Lena mieszka w odziedziczonym po przodkach dworku na Podlasiu. Rytm jej życiu nadaje tykanie starych zegarków, pamiątek po dziadku zegarmistrzu. Spokojne życie niespodziewanie nabiera barw, gdy odkrywa pewne znalezisko – nadpalony dziennik z 1884 roku.
Notatki są bardzo zniszczone, ale udaje się odczytać nazwisko – Emilie de Fleury. Czy to ona jest autorką dziennika? Co łączy rodzinę Leny z właścicielką butiku na południu Francji?
W poszukiwaniu odpowiedzi Lena i jej córka udadzą się w podróż do słonecznej Prowansji. Nie wiedzą jednak, że komuś bardzo zależy na tym, by rodzinne sekrety nigdy nie ujrzały światła dziennego. Grozi im prawdziwe niebezpieczeństwo…
Podobała mi się ta historia i jestem zainteresowana kontynuowaniem serii. Największą wadą było dla mnie to, że nie polubiłam się z główną bohaterką. Niektóre jej zachowania mnie irytowały.
Książka daje trochę do myślenia. Bardzo często ludzie skupiają się na swoich przodkach. Kim byli, co robili i osiągnęli. Często próbujemy podbijać poczucie własnej wartości tym, co osiągnęli nasi przodkowie. Nie twierdzę, że powinno się zapominać o przodkach, ale często za bardzo się na nich skupiamy. Ich już nie ma i nigdy nie wrócą. Czy nie lepiej zamiast skupiać się tyle na próbach zadowolenia przodków, skupić się na próbie zadowolenia naszych potomków? Stworzenia dla nich lepszego świata!
Autorkę poznałam dzięki serii „Siostry jutrzenki” za którą pójdę w siną dal i którą polecam każdemu kto szuka czegoś ludowego, słowiańskiego takiego prawdziwego. Dziś przyjrzyjmy się książce, którą przerobiłam dwa rady i ciągle mi mało. Musicie wiedzieć, że to 1 tom cyklu/serii o tym samym tytule „Sekret zegarmistrza”. Od dziecka jednym z marzeń jakie wtedy miałam to odkryć skarb, coś co mogłoby mi pozwolić cofnąć się w czasie albo coś co mówiłoby mi, że mam magiczną bądź odważną rodzinę. Pisze o tym, bo nasza bohaterka, czyli Lena mieszkając w rodzinnym dworku odziedziczonym po przodkach z czasem odrywa tajemnice rodzinne które sporo namieszają. Sami przyznajcie, że taka perspektywa aż kusi, żeby wziąć tę książkę i przeczytać. Jesteśmy społeczeństwem, które nie znając podstaw danej sprawy osądza zbyt pochopnie czyjeś postępowanie bądź myślenie, wygląd zewnętrzny itd. Jak uważacie czy grzebanie w przeszłości jest dobrym pomysłem? Jeżeli pewnego dnia np. podczas remontu odkrywasz stary dziennik rodzinny z którego dowiadujesz się ciekawych, ale mocno kontrowersyjnych spraw co zrobisz? Upublicznisz te sprawy czy pozwolisz, żeby przeszłość została zamknięta w tym dzienniku i nie ujrzała światła dziennego? Ja przyznam się, że sama nie wiem co bym zrobiła. Pewnie podzieliłabym się z rodziną tym co odkryłam i wspólnie podjęli decyzje. Nasi bohaterowie będą mieli ręce pełne roboty, ale i sytuacji, które mogą sprawić, że ktoś będzie o włos od stracenia życia więc akcja nie z tej ziemi. Momentami śmiesznie, momentami poważnie, ale wszystko z przymrużeniem oka. Za swój egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Filia i już czekam na t2.