Ciepła, pozbawiona fałszu i tanich wzruszeń opowieść o relacjach rodzinnych. Trochę smutna, trochę zabawna; prawdziwa jak życie.
Moim marzeniem jest takie skonstruowanie historii, żeby odbiorca na zmianę śmiał się i płakał, ale żeby odłożył książkę lub wyszedł z kina zbudowany, a nie podłamany.
Kinga Dębska, autorka i reżyserka
Marta odniosła sukces w życiu, jest znaną aktorką, gwiazdą popularnych seriali. Pomimo sławy i pieniędzy, wciąż nie może ułożyć sobie życia. Samotnie wychowała dorosłą już córkę. W przeciwieństwie do swojej silnej i dominującej starszej siostry, Kasia jest wrażliwa i ma skłonność do egzaltacji. Pracuje jako nauczycielka, jej małżeństwo jest dalekie od ideału. Mąż Kasi to życiowy nieudacznik, który bezskutecznie poszukuje pracy. Siostry nie przepadają za sobą, ale nagła choroba matki zmusza je do wspólnego działania. Muszą zaopiekować się ukochanym, ale despotycznym ojcem. Marta i Kasia stopniowo zbliżają się do siebie i odzyskują utracony kontakt, co wywołuje szereg tragikomicznych sytuacji.
Ja się wzruszę? Oczywiście, że się nie wzruszę. Nie dopuszczam zazwyczaj możliwości popłakiwania na obyczajówkach, a jednak podczas tej lektury zaskoczyłam samą siebie kłębiącymi się emocjami i wspomnieniem chwil trudnych, mniej lub bardziej, z którymi w końcu musiałam się zmierzyć, przetrawić, uporządkować. A wszystko to dlatego, że książki Kingi Dębskiej mają w sobie tę szczerość i ten pierwiastek ludzki, których tak często brakuje w podkoloryzowanych, nazbyt tęczowych powieściach obyczajowych, czerpiących często więcej z okładek magazynów niż z życia. Jest tu przewrotny humor na przekór czającej się śmierci. Są bohaterowie, którzy nie boją się przeklinać, pić, palić, wrzeszczeć na siebie i wyzywać się od najgorszych. Są tu wreszcie polskie realia, które wielu czytelników rozpozna z własnych doświadczeń: korki podwarszawskie, szpitalne dni i noce, które odbiegają znacząco od tych z amerykańskich filmów. Jest tu polska rzeczywistość czasów komuny, którą wspomina się paradoksalnie z nostalgią, chociaż na to nie zasłużyła. „Moje córki krowy” i „Porozmawiaj ze mną” to dwie różne opowieści, podobne jednak do siebie duchem i przesłaniem. I nie ma co obiecywać sobie, że nie damy się ponieść emocjom – ja się im poddałam i nie żałuję.
Dotyka ciężkich tematów, ale jednocześnie jest lekka i zabawna. Rozdziały poprowadzone z dwóch różnych perspektyw- dwóch sióstr. I pomimo ciekawego zamysłu, efekt końcowy nieco gorszy. Zachowania, myśli oraz przeżywane emocje bohaterek są przewidywalne, przez co opowieść staje się mało wciągająca.
Sama nie wiem co o niej sądzę. Z jednej strony humor w niej zawarty w ogóle do mnie trafiał, była wulgarna i czułam niesmak ją czytając, a z drugiej dotknęła mnie tak bardzo, że kompletnie się tego nie spodziewałam. Relacja między siostrami, która była bardzo wręcz niepokojąca, jednocześnie bardzo prawdziwa i taka realna, do tego choroba rodziców, śmierć i próba poradzenia sobie w nowej rzeczywistości, która paradoksalnie po tym co przeszły już bohaterki, okazała się niezwykle trudna i momentami jeszcze cięższa niż dotychczas- to wszystko połączone w całość i okraszone dziwnym, ale pasującym do tego humorem- no zdecydowanie to moje zaskoczenie. Czy polecam? Nie wiem- ale jak trafi w Wasze ręce jakimś przypadkiem, to przeczytajcie.
Nigdy nie czytałam tak fatalnej książki…. Jak z tego mogli zrobić film nawet…? Nie chodzi mi o to, że raziło mnie pokazanie patologii alkoholowej, przemocy psychicznej, ekonomicznej ale to co było dla mnie nie do przełknięcia to styl, bohaterowie, SŁOWNICTWO! Czytałam to zażenowana. Można spytać, czemu nie odłożyłam książki? Otóż podróżuje po Azji i nie miałam nic innego pod ręką przez parę dni. Sama historia jest dobra, ale to jak się rozwija, te dialogi… To jak pokazana jest służba zdrowia, te wszystkie pielęgniarki co to niby nie mogły oczu odwróci od “gwiazdy”. Taaaaak, tak no już na pewno! Nie ma tu nic normalnego, w każdym wątku musi być jakiś dramat. Nie polecam, szkoda czasu.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Mimo że dotyka trudnych tematów, pisana jest w lekki i czasem humorystyczny sposób. Momentami bardzo wzruszająca. Bardzo fajna obyczajówka, polecam do czytania w wolnej chwili (tak samo jak film ;))
Prosty język, szczere emocje i bolesna historia, która równie dobrze mogłaby się zdarzyć (albo i zdarzyła się) w życiu niejednego z nas. Krótko mówiąc: kawał dobrej literatury. Na co, wstyd przyznać, kompletnie się nie nastawiałam.
Autorka nie udziwnia. Nie sili się na górnolotny język. Nie koloryzuje tego, co nie ma szans być tęczowe.
"Moje córki krowy" to powieść dołująca. Nie zmienia tego nawet słodko-gorzka końcówka. Tragedia życiowa zawsze będzie tragedią. Gdy zaś tragedie zaczynają się kumulować, człowiek nie ma szans wyjść z takiego gąszczu ciosów bez szwanku.
Książkę docenią głównie ci odbiorcy, którzy doświadczyli podobnych scen we własnym życiu. Ogromną sztuką jest... utrzymać równowagę psychiczną? Nie, ogromną sztuką jest w ogóle funkcjonować, kiedy życie bije człowieka z każdej strony. Gdy każda noc to udręka, bo ma się świadomość, że kolejny dzień nie tylko nie przyniesie poprawy, ale może odebrać nam kogoś bliskiego na zawsze. Jedyne, co w takiej sytuacji może zrobić rodzina, to... po prostu się zjednoczyć. Trwać w tym nieszczęściu razem. Współdzielić swój ból. Odpuścić stare zatargi i nadać tym samym sens ostatniemu pożegnaniu. Nawet, jeśli zjednoczenie to miałoby trwać tylko moment.
Bardzo dobra ksiązka o życiu. Bez wymądrzania się i snucia morałów. Poznajemy rodzinę, w której pojawia się choroba. Tak znienacka- zupełnie tak, jak to w życiu bywa. Tu chorują rodzice, a dwie siostry po czterdziestce są narratorkami. Refleksja nad własnym życiem z punktu widzenia sióstr, które przypominają przeciwległe bieguny. Piękna i mądra książka.
Ważne ciężkie tematy przedstawione w lekki sposób, bez sentymentalizmu. Ciężka prawda o dynamice rodzinnej, odchodzeniu rodziców. Bez znieczulenia, ale z ironia. Czytając śmiałam się i płakałam. Warto.
Słodko-gorzka opowieść o prozie życia. Siostrzane relacje, zmagania z chorobą rodziców, samotność - to wszystko można znaleźć w tej książce. Zmusza ona czytelnika do refleksji, że warto cieszyć się chwilą.
Nie spodziewałam się, że będę się śmiać czytając tą książkę. Pomimo, iż autorki opisują chorobę dwojga rodziców, książka jest bardzo zabawna i pozostaje w pamięci.
KINGA DĘBSKA – przede wszystkim reżyserka (Hel, Moje córki krowy, Plan B) ale jak się okazuje również po trosze pisarka. Jak sama twierdzi, film czy też książka nie jest autobiografią, jednak nie da się ukryć, że są one oparte na doświadczeniach z jej życia. Zainteresowanych kulisami powstania obu odsyłam do wywiadu udzielonego dla Wysokich Obcasów – Co mi dała śmierć rodziców? Odzyskałam siostrę.
Główna bohaterka, a właściwie bohaterki, czyli tytułowe „córki krowy” zmagają się się z podwójną tragedią. Marta i Kasia tracą niemal jednocześnie obydwoje rodziców. Siostry nigdy wcześniej się nie dogadywały, wręcz walczyły ze sobą. Dopiero po śmierci mamy i taty zbliżają się do siebie.
Historia opiera się na ważnych zagadnieniach jakimi są śmierć rodziców i relacje pomiędzy rodzeństwem. Na pierwszy rzut oka problemy te mogą wydawać się błahe, bo przecież każdy ma rodziców i kiedyś na pewno ich straci (no bo taki już nasz marny człowieczy los). Może nie wszyscy mają rodzeństwo ale na pewno każdy, kto je ma przynajmniej raz się pokłócił się z siostrą albo bratem. Jednak w tej historii, nagromadzenie się wewnętrznej rozpaczy bohaterek spowodowanej podwójną nagłą tragedią i brakiem swojego wzajemnego zrozumienia powoduje, że książka staje się ważną opowieścią o samotności, braku rodzinnego ciepła i kruchości ludzkiego życia.
Jestem zachwycona formą jaką podjęła autorka. Pomimo tego, że mamy tutaj tak silne oddziaływanie negatywnych uczuć , czytając często śmiałam się sama do siebie. Jest trochę paradoksalna. Z jednej strony śmierć rodziców, z drugiej strony sytuacje, które rozśmieszają pomimo, iż tak naprawdę powinny być smutne. Jednym słowem autorce w sprytny bardzo sposób udało się ubrać dramat w łaszki komedii i stworzyć coś bardzo ciekawego i skłaniającego do myślenia.
To do czego mogę się przyczepić to styl pisania. Z jakiegoś powodu nie do końca dobrze mi się czytało książkę. Myślę, że chodzi o zbyt prosty, zbyt lekki język narratora, który pomimo swojej agresywności w pewnych momentach mnie trochę nudził. Niestety lubię, kiedy autor daje popis twórczości językowej. Jeśli ktoś lubi dużą dawkę metafor, epitetów i językowych „cudeniek” to niestety tutaj się trochę zawiedzie. Ten drobny mankament jednak w tym wypadku jestem w stanie wybaczyć, w zamian za niesamowicie dobry film. O ile w książce czułam jakiś niedosyt artystyczny, tak film moim zdaniem jest idealnie wyważony. Chociaż brakowało mi niektórych scen, które pojawiły się w książce, ale nie do tego stopnia, żeby zmienić zdanie o produkcji. Według mnie, książka nie oddaje w całości ciężaru tej historii,w przeciwieństwie do filmu.
Zdziwiły mnie bardzo recenzje albo też opinie, w których ludzie narzekają na nieprawdziwość fabuły i płytkość całej historii (bo przecież takie rzeczy się w normalnych domach nie zdarzają; u mnie nikt w domu się tak do siebie nie odnosił; jak można tak traktować rodzinę etc.). Przepraszam, że to napiszę, ale zanim ktoś zacznie komentować coś, o czym nie ma pojęcia, proszę uprzejmie o chociaż poczytanie na dany temat. Oczywistością jest, że nikt nie będzie się chwalił wszem i wobec, że u niego w rodzinie nie ma ciepłych i miłych relacji czy że jednocześnie umiera mu obydwoje rodziców, ale to nie oznacza, że takie rzeczy się nie zdarzają. Jak już wspomniałam, autorka oparła historię na własnych, podobnych doświadczeniach więc to już jest podstawą do logicznego stwierdzenia, że jednak się zdarzają. Polecam jeszcze raz przeczytanie wywiadu, który odpowiada na wiele pytań dotyczących książki i filmu (przynajmniej na moje odpowiedział).
Jednym słowem, polecam serdecznie wszystkim zarówno przeczytanie książki jaki i obejrzenie filmu, bo to ważny temat, przedstawiony w trochę inny sposób niż zazwyczaj. Dodatkowo przeczytanie wywiadu z autorką i reżyserką. Uważam, że dopiero wtedy, mając pełen obraz sytuacji, można pokusić się o ocenę obu tworów.