Dodatkowa gwiazdka zdecydowanie za powrót do tej sprawy która, chociaż zdarzyła się tak dawno temu, wciąż jeszcze fascynuje i może budzić i dziś żywe dyskusje. Oraz oczywiście za sam fakt, że w Polsce powstają nowe książki z gatunku „true crime” - bardzo chciałabym żeby bardziej się u nas rozwinął. Materiału przecież nie brakuje, o czym świadczą choćby rozdziały „Wampira” poświęcone innym mordercom z tamtego okresu (Frankenstein, Władca Much). Swoją drogą rozdziały te wzbudziły u mnie pewien niedosyt, rozumiem że miały chyba pokazać szersze tło sprawy Wampira i stanowić pewnego rodzaju porównanie, ale mam wrażenie, że każda z tych historii jest tematem na osobną książkę… Miejmy nadzieję, że powstaną!
Wracając do książki Semczuka, jestem pod wrażeniem jego rzetelności i wykonanej ogromnej pracy dziennikarskiej, podobały mi się próby dotarcia do ostatnich żyjących świadków a także cytowanie dokumentów, częste ale na tyle żeby znudzić (są tak dobrze dobrane, że nawet „Aneks” czytałam z zapartym tchem) .
Pod względem literackim książka napisana jest może trochę bez polotu, miejscami lekko chaotycznie, ale aż tak mi to nie przeszkadzało – na pewno jasne przedstawienie tak skomplikowanej historii nie było łatwe. Trochę brakuje mi wyraźnego głównego bohatera, może mógł był nim zostać jeden z „niewierzących” policjantów? Niestety, wszyscy jakoś zlali mi się w jedno, dużo większe wrażenie robią osobowości tych „złych” (prokuratorzy itd.)
Szkoda też że trochę słabo odtworzony został klimat tamtych dni, miałam nadzieję bardziej się wczuć. Mamy np. informację o tym, że ludzie się bali, ale jako dowód jest tylko kilka cytatów z listów, trochę za mało, żeby zrozumieć psychozę i panikę tamtych dni. Może pomogłoby trochę więcej rozmów ze zwykłymi obywatelami pamiętającymi tamte czasy.
Największy według mnie minus to to, że niewiele wiadomo o ofiarach, mało jakby się w całej tej historii liczą i w żadnym wypadku nie stają się postaciami z krwi i kości, są raczej tylko listą imion i nazwisk.
Pomimo ogólnej rzetelności autora, trafiają się też i błędy - np. na s. 214 jest mowa o końcu procesu w 1976 roku, podczas gdy kilka stron dalej ewidentnie wychodzi że był rok 1975 – ale to już chyba raczej wina wydawcy.
Własna teoria autora (której nie zdradzę) jest bardzo ciekawa, ale niestety zostaje przedstawiona dopiero na końcu, cieszyłabym się gdyby zajmowała większą część książki i została szerzej omówiona. Zdziwiło mnie, że tak mało miejsca poświęcił „samobójcy z Sosnowca” - bez względu na wiarę lub jej brak w jego winę, był to chyba jednak ciekawy trop którym warto by było podążyć nieco dalej.
Podsumowując te wszystkie drobne zarzuty dochodzę do wniosku, że książka podobałaby mi się bardziej gdyby miała jeszcze za 200 stron więcej… Co chyba jasno pokazuje jak bardzo mnie wciągnęła. Polecam gorąco wszystkim fanom reportaży kryminalnych!