Poznajcie Buldoga. Faceta przed czterdziestką, który jeszcze niedawno święcił największe bokserskie triumfy, a dziś musi tułać się po drugorzędnych ringach, żeby włożyć coś do lodówki.
W jego nadwyrężonej setkami przyjętych ciosów głowie ciągle jest jeszcze miejsce na miłość i wielkie pragnienia. Los obchodzi się z nim brutalnie, ale on nie traci woli walki. Na przemian pomagają mu i przeszkadzają: trener – hipochondryk oraz promotor – rekin pornobiznesu. Na głowie, w którą sporo przyjmuje, ma jeszcze rozhisteryzowaną eks-dziewczynę z nerwicą natręctw.
„Petarda” to niezwykle interesujące studium przypadku sportowca, który wskutek własnych błędnych decyzji oraz niefortunnego zrządzenia losu zbyt wcześnie staje u progu kariery.
źródło opisu: http://novaeres.pl źródło okładki: http://novaeres.pl
Autor jest moim kolegą, więc moje nastawienie do książki jest może niezbyt obiektywne. Ale bez wątpienia przeczytałem ją z przyjemnością. Fajna, szybko się czytająca, literatura popularna z elementami demaskatorskimi dotyczącymi świata polskiego boksu. Nie trzeba się bardzo wytężać, żeby zidentyfikować bohaterów - to znaczy skojarzyć ich z rzeczywistymi postaciami. W tym sensie książka jest być może oparta na faktach. Forma, dzięki której tę książkę tak miło się czyta, jest z drugiej strony pewnym problemem. Momentami nie najlepiej wpływa na wiarygodność przekazu. Weźmy głównego bohatera. Na samym początku dowiadujemy się, że ma dziury w mózgu. Od wielu ciosów, jest już lekko upośledzony, co sam stwierdza formułując swoją charakterystykę. W dalszej części książki okazuje się jednak wyjątkowo bystrym, elokwentnym, dowcipnym, wielopłaszczyznowym człowiekiem, który do tego jest jednym z nielicznych porządnych ludzi w swoim środowisku. Trochę widzę tu rozdźwięk i brak spójności treści z formą. Jest taki rozdział w Ulissesie w którym główni bohaterowie są bardzo zmęczeni i język jest wtedy także bardzo zmęczony. Takiej właśnie spójności tej książce momentami brakuje. Gdybym się chciał wymądrzać, to bym powiedział, że błędem było napisanie tej książki w pierwszej osobie. Trzecia osoba pozwoliłaby na dystans, który nadałby wiarygodności, szczególnie konstrukcji głównego bohatera. Ale co ja tam wiem. Ciekawy jest zabieg równoległych historii Buldoga i amerykańskiego pięściarza z przełomu wieków. Dwie historie, które w pewnym momencie się łączą. (a propos Buldoga, Bochena, Baryły i innych - największy zarzut jaki mam do autora, to te nazwiska/ksywki - można było jednak wymyślić coś bardziej oryginalnego). W każdym razie czekam na kolejną książkę i trzymam kciuki za rozwijający się literacki talent Piotra W.