Ciemny rewers oficjalnego życia literackiego w PRL-u
W Biografiach odtajnionych Joanna Siedlecka przedstawia dramatyczne losy pisarzy najwyższej rangi, takich jak Gombrowicz czy Broniewski, którym machina totalitarnego państwa zrujnowała nie tylko kariery, ale przede wszystkim życie osobiste. Zniszczyła zdrowie, rozbiła rodziny, wdarła się głęboko w cztery ściany ich domów, które były nie przystanią, ale nafaszerowaną podsłuchami pułapką.
"To nie jest książka glamour - lekka, łatwa i przyjemna. Nie może się podobać - ma przeszkadzać, poruszać, przerażać. Jest bowiem - po Obławie i Kryptonimie "Liryka" – moją trzecią już opowieścią o temacie wciąż nieprzerobionym, objętym ciężką zmową milczenia - represjach PRL-u wobec literatów, napisaną na podstawie wielu rozmów, głównie jednak odtajnionych oraz nieznanych wcześniej dokumentów komunistycznej policji politycznej, których mieliśmy nigdy nie poznać. Po co nam ta mroczna wiedza? Prawda dokumentów odkłamuje wiele fałszów, mechanizmy wielu karier, promocji jednych, eliminowania drugich. Pozwala zajrzeć za kurtynę naszego życia literackiego i kulturalnego, którego nie sposób zrozumieć bez wciąż mało znanej roli tajnych służb".
Brązownictwo i walka z nim mają zarówno swoje chlubne momenty w historii polskiej literatury jak i te mniej. To zdecydowanie będzie o tym drugim przypadku. Książki Joanny Siedleckiej do tej pory wydawały mi się słuszne i sprawiedliwe, ale chyba błądziłem - albo Autorka zabłąkała się teraz na grząskie tereny.
Otóż w książce "Biografie odtajnione" oprócz opisania kto na kogo donosił, wejścia z butami na łóżka i do domów pisarzy i pisarek oraz ujawnienia dziesiątek, jeśli nie setek, absolutnie kompromitujących ich materiałów, Siedlecka zebrała w jeden tom wyjątkowo agresywną publicystykę, której cele to odbrązowienie i moralne napiętnowanie. Nie: zrozumienie. Bywają wyjątki od tej postawy, ale zbyt rzadkie.
Można i trzeba się spierać o historię, warto pamiętać, że karty dzienników (vide Zawieyski) bywają zasłoną dymną i dziełami bliskim fantastyce, a pisanie hagiografii to zadanie dla ludzi bez wyobraźni. Mimo świadomości tych zjawisk podczas lektury odczuwałem niepokój. Wyobrażałem sobie, że gdybym był odrobinę starszy, to mogłoby się wiele wydarzyć i może jakiś sympatyczny towarzysz okazałby się TW czy coś takiego. I wtedy po kilku latach zadzwoniłaby pewna pani i próbowała opowiedzieć "prawdę", a ja bym coś tam pewnie jej opowiedział, wiedziony historyczna racją. Później wyszłaby jej książka z takim oto zdjęciem - Autorka opiera się o grób bohaterek jednego z rozdziałów. Tragicznych, choć w przypadku Janiny Broniewskiej - wyjątkowo negatywnej i jednoznacznie ocenionej z pozycji moralnych przez Siedlecką. Jakby tego było mało w innym fragmencie Autorka publikuje nekrologi swojej antybohaterki. To jest kujawiak na grobach tańczony... A wracając do opowieści z mojej wyobraźni - gdyby moje słowa znalazły się w takiej pozycji to byłbym okrutnie zły. Jako czytelnik jestem zniesmaczony i przypomina mi się fragment z książki, w którym Siedlecka uznaje za podejrzane, że jedna z pań odmawia udzielenia jej wypowiedzi gdyż "nie lubi jej książek". Ma ta Pani we mnie sojusznika.
P.S. Wyjątkowo też razi mnie napastliwy ton Autorki, np. gdy pisze: "dziś Andrzejewski jest właściwie pisarzem zapomnianym, anachronicznym, czas zrobił z jego pisarstwa miazgę (...)." My tu też staramy się być krytykami stanowczymi, ale w próbujemy to robić w lepszym stylu.
"Oficjalnie dyktatury, a już zwłaszcza stalinowska, były pruderyjne i zamiatały pod dywan seksualne afery swoich prominentnych towarzyszy. Nieoficjalnie nic oczywiście przeciw nim nie miały, pod warunkiem, że działy się po cichu... Na skutek skrajnej wręcz nieostrożności i nieodpowiedzialności Zawieyskiego, zwłaszcza założony mu podsłuch stał się dla służb bezcennym źródłem najbardziej poufnych wiadomości o jego kręgu – KIK-u, „Znaku”, kardynale Wyszyńskim, środowisku literackim i artystycznym."