Gdybym mogła, dałabym nie 5, a 10 gwiazdek i to z wykrzyknikiem. Wspaniała, napisana pięknym językiem opowieść o romantykach, którzy są pełni humoru, co nie przeszkadza im mieć i przestrzegać zasad. O odkrywaniu nowych horyzontów, o tym co kształtuje człowieka i jak ważna jest kultura, a przede wszystkim – szacunek dla drugiej osoby. A wszystko to wplecione w wydarzenia jakże trudnego historycznie okresu. Książka opisuje, oczyma najpierw młodego, później już bardziej doświadczonego marynarza, mające miejsce pod czujnym dowodzeniem honorowego kapitana Mamerta Stankiewicza morskie przygody. 37 opowiadań zabiera czytelnika na przygody po morzach i oceanach, pozwalając poczuć beztroskę i pełnię przygód marynarskiego życia, nie omijając jednak tematów trudnych, jak różnice w odrodzonej, porozbiorowej Polsce czy pierwsze wydarzenia II wojny światowej – choć przytaczając je autor unika zbędnego patosu. Książka, przedstawiająca liczne szczegóły z życia marynarza, pełna jest wartościowych refleksji które każdy z nas może odnieść do własnego, pewnie bardziej lądowego, życia. OBOWIĄZKOWA lektura dla każdego, kto czuje wieczny wanderlust: można zgubić się pomiędzy falami na morzach i oceanach świata, zatracić w orientalnych krajobrazach i poczuć zew przygody. Dawno nie czytałam czegoś tak niesamowitego.
I am not sure if this book is translated into English. It would probably lose some of its charm anyways. The stories are so comical it makes you laugh out loud. But I still remember warmly how I found out about this book. I was traveling on the train somewhere. As always, I was reading some book-it was OK. Opposite me there was seating a guy and he was also reading. And not just reading: he was trying to cover up his laugh. He was almost choking with it! I knew it had to be something really good! So I leaned over and looked up the title ( at that time I was terribly shy and was afraid to ask what was it). Anyways, once I got home and got to the library I found it. And then I understood why he was laughing so hard :) it is the best marine book I have ever read!
Znaczy Kapitan to wydany po raz pierwszy w 1960 roku debiut książkowy dziś już niestety nieżyjącego już Karola Olgierda Borchardta, pisarza i marynarza, który karierę morską zakończył jako kapitan żeglugi wielkiej, a później wykładowca m.in. w Wyższej Szkole Morskiej w Gdyni. W tym zbiorze 37 opowiadań autor zawarł swe wspomnienia ze służby na przedwojennych polskich żaglowcach szkolnych "Lwów" i "Dar Pomorza" oraz statkach pasażerskich "Polonia" i "Piłsudski". Kluczową postacią wszystkich opowieści jest postać kapitana żeglugi wielkiej Mamerta Stankiewicza, wielkiej i niezwykle charyzmatycznej postaci polskiej historii morskiej, którego przezwisko stało się tytułem książki.
Znaczy Kapitan był postacią absolutnie nieprzeciętną i wspomnienia o nim również się takimi okazały. Zdobyły sobie rangę nie tylko najlepszej prawdopodobnie polskiej książki marynistycznej, ale również zasłużyły na uznanie krytyków i czytelników jako jedna z ważniejszych pozycji w całym dorobku naszej literatury pięknej XX wieku. Od pierwszego wydania minęły już pokolenia, a proza Borchardta nadal pozostaje prawdziwie piękną. Mam nawet wrażenie, iż staje się coraz bardziej urokliwa i magiczna wraz z upływającymi dziesięcioleciami. Jej romantyzm to jednak nie tylko magnetyzm morskich opowieści.
Rozmawiając o tej książce trudno się zdecydować, co w niej najbardziej urzeka, co najbardziej wartościowe, co najważniejsze. Czy niezwykła wręcz skromność autora, który choć sam obdarzony wielkimi przymiotami serca i umysłu, zawsze swe opowiadania koncentruje na osobach i dokonaniach innych, mimo iż i jego życiorys wystarczyłby na nakręcenie niesamowitego filmu? Czy pochwała największych wartości, które są dla mnie istotą prawdziwego patriotyzmu i człowieczeństwa – uczciwości, oddania służbie, zaangażowania w solidną pracę? Czy literackie przymioty jego stylu? A może magia jego narracji sprawiająca, iż wielu wilków morskich wspomina Borchardta jako tego, który ich zaczarował i pchnął do tułaczki po oceanach? Czy może jednak najważniejszy jest wielki ładunek wiedzy o morzu tamtych czasów, o historii polskiej obecności na morzach i niezwykle przekonujący obraz ówczesnych realiów pozwalający wręcz przenieść się na pokład „Lwowa” czy „Daru Pomorza” i przeżywać przygody jego marynarzy i oficerów? Na to pytanie nie potrafię odpowiedzieć.
Warto jednak podkreślić, iż nie jest to książka tylko dla marynistów czy sympatyków tej tematyki. Znaczy Kapitan jest lekturą, którą z pełnym przekonaniem mogę polecić każdemu, a nawet ostatniemu, najbardziej zagorzałemu szczurowi lądowemu. Fascynujące jest choćby to, jak ówcześni Polacy, pochodzący z różnych zaborów i kultur, współdziałali ze sobą i nie wypominali jeden drugiemu słowami pełnymi nienawiści, iż jeden był z Moskwy, a drugi z Niemiec. To piękna karta ukazująca kult solidnej pracy, koleżeństwa i wytrwałości. Niestety, budzą się również i smutne refleksje, a to za sprawą dzisiejszej rzeczywistości. Wtedy, gdy mieliśmy ledwo skrawek wybrzeża, polskie parcie na morze było niezwykle silne, pomimo słabości ekonomicznej kraju dopiero próbującego scalić się w jeden organizm z trzech pozaborowych ochłapów. Po wojnie wydawało się, mimo dominacji ZSRR, iż zdołamy zbudować morską potęgę. Nasza flota handlowa była liczącą się w świecie, a rybacka jedną z największych. Teraz mamy niepodległość, niezależność, a z marzeń o świetności pozostały nędzne resztki floty, być może najgorsze nowe drogi na świecie i korupcja zadziwiającą wszystkich. Na szczęście takie refleksje przychodzą raczej po lekturze. W trakcie autor tak potrafi usidlić umysł czytelnika, iż liczy się tylko to, co się akurat dzieje na kartach książki. A dzieje się dużo i wszystko to okraszone jest szczerym, życzliwym i niepowtarzalnym humorem. Pierwszy raz czytałem tę książkę brzdącem jeszcze będąc. Na morzu na szczęście nie pozostałem na stałe, choć byłem już w sprawy morskie niezwykle zaangażowany, ale na pewno jeszcze do książek Borchardta, w tym do Znaczy Kapitana, powrócę, gdy tylko znajdę chwilę prawdziwie wolną, by całkowicie się tej lekturze oddać i w pełni jej posmakować, mam nadzieję wiele razy. Gorąco polecam i nadmienię tylko, iż warto szukać egzemplarzy opatrzonych oryginalnymi fotografiami (nie wiem, czy znajdują się one we wszystkich wydaniach). Te stare zdjęcia też mają swój urok i magnetyzm
recenzja pierwotnie opublikowana na blogu klub-aa.blogspot.com dokąd zapraszam na wymianę wrażeń z lektury i nie tylko
Odpłynąłem. Znaczy…, wspaniała książka, a właściwe zbiór 37 morskich opowieści napisanych ze swadą, humorem i… honorem. Nie tylko dla morskich romantyków, donkiszotów i korsarzy. Postać Mamerta Stankiewicza niebywale zajmująca, barwna i ciekawa. „Znaczy Kapitan” to autorytet nie tylko dla władców mórz ale i dla wszystkich szczurów lądowych. Książka napisana porzĄdnie.
Bardzo się cieszę, że ta książka nie wchodzi w skład kanonu lektur (a mogłaby). Dzięki temu mogłem ją odkryć w odpowiednim miejscu i czasie.
Zaczynając czytać "Znaczy Kapitana", myślałem "o, ale fajna fikcja o życiu pełnym marzeń i postaci o przejaskrawionych cechach". Później zorientowałem się, że przynajmniej część bohaterów jest historyczna. Koniec końców okazało się, że to jest PAMIĘTNIK. To, że te wydarzenia miały miejsce w rzeczywistości, jest po prostu zadziwiające. Niektórzy ludzie naprawdę mają niesamowite życie (anegdotycznie zauważam, że najwięcej niesamowitych życiorysów, o których mi wiadomo, należało do ludzi urodzonych pod koniec dziewiętnastego wieku :)) ).
Jestem oszołomiony tym, jakie emocje wzbudził we mnie ten zbiór opowiadań. Była ich cała gama - od śmiechu, przez nostalgię i rozmarzenie, aż po głęboki smutek. Rzadko się zdarza, że książka wywołuje we mnie płacz - tej się to udało bez problemu, a nawet nie wygląda na to, że się jakoś specjalnie starała.
Postać Mamerta Stankiewicza nie występuje nawet we wszystkich rozdziałach (a jeśli już występuje, to jej obecność zawiera się zazwyczaj w jednym akapicie), ale jednak jako czytelnik miałem wrażenie, że sama jego idea i duch są odczuwalne na każdej stronie. Pod koniec lektury ten bohater był mi tak bliski, jakbym sam pływał pod jego dowództwem przez kilkanaście lat. Nie wiem, jak autorowi udało się tego dokonać. Apropos, Karol Olgierd Borchardt był również wybitnym kapitanem i człowiekiem (a przynajmniej to o nim wyczytałem). Nic więc dziwnego, że ta książka, przez większość czasu opisująca prozę życia na statku, wręcz kipi wybitnością, romantyzmem i rycerskością.
Inną podobnie głęboko wbudowaną w ten pamiętnik ideą jest patriotyzm. Został on zawarty w bardzo subtelny i zaraźliwy sposób. W pełni wypływa na powierzchnię (pun intended) w nieoczekiwanych momentach, często w postaci cytatów z Mickiewicza... Jest to typowy patriotyzm z czasów międzywojnia - pełny nie tylko radości z odzyskania niepodległości czy chęci zaprezentowania się w godny sposób na platformie międzynarodowej i zyskania szacunku dla kraju poprzez indywidualne działania, ale także pokory, skromności oraz szacunku i empatii w stosunku do innych nacji. To jest właśnie ta "rycerskość", która bardzo silnie do mnie trafia - nie byłem w stanie nie podzielać uczuć i motywacji bohaterów. Dlatego też poczułem, że napisanie tej recenzji po polsku to dobry pomysł.
No i nie zapominajmy, że jest to książka w dużej mierze wesoła i podnosząca na duchu. Wiele sytuacji, które opisuje, jest zawyczajnie komicznych i optymistycznie nastawiających do życia. To właśnie ta mieszanka - tematów poważnych i błahych, stylu zarazem podniosłego i nieformalnego, faktów tak kuriozalnych, że mogłyby być fikcją - sprawia, że mój odbiór tych opowiadań był tak intensywny (chociaż nie ukrywam, że momentami (szczególnie na początku) się nudziłem, i mogę sobie wyobrazić, że dla kogoś cała ta pozycja będzie raczej nieinteresująca).
Znaczy, świetna książka.
P.S.: właśnie zdałem sobie sprawę że rozpoczynanie zdania od "znaczy" jest trochę odpowiednikiem współczesnego "w sensie", tudzież często używanego "I mean" (kiedy się z kimś nie zgadzasz, ale powiedzenie "I disagree" jest zbyt agresywne).
Jest to chyba jak na razie zarówno najlepsza, jak i najbardziej zaskakująca pozycja wśród przeczytanych przeze mnie książek w 2024 roku.
Nie mam absolutnie nic wspólnego z marynarstwem, żeglarstwem, morzem. Moje przecięcie z tym światem polegało jedynie na obserwowaniu białych żagli będąc na mazurach. Książkę dostałem w prezencie i miałem co do niej lekkie rezerwy. Ostatecznie, jak to często w życiu bywa, okazało się, że moja pierwsza ocena była błędna.
"Znaczy kapitan" jest książką magiczną. Kropka. Magię tę jestem w stanie wydzielić do trzech oddzielnych składowych: 1. Klimat świata marynarskiego. Opisane przez Karola Olgierda Borchardta życie jest nieustającym pasmem szalonych doświadczeń. Z jednej strony ma ono w sobie nutę trudnego do zdefiniowania romantyzmu, łobuzerstwa i groteski. Myślę, że można to porównać do różnego rodzaju dłuższych wyjazdów ze znajomymi. Zazwyczaj po jakimś czasie tworzy się specyficzny "mikroklimat". Wszyscy zaczynają mieć podobne i bardzo kontekstowe poczucie humoru. Zwyczajny świat istnieje przez jakiś czas jakby delikatnie obok. Tak właśnie odebrałem całe morskie doświadczenie autora - niekończący się "wyjazd" i przygodę. No i przy okazji, niektóre z tych "przygód" są naprawdę komiczne. Szczerze nie pamiętam kiedy ostatnio śmiałem się tyle razy podczas lektury! 2. Czasoprzestrzeń i kontekst historyczny. Dwudziestolecie międzywojenne i polska żegluga. Nie jest to wątek główny, ale jego siła jest duża mimo wszystko. Świadomość trudności i niekiedy beznadziejności jaką napotykali ludzie tworzący "polskie morze" jest przytłaczająca. Całą ideę torpedowały różnorakie problemy. Można zacząć od najbardziej trywialnych jak bariery językowe (język polski nie był wcale aż tak powszechny) do takich jak problemy pieniężne, brak sprzętu czy kwestie psychologiczne (Polska państwem morskim?!). 3. Kapitan Mamert Stankiewicz i proces budowania z nim relacji przez autora. Ta część magii jest zdecydowanie najbardziej intymna i prywatna. Typowa relacja "szef-podwładny" przerodziła się ostatecznie w coś co chyba zdefiniowało życie autora. Bardzo fajne jest jak Borchardt umiejętnie żongluje formą opowieści. Większość historii związanych z kapitanem ma raczej barwę komediową. Jego unikalne "znaczy" i charakterystyczny sposób bycia dostarczają mnóstwo okazji do żartów. Mimo wszystko, to co się naprawdę odbiera z tych opowiadań, to OGROMNY szacunek autora do kapitana. Jest on tak duży, że wystarcza dosłownie kilka momentów, aby dało się to odczuć.
🍓 Clean story, no romance 💬 Mild language, I can't remember any cursing in the original, I don't know about the English translation ❗Death, grief, injuries, bull fights, dealing with storms on open seas, war . My thoughts: THIS BOOK IS AWESOME, I LOVE IT SO MUUUUCH!!! 🥳😍🤩😍🥳🤩🥳😍🤩While I'm not the biggest fan of non-fiction and I rarely read it, this book is probably one of my favourites! Across all genres! 😍 It's everything I love most in stories - it's hilarious, it's wholesome, it's touching, it's heartbreaking... ❤️🩹And has the absolute BEST characters that are even better, because they were all real! 🤩 I absolutely loved the Captain and his relationship with his crew, he truly is a model of an honorable man 🫡Karol, who is the author, the narrator and one of the main characters of this story, has such a brilliant sense of humor you'll be dying from laughter multiple times throughout this book 🤣 We could seriously use more characters like them in today's world, both in fiction and non-fiction. They were true gentlemen 🙌 I listened to this book as an audiobook (the original is free on YouTube) and I swear, it's one of the best narrated audiobooks I have ever listened to in my life 😍 Even though the narrator sometimes didn't know how to properly pronunce English words 🤭 But his Russian accent was just perfect and soooo funny! I really wish the English translation is just as good as the original, 'cause if not, you'd be missing the Eighth Wonder of the World 😆 All I know is that it was the author's daughter who translated this book from Polish, so I hope she did well! 🤩 . I hope you're having a great weekend! ❤️
Takiej książki już dawno nie czytałem.... opowieść o Polsce okresu międzywojennego, marynarzach, wartościach, romantyzmie.... wielkich polakach praktykujących żeglarstwo. Wiele humoru i ciekawych opowiadań, ale również i wielka refleksja. Książka grająca na uczuciach patriotycznych, opowiadająca o walce "donkiszotów".
przecudowna pozycja!! polecam każdemu - żeglarzom i nie żeglarzom, młodym i starym. ja czytałam fragmenty z dziadkami i raz się śmialiśmy a raz płakaliśmy. najlepsza marynistyczna książka jaka ujrzała światło dzienne
Znaczy zostawiłam w tej książce serce, znaczy tak czuję. Śmiech i łzy. W dużej mierze śmiech ale na końcu łzy. Świat bez wojny, czy to musi być ułuda? Znaczy Kapitan na zawsze w ❤️.
Most known Polish maritime (non-fiction) book. Fascinating tale of creation of a new navy and maritime culture from scratch - in a country not recognised (and not recognising itself) as maritime one.
Short stories encompassing the period between rebirth of the Polish Republic in 1918 and the begining of World War 2.
The creation of a Maritime Academy. Cruises on the trainining sail ships Lwów and Dar Pomorza. The first Polish merchant shipping. All connected by the figure of Mamert Stankiewicz. as told by one of his students and subordinates -K.O. Borchardt.
Znaczy książka jest świetna. Piękna, szalona, w pewien sposób romantyczna. Ostatnie 2-3 opowiadania nadają dużo głębi wesołemu, przygodnemu ogółowi. Znaczy piękna historia wielkiego człowieka.
REREAD: Jak ja kocham tę książkę! Jest cudowna! Absolutnie nic ani nikt nigdy nie odbierze mi tej dziecinnej miłości, którą ją darzę - za żadne skarby na to nie pozwolę.
Czytana z wypiekami prawie trzydzieści lat temu, nic a nic się nie zestarzała. To wciąż jedna z najpiękniejszych i najbarwniejszych opowieści o morskiej przygodzie i pogoni za chłopięcymi marzeniami, a jednocześnie świadectwo klasy i kindersztuby ludzi morza okresu międzywojnia. Szczerze polecam.