początku opisy są trochę zbyt długie, często rozwiązania, choć interesujące, to zaburzają ciągłość historii. Inaczej zbudowane byłyby naprawdę dobre, a na pewno nie kazałyby się nagle cofać w ramach fabuły. No i trochę zbyt chaotycznie wprowadzamy kolejne elementy, zwłaszcza te istotne dla głównej fabuły w dalszej jej części. Mistrz Twardowski, smok wawelski, nóż braci, a jest tego więcej i czasem nawiązania są oczywiste, a czasem można się zagubić w gąszczu niedopowiedzeń i skrótów. Pewnie druga lektura pomogłaby to sobie ułożyć, ale nie o to przecież chodzi.
Mimo to widać zalążki przyszłych dzieł twórczyni. Od pewnego momentu łapie ona odpowiedni rytm i nawet jeśli czasem wciąż coś zgrzyta, to ma się ochotę dotrzeć do końca historii. Nie jest to książka, którą bym polecał, żeby zapoznać się z autorką, raczej taka, do której można wrócić, jeśli jest się ciekawym uniwersum przez nią stworzonym lub początków samej Magdaleny Kubasiewicz. Sama w sobie jest dość toporna i trzeba czasem lekko samozaparcie, żeby pójść dalej, choć wciąż mam tu na myśli raczej fragment między "prologiem", a połową głównej historii. Potem jest lepiej, nawet jeśli są tam te wspomniane potknięcia. Natomiast jeśli ktoś się odbił od tej pozycji, to mogę tylko polecić sprawdzenie innych cykli, bo czuć znaczący rozwój, i da się tam odnaleźć najlepsze cechy "Spalić wiedźmę".
3 gwiazdki chociaż pewnie bliżej 2.5; Przede wszystkim- bardzo podobał mi się świat przedstawiony, powiem nawet, że mam trochę niedosyt. Pokazana nam jest Polska, w której zachowały się pogańskie wierzenia, i która w 21 wieku nadal jest królestwem. Czyni więc to z tej książki bardzo ciekawą wizję urban fantasy, które jest pełne istot i bogów bliskich naszym regionom (chociaż arggh nie podobały mi się kreacje Marzanny jako negatywnej postaci i słowiańskich demonów wymieszanych z chrześcijańskimi wierzeniami bo nie wszystkie nasze demony były złe!!!! większość była neutralna!!!!!!!!). Książka z takim światem byłaby świetna gdyby tylko nie ta główna bohaterka. Jest to chyba najczęściej krytykowany element w recenzjach na goodreads, bo chociaż idea nadwornej czarownicy króla Polanii jest naprawdę interesująca, to Sanika będą za najbardziej wkurzajacym edgelordem w całym Krakowie była nie do zniesienia. Sama fabuła była natomiast była bardzo różna- przechodziła między byciem naprawdę ciekawą zagadką do stania się zupełnie niezrozumiałym bełkotem w przeciągu akapitu. Dlatego im dłużej o tym myślę, tym bardziej chcę obniżyć ocenę, ale powstrzymam się, tylko dla tego super pomysłu na urban fantasy. Trzymam kciuki że druga część będzie lepsza!!
"Spalić wiedźmę" to kolejna świetna książka Magdaleny Kubasiewicz opowiadająca o osobach mających umiejętności magiczne. Tym razem przenosi nas w świat królestwa Poloni pełnym istot magicznych i pradawnych stworzeń Twardowskiego. Główna postacić czyli Sanika jest Pierwszą Czarownicą, czyli, jak się wydaje najlepiej włada magią w całym królestwie. Dostajemy próbkę jej umiejętności już w prologu, gdy bardzo szybko znajduje przestępcę.
I nie, nie jest to kolejna powieść o czarownicy detektyw, która fenomenalnie rozwiązuje magiczne zagadki kryminalne.
Jednak i Sanice zdarzają się wpadki. Czasem jest zbyt pewna siebie. Dlatego też musi mierzyć się z wielkim zagrożeniem, które nagle pojawia się w Krakowie, a które wykryła dość późno. Dodajmy do tego że niema żadnego wsparcia w innych krajach królestwa (bo nikt jej nie lubi) a katastrofę mamy gwarantowaną.
Magdalena Kubasiewicz stworzyła tu silną, kobiecą postać, która ma wiele za sobą, choć jest dosyć młoda. Pokazuje nam też, że ze złego, może utworzyć się coś dobrego, a także, że zło można powstrzymać złem.
Ksiazka mi się podobała, choć nie powiedziałabym, że była jakoś bardzo wybitna. Taka miła lektura na wieczór, o magii i polskich legendarnych stworzeniach.
"Spalić wiedźmę" to moje pierwsze spotkanie z Magdaleną Kubasiewicz. Książka opowiada o świecie, gdzie życie zwykłych ludzi współwystępuje wraz ze światem istot magicznych a to wszystko dzieje się w królestwie Polanii. Główną bohaterką jest Sara Weronika Sokolska, zwana Saniką lub Diablicą, Pierwsza Czarownica Polanii stojącą na staży stolicy - Krakowa jak i samego króla. Jest ona dość charakterystyczną postacią, silną, niezależną, niekonwencjonalną, upartą i nie do końca lubiącą ludzi a do tego władającą dziką magią. Historia w książce ciekawa jednak czasem jak dla mnie zbyt skomplikowana i odchodząca od głównego wątku co wprawiało mnie w konsternację i zagubienie, co się teraz dzieje. Do tego brakowało mi wartkiej akcji, opowieść była snuta raczej sennie, spokojnie. Na plus jest świat wykreowany w książce, Kraków, jego tajemnice, legendy i atmosfera.
Zaczęłam czytać w zeszłym roku, ale porzuciłam. Teraz wzięłam się za tą powieść raz jeszcze ze względu na zbiór opowiadań z tego samego uniwersum wydany niedawno. Niestety, od początku nie mogłam złapać rytmu podczas czytania i cały czas zastanawiałam się do czego to w ogóle zmierza. Finał też dziwny. Bohaterka jest okropna. Wiem, że jest drugi tom, ale odpuszczę sobie, bo ten pierwszy też ledwie skończyłam (dwa DNFy tej samej książki to trochę niezbyt ambitne jak na mnie).
"Ostatnimi" czasy alternatywna Polska - z monarchią i magią - jest coraz modniejsza. Ta książka świetnie się wstrzela, dodatkowo w pełni angażując się w "miastowość" Urban Fantasy. Na początku irytował mnie trochę brak mitologii, ale nie przeszkadzało to w lekturze. Zostaje czekać aż dorwę w łapki tom drugi
Sara Weronika Sokolska jest młodą czarownicą która pełni funkcję pierwszej czarownicy na królewskim dworze w Krakowie nie wiadomo skąd przybyła na dwór królewski musi walczyć z mocami i stworzeniami magicznymi Loża Adeptów magii za nią nie przepada kiedy nagle okazuje się że Sara nie daje sama rady obronić miasta zwraca się o pomoc do magicznego lustra pana Twardowskiego