Na brzegu Warty wędkarze znajdują zwłoki kobiety bez głowy. Dla Milicji Obywatelskiej to poważny problem, zwłaszcza, gdy odnaleziona później głowa okazuje się nie pasować do ciała. Na mieszkańców miasta pada strach. Czyżby w spokojnym społeczeństwie równości pojawił się seryjny morderca?
Zespół śledczych z Komendy Wojewódzkiej MO pod kierunkiem kapitana Marcinkowskiego ma ręce pełne roboty. Milicjanci dochodzą do wniosku, że inspiracją dla okrutnej zbrodni mogły być brutalne horrory sprowadzane ze zgniłych krajów kapitalistycznych. Inwigilacja środowiska wielbicieli filmów na kasetach video nie będzie łatwa, a władze oczekują szybkich rezultatów.
Czy elita poznańskiej Milicji Obywatelskiej ujmie brutalnego mordercę, zanim polecą kolejne głowy?
Sprawnie napisany kryminał, przenoszący czytelnika w czasie do 1985 roku, schyłkowego PRL. Zaczyna się efektownie, od bezgłowego trupa dziewczyny znalezionego przez wędkarzy w Warcie. Intryga kryminalna poprowadzona jest sprawnie i zostaje dobrze rozwiązana. Ale dla mnie zaletą tej książki było przeniesienie w przeszłość i do Poznania, którego nie znam. Bardzo mi się to podobało, bo w 1985 roku zdawałam maturę i doskonale tamte czasy i realia pamiętam. Do tego absurdy PRLu oraz działania milicji w owym czasie. Plus elementy poznańskiej gwary. Fajna książka do relaksu. Na pewno sięgnę po kolejne z serii, bo paru milicjantów dość polubiłam.
Poznań w tle mógłby urzekać - niestety, niektóre zdania opisujące miasto są wtrącane na siłę, sprawiając że cała powieść nabiera sztucznego wyrazu. Sama fabuła dosyć licha, rozwiązanie wyciągnięte na sam koniec z kapelusza. Daję 1/5 za całokształt, a bonus [mimo lekkiej przesady w opisach] za Rataje, Wartę i komendę na Chłapowskiego.
ogólnie za opowieść, wartkość akcji i budowanie historii daję mocne 3. dodatkowa gwiazdka jest za moje miasto Poznań (i okolice), PRL, gwarę i postacie, które dają się lubić :)
Książka nowego, nie czytanego dotąd autora, to zawsze spore ryzyko, dla możliwości odkrycia takich powieści jak Upiory spacerują nad Wartą zdecydowanie warto jednak je podjąć. Ryszard Ćwirlej dokonał rzeczy teoretycznie niemożliwej, znalazł bowiem niszę w nasyconym do granic możliwości polskim rynku literatury kryminalnej przywracając do łask powieść milicyjną, tyle że w zupełnie nowej, dalekiej od estetyki socrealizmu, konwencji.
Dla mnie dość nietypowy - bo nie trafiłam dotąd na kryminał tak mocno osadzony w realiach konkretnych lat i konkretnego miejsca - tu gdzie troszkę traci się na akcji, zyskuje na opisach autentycznych miejsc i klimatu tamtych lat. Niezłe.
"Upiory spacerują nad Wartą" to rewelacyjna powieść. Obrazowa, z ciekawie nakreślonymi postaciami, wartką akcją, która bardzo przykuwa uwagę i niezwykle ciętym językiem. Wydaje mi się, że osadzenie akcji książki w czasach PRL-u było strzałem w dziesiątkę, bo na dobrą sprawę pierwszy tom cyklu "Milicjanci z Poznania" można przeczytać tylko dla samych wspomnień o absurdalnym „socjalizmie z ludzką twarzą”. Innym dużym plusem historii jest użycie przez autora wielkopolskiej gwary, która nie tylko urozmaica lekturę, ale i dodaje jej specyficznego „smaczku”. Osoby, które nie miały wcześniej styczności z gwarą poznaniaków, mogą z początku problemy sprawiać wyrazy jak „szkieł”, „pener” czy „wiara”, ale przyswojenie tych terminów przychodzi bardzo łatwo.
Lubię klimat który autor tworzy, mam wrażenie, że dobrze oddaje opisywane czasy. Aż momentami zapominałam, że nie jestem w Poznaniu za czasów gdy moi rodzice byli młodzi. Miejscami można tę historię podciągnąć pod komedię kryminalną i na pewno wielu czytelnikom ten humor nie przypadnie do gustu, ja się jednak świetnie bawiłam.