Czy “Odyseję” można napisać na nowo jako opowieść kryminalną? Kim byłby wówczas współczesny Odys? Jak zmierzyć się z klasyką literatury i przenieść ją w świat XXI wieku?
Na te pytania odpowiada w swojej powieści Andrzej Katzenmark, z finezją i erudycją trawestując mitologiczne losy Odyseusza. Główny bohater, Samuel Bursztyn, rozpoczyna swoją odyseję, starając się rozwikłać zagadkową śmierć przyjaciela. Jeszcze nie wie, że będzie mu pisane zejść do Hadesu czy zmierzyć się ze Skyllą i Harybdą. Nie wie również, że gdzieś w oddali czeka na niego Penelopa.
Książka Andrzeja Katzenmarka pełna jest literackich gier i aluzji. Zachwyca niebywałą lekkością i precyzją języka, a także wartką narracją, w której nie brak wysmakowanego humoru, kryminalnego dreszczyku i miłosnych uniesień.
Natknęłam się na tę książkę przypadkiem w jednej z mniej popularnych księgarni. Zaintrygował mnie tytuł oraz pierwsze kilka stron, które udało mi się przeczytać jeszcze w sklepie, ponieważ książka została napisana w nieoczywistym stylu, to znaczy jako "strumień świadomości, w którym jedna myśl zastępuje drugą". Niestety, mimo dobrych chęci i zainteresowania, nie mogę ocenić jej wyżej.
Główny bohater, Samuel Bursztyn uczy łaciny w szkole średniej, lecz jego przyszłość stała pod znakiem zapytania, ponieważ znajduje się na liście osób najbardziej narażonych na zwolnienie. Jest wykształcony i już na pierwszych stronach można zaobserwować, że posiada dużą wiedzę z zakresu historii, literatury oraz łaciny. Niemniej jednak, nie potrafi uwolnić się od gonitwy myśli, które mają sens, ale tylko w jego głowie.
Poznajemy historię z jego perspektywy, a przede wszystkim zapoznajemy się z jego myślami i tym, w jaki sposób postrzega rzeczywistość. Samuel obserwuje ją, komentuje i na swój własny sposób, wykorzystując różne aluzje i skojarzenia, układa ją w swoim umyśle, a następnie przekłada ten obraz w litery, które spisuje dla nas na papierze. Robi to niemal automatycznie, ale z humorem, zachowując w tym wszystkim spójną całość.
Odnosimy również wrażenie, jakby Samuel na moment wznosił się ponad rzeczywistość i wędrował na lini jej horyzontu, by potem powrócić, nie mogąc sobie przypomnieć powodu swoich odchyleń i rozważań. Nawet sam przyznał się do wędrówek poza rzeczywistość: „Zaiste byłem daleko, ale wracam. Już jestem. Tak ze mną będzie zawsze: odpływam w krainę literackiej rozmowy ze sobą; nawet siebie widzę wyrazami.”
Główny bohater doskonale zdaje sobie sprawę ze swoich zamyśleń, nie wstydzi się ich, wręcz przeciwnie, czuje się dumny, że potrafi budować tak złożone konstrukcje zdaniowe, wierząc iż zawdzięcza to swojemu intelektualizmowi. Widać, że jego umysł jest niesamowicie rozwinięty, niemalże napakowany wyobraźnią. Czasami mam nawet wrażenie, że sam nie wie, o czym dokładnie myśli, ani skąd pochodzą jego myśli lub jaki mają cel. Jednakże odzwierciedlało to rzeczywistość, ponieważ sami często mamy różne myśli, których źródła nie potrafimy zdefiniować. Myśli, które nieproszone pojawiają się w naszej głowie, a my po prostu dajemy im żyć. Czytanie tej książki było trochę jak wejście do głowy Samuela i obserwowanie wydarzeń z perspektywy jego myśli i uczuć.
Samuel, oprócz tego, że walczy ze swoimi bujnymi myślami, wścibską sąsiadką oraz zbyt bliską miłością do trunków, zostaje wplątany w sprawę nagłej i podejrzanej śmierci przyjaciela z dawnych lat. Podejrzewa, że sprawa jest bardzo poważna, gdyż zaczynają dziać się różne, na pozór przypadkowe zdarzenia: ktoś włamuje się do jego domu, policja zaczyna go obserwować, stając na czatach u progu jego drzwi, oczy wścibskiej sąsiadki nieustannie wodzą za nim zza siatki ogrodzenia, tylko czekając na jego potknięcie. Dodatkowo zostaje nakłoniony do wyjazdu do Oslo, gdzie jest nieustannie śledzony, a nieszczęsny wypadek podczas jego pobytu tylko utwierdza go w przekonaniu, że ogrywał w tym wszystkim ważną rolę.
Cała sprawa obraca się wokół pułku, w którym ów przyjaciel Samuela działał, bowiem okazuje się, że prócz pijackich spotkań kręcił się tam również podejrzany, wręcz nielegalny biznes. Samuel, uzbrojony w bogaty zasób słownictwa oraz niezrozumiałe dla nikogo innego myśli, z kartką w kieszeni, poszukiwaną przez wszystkich, w tym komendanta policji i kapitana pułku, a także z Anną u boku, dawną miłością na nowo odnalezioną, próbuje poznać prawdę oraz dowieźć sprawiedliwości śmierci swojego przyjaciela.
Plan wydaje się nieskomplikowany, jednakże Samuel nie wie, na czym mu najbardziej zależy, toteż szukając każdej możliwej okazji do wypicia chociażby jednego kieliszka becherovki, a właściwie dwóch, „bo liczba dwa otwiera świat”, odbywa tułaczkę niczym Odyseusz, po nieznanych dla niego wodach, przybijając do różnych wysp, na których musi zmierzyć się z trudnościami w różnych postaciach. Dobrze, że ma przy sobie Annę, która stara się go trzymać bliżej ziemi, aby nie odlatywał za bardzo poza rzeczywistość. Pytanie zaś wisiało w powietrzu, czy aby na pewno Anna stała po tej samej stronie.
Mimo wszystko, uważam, że książka nie ma jako takiej fascynującej i rozbudowanej fabuły, niezależnie od tego, jaki wydaję się jej krótki opis, który przedstawiłam powyżej. W pewnym momencie można zauważyć, że wyobraźnia zaczyna wyprzedzać rzeczywistość, w której porusza się główny bohater. Niektóre sytuacje stają się wyolbrzymione, jakbyśmy obserwowali równolegle wydarzenia, które tak naprawdę rozgrywały się wyłącznie w głowie Samuela. To zaczynało być dezorientujące, ponieważ czasami nie można było jednoznacznie stwierdzić, czy dana sytuacja miała miejsce naprawdę, czy była jedynie projekcją jego umysłu. Ponadto cały wątek kryminalnej zagadki stanowił właściwie tylko tło do bujania w obłokach bohatera, którego rola sprowadzała się głównie do bycia świadkiem wydarzeń. Próbował dojść do prawdy i dowieść sprawiedliwości, ale częściej o tym myślał, niżeli rzeczywiście podejmował konkretne kroki w tym kierunku.
Nie do końca rozumiem cel tej książki. Jeżeli miała to być historia tułaczki bohatera na wzór powieści o Odyseuszu, to poniekąd jestem w stanie się z tym zgodzić. Jednakże tutaj fabuła nie gra pierwszych skrzypiec. Odbieram tę książkę bardziej jako pole do popisu autora, który, tworząc postać Samuela, wplątuje w niego swoją szeroką wiedzę z różnych dziedzin, w tym historii, łaciny, mitologii czy literatury, oraz kreuje w nim postać osoby inteligentnej i twórczej, którą sam w pewnym sensie reprezentuje. Moim zdaniem książka została napisała w interesujący sposób i przyjemnie się ją czytało, a do tego nie brakowało humoru oraz polskiego ducha w świecie przedstawionym. Jednakże, brnąc coraz dalej w losy bohatera, coraz mniej podobał mi się ich cały przebieg.