Jest taki sobie. Źle się uczy. Nie zadaje pytań. Gubi zeszyty, obgryza paznokcie. Nie spełni żadnych ambicji. Nie będzie nikim ważnym. Wszyscy się z niego śmieją. Jest jednym wielkim rozczarowaniem. Miała go kochać i być dumna. A głównie się wstydzi.
Bohater powieści Zośki Papużanki nie nadaje się na bohatera powieści. Jak kochać kogoś, kogo łatwiej się wstydzić? Co zrobić, gdy rzeczywistość za nic sobie ma nasze oczekiwania i przybiera kształt, którego nie chcemy?
Z wykształcenia teatrolog, pracuje jako nauczycielka języka polskiego. Za debiutancką powieść Szopka (Świat Książki, Warszawa 2012) była nominowana do Paszportów Polityki 2012 oraz do Nagrody Literackiej Nike 2013. Wg opinii zamieszczonych na portalu culture.pl Szopka to: „bez wątpienia najlepszy, najgłośniejszy i najbardziej obiecujący literacki debiut roku”. Opowiadania publikowała w Tygodniku Powszechnym i w Radarze. Recenzje literackie pisała do Nowych Książek i Tygodnika Powszechnego. Tłumaczenia jej recenzji ukazały się w piśmie New Eastern Europe.
Mój początkowy zachwyt - nad rozwichrzonym stylem, niesamowicie odmalowaną podstawówką lat 80., wrażliwością językową i tysiącem smakowitych szczegółów tej prozy - niestety nieco ustąpił znużeniu i dezorientacji, gdyż powieść w pewnym momencie tak jakby się autorce rozjechała...
Ale za wszystkie detale, kilka wzruszeń (bez sentymentalizmu!), za te parę razy gdy zaśmiałam się pełną piersią, za Kraków w tle - brawa. Papużanka wygląda mi na zdolną bestię, która trafia w moją wrażliwość i moje pojmowanie literatury. A ponoć jej pierwsza powieść jest dużo lepsza od tej - muszę to koniecznie sprawdzić. Dla tych, którzy pamiętają PRL-owską szkołę - lektura obowiązkowa!
Bardzo się cieszę, że zaglądam na bloga Cocteau&co bo Ewelina kolejny raz okazała się niezastąpiona jeśli chodzi o rekomendację. Tak czułem, że jeśli książka doczekała się tam tak pozytywnej opinii, to zdecydowanie jest to coś co mi przypadnie do gustu. Nie spodziewałem się natomiast, że wniesie aż tyle świeżości i pozytywnych wrażeń. Jestem i nie boję się użyć tego słowa - zauroczony tym co wyszło z pod pióra Zośki Papużanki.
"On" jest książką, której mimo usilnych starań nie można porównać do niczego co było mi dane czytać do tej pory. Najbliżej jeśli chodzi wrażenia z lektury jest jej do "Dygotu" Jakuba Małeckiego, jednakże jest to inny rodzaj powieści zarówno jeśli chodzi o formę, język jak i historię tu zawartą. Ot zwykłe skojarzenie i tyle . Czytając książkę " On" miałem poczucie jakbym słuchał jakieś dziwnej ale jednocześnie pięknej i hipnotyzującej pieśni w połączeniu z ludowym bajaniem. Wszystko to w klimacie minionej epoki, która sukcesywnie wraca w ostatnim czasie na nasze rodzime salony tj. PRL .
Tytułowy Śpik to dzieciak, który nie ma łatwo w życiu. Jego problemem jest największy grzech jaki można popełnić w naszym kraju. Urodził się on mianowicie "inny" i ta jego "inność" będzie sukcesywnie piętnowana a plaster, który już na samym początku mu przyklejono będzie raz po raz dla pewności podklejany i z raz narzuconej roli biednemu Śpikowi już wyjść się nie uda. W szkole stanie się przedmiotem drwin i niewybrednych żartów ze strony kolegów, załamywania rąk przez nauczycieli, a nawet i matka, która stara się go kochać z całego serca nie ustrzeże się przed wstydem. Tak naprawdę nikt za bardzo nie wie co zrobić z tym chłopakiem, który nie mieści się w normie, a co do którego jednoznacznie nie stwierdzono czy jego problemem jest tak naprawdę niska inteligencja, czy tez problemy adaptacyjne. W każdym razie traktuje on świat tak dosłownie i bezkrytycznie, że trudno mu się odnaleźć w tej rzeczywistości pełnej niuansów, półprawd czy też dwuznaczności. Spik nie wie co to obłuda, nie zakłada że ktoś może chcieć go wykorzystać, skrzywdzić, oszukać. Ta dziecięca naiwność jest jego największym przekleństwem.
System nie pozwala na to żeby ktokolwiek się wychylał i tym bardziej takie jednostki jak nasz bohater miały w PRL-u pod górkę, co wcale nie znaczy że teraz jest jakoś specjalnie lepiej pod tym względem. Nawet najbardziej zaangażowani i kochający swe dzieci rodzice mogą, tak jak matka naszego bohatera zapłacić wysoką cenę za to że domagają się prawa do godnego życia dla swoich dzieci. Nieustanny konflikt pomiędzy tym, czego chce szkoła, nauczyciele, rodzice innych osób, a własną intuicją co do dobra swego dziecka jest dodatkowo wzmacniany przez wewnętrzny dylemat czy poświęcić swe życie dla chorego dziecka, czy też jednak zawalczyć o własne szczęście. Kiedy okazuje się, że ojciec nie stanie na wysokości zadania, trudno będzie pogodzić się, że syn zależny, niezaradny okaże się jednak samodzielny. Jak wtedy żyć, kiedy cała konstrukcja i wizja dotychczasowego świata pada. Takie dylematy bohaterów ja osobiście wyłuskałem z tej książki, choć pewnie jest ich więcej. Te natomiast jakoś najbardziej mi utkwiły.
Mimo trudnej tematyki książka Zośki Papużanki nie jest w moim odbiorze książką specjalnie gorzką i przygnębiającą, a to przede wszystkim chyba jednak z uwagi na interesującą formę opowieści zastosowaną przez autorkę. Nie jestem recenzentem i znawcą literatury aby nazwać to co wyprawia z czytelnikiem autorka, ale bardzo mi się podobało to co robiła ze mną, Jest tu dużo ironii, humoru w ogóle i dystansu. Znajdziemy tu sporo mrugania do czytelnika, rozmaitych aluzji i zabawy słowem. Obecnych jest dużo kontrastów, zabiegów odnośnie czasoprzestrzeni i co najbardziej lubię - mamy do czynienia z bohaterem, który tak naprawdę jest tak realny i przewidywalny, że wydaje się iż nie jest on w stanie zainteresować czytelnika, a tu taki surprise. Zośka Papużanka zdaje się prześmiewać większość absurdów rządzących systemem szkolnictwa, a jednocześnie dostaje się też polskiemu męczeństwu i umartwianiu się. Umiłowaniu do wzniosłych idei i bohaterów tragicznych, którzy cierpią za miliony przeciwstawia tych którzy mimo, że do męczeństwa nie pretendują to również z góry dążą do tragicznych perspektyw jeśli chodzi o własne życie. Przygniata ich przewidywalność, rutyna, zniechęcenie i frustracja związana z niezrealizowanymi marzeniami i celami. Spik paradoksalnie był najbliżej spełnienia tychże marzeń i nawet przez chwilę się mu to udawało po czym okazało się, że sprowadził go z chmur na ziemię osoba mu najbliższa. Dlaczego to zrobiła? Może dlatego, że sama nie nialą odwagi żyć i dlatego nie była w stanie pozwolić by znikła jej jedyna przed życiem i szczęściem wymówka.
Na sam koniec powiem tylko, że książka jest świetna i jakbym nie podchodził do napisania tej opinii to nie potrafię być spokojny i rzeczowy bo zbyt dużo chciałbym przekazać i dlatego w tym momencie dam sobie już spokój i zachęcam do dokonania indywidualnej decyzji co to tego, czy dacie szansę tej książce. Mozie zachęci was jeszcze ta świetna recenzja. ja dzięki niej sięgnąłem po tą książkę i z pewnością nie żałuję.
Książka typu takiego, że aż chce się zapytać co autor miał na myśli. Śpik, o którym można napisać powieść prawie na 300 stron. Śpik, o którym nie wiadomo, co powiedzieć po przeczytaniu książki. Poprzednia przeczytana przeze mnie "Szopka" wywołała we mnie mieszane uczucia, ale "On", to już porażka. To jest powieść o niczym. I zastanawiam się, jak można napisać o niczym aż tak dużo. Nie polecam.
Najczęściej matki zakochują się w swoich dzieciach już wtedy, kiedy maluszki znajdują się jeszcze w ich brzuchach. Jeśli instynkt macierzyński nie jest jeszcze na tyle rozwinięty, to miłość do potomka pojawia się wraz z narodzinami. Kiedy po raz pierwszy matka spogląda na swoje dziecko jest przekonana, że jej maleństwo jest najpiękniejszą i najmądrzejszą istotą na całym świecie. Czasami trwa to przez całe życie, a niekiedy zderzenie z rzeczywistością okazuje się bardzo brutalne - przekonanie o doskonałości swego dziecka runie w gruzach.
ON od zawsze różnił się od swoich rówieśników - już pierwszego dnia swojego życia okazuje się czerwonym, opuchniętym i zbyt dużym dzieckiem, a nie pięknym, gładkim maluszkiem, jakiego życzyła sobie jego matka. Zostaje nazwany Śpikiem w szkole, kiedy z jego nosa zwisa niezbyt przyjemna wydzielina, zatem dostaje ksywkę na jej cześć. Przez całe życie odstaje od reszty - praktycznie nie śpi, jest nieporadny, niewiele rozumie, bardzo wolno się uczy, chociaż zna na pamięć cały rozkład tramwajów, bo marzy o zostaniu motorniczym. Koledzy nieustannie podpuszczają go do robienia głupot, na które Śpik zawsze się zgadza. Tytułowy bohater nie spełnia żadnych standardów przyjętych przez ogół społeczeństwa, więc czy można go kochać?
Opis książki sugeruje historię osobliwego chłopca, który od zawsze był inny. Jednak tak naprawdę po przeczytaniu tej książki nie potrafię jasno określić, co jest jej przewodnim tematem, a także kogo jest w niej najwięcej. W moim odczuciu na wierzch wychodzi tutaj obraz macierzyństwa, które okazuje się zupełnie inne niżeli oczekiwania. Do tej pory targają mną sprzeczne uczucia - przykro było mi czytać o matce, która czuje wstyd, kiedy widzi różnice pomiędzy jej dzieckiem a innymi. Kobietę frustrowała nieporadność, dziecinność i nieodpowiedzialność Śpika, a jednocześnie kiedy ów syn próbował jakkolwiek funkcjonować samodzielnie, to matka pragnęła zdusić to w zarodku. Często rodzice nie radzą sobie z syndromem pustego gniazda, dlatego usilnie próbują zatrzymać swoje dzieci przy sobie. Z jednej strony rozumiem to, od kiedy jestem matką, ale z drugiej zdaję sobie sprawę z tego, iż nie wolno tak robić - dziecko nigdy nie nauczy się niezależności, jeśli nie damy mu takiej możliwości. Pamiętajmy o tym.
On to książka bardzo smutna i refleksyjna, chociaż owe przemyślenia zostają nieraz zakłócone chaosem, jaki panoszy się na kartach tej powieści. Autorka pisze w bardzo specyficzny sposób, który przypadł mi do gustu w Szopce, ale w tym tytule już nie do końca pasował. Tak jak nie mam nic przeciwko bardzo długim zdaniom, jakie tworzy, często pozbawionym znaków interpunkcyjnych w odpowiednim miejscach, tak w tej powieści Papużanka skacze od wydarzenia do wydarzenia, w jednym akapicie zawierając przeszłość, teraźniejszość oraz przyszłość. Narracja też budzi moje wątpliwości - czasami już gubiłam się w tym, czy narratorem jest matka Śpika, dziewczyna z jego szkoły czy jeszcze ktoś inny.
Łatwo jest osądzać innych poprzez pryzmat ich zachowań bądź wyglądu, jednak często nawet nie zadajemy sobie trudu bliższego poznania danej osoby. Do tego lubimy ferować wyroki i oceniać wszystkich dookoła, posługując się utartymi schematami oraz krytykować tych, którzy wyróżniają się pod jakimś względem. Zapominamy, że każdy z nas ma swoje dziwactwa czy dokonuje różnych nie do końca zrozumiałych zachowań. Może oczekując szacunku ze strony ludzi, zaakceptujmy także ich wariactwa?
Świetny opis szkoły z czasów słusznie uznanych za minione. I te smaczki dotyczące lektur szkolnych, przegranych bohaterów, z którymi tak bardzo musimy się utożsamiać podczas edukacji - warto przeczytać.
Opowieść o rozczarowaniu, o straconych złudzeniach, o rodzicielstwie, o macierzyństwie, o byciu zwyczajnym i niezwyczajnym jednocześnie, o tym właśnie jest „On” Zośki Papużanki. Pozostawia czytelnika ze smutkiem w sercu, z pytaniem o sens tego wszystkiego. Miało być ironicznie i bez funkcji dydaktycznych, bez utożsamiania się i bez bohatera literackiego, o którym można coś napisać, a jest… prawdziwie? Na przekór wszystkiemu, bohater przegrany, który przegrał życie już w pierwszych chwilach i jego mama, zawstydzona i dumna na zmianę, bo sama nie wie, są bardziej fascynujący niż wszystkie wyrafinowane płatki śniegu tego świata.
„On” to literatura do rozgrzebywania, do rozpatrywania, do spoglądania w oczy Śpika i szukania głębszych sensów, których przecież nie ma.
Zawsze mam problem z przydzielaniem gwiazdek, szczególnie w tym przypadku, gdy trzy gwiazdki to zdecydowanie za mało, a cztery gwiazdki to jednak odrobinkę za dużo.
"On " Zośki Papużanki to opowieść o latach szkolnych i dojrzewaniu w Krakowie w latach PRL-u. Jej bohaterem jest "Śpik"- chłopak o spektrum autystycznym, który nie do końca potrafi poradzić sobie ze swoim otoczeniem, stanowiąc przez to niekończące się źródło zmartwień dla kochającej go mamy. Przy czym "On" jest powieścią doskonale obeznaną z magicznym realizmem i postmodernizmem. Tematem przewodnim jest porównywanie Śpika do romantyczno- tragicznych bohaterów jego lektur szkolnych- czy to Kordiana, czy to Janka Muzykanta.
Trzy-czwarte książki jest zaiste wyśmienite (i gdybym tylko tyle czytała, to dałabym 5 gwiazdek bez większych oporów) ale zakończenie pozostawia wiele do życzenia. Opowieść o Śpiku traci dużo gdy Śpik opuszcza swoją szkołę- miejsce konkretnych zdarzeń zastępują zgeneralizowane opisy zdarzeń typowych. Pod koniec książki są tylko dwie sceny prawdziwe- śmierć psa Śpika i ostatnia noc Śpika jako kierowcy tramwaju. Tejże to nocy, śnią się Śpikowi wszyscy bohaterowie literaccy z którymi kiedykolwiek miał do czynienia, szereg wielkich pisarzy oraz mama. Bardzo to literackie, ale jakoś nie pasujące do chłopca, który albo lektur nie czytał albo ich nie rozumiał. I właściwie dlaczego śni mu się Mickiewicz w koszulce T.S. Wisły i Sartre ( w tym momencie mam ochotę przeprowadzić sondaż na temat Sartre'a w technikum budowlanym - pytanie brzmi, czy wiesz kto to Sartre? )
Mimo moich narzekań, książkę warto przeczytać. Chociażby dla uśmiechu, który wywołują wspomnienia tylu polskich lektur szkolnych... jak i dla zapoznania się z polską autorką, która ma na moje oko dosyć sporo wspólnego z J.M. Coetzee.
Liczyłum, że nada się na licencjat. Nie nada. Jest bardzo dziwna. Narratorem jest matka chłopca, ale gdy chłopiec idzie do szkoły narratorem dalej jest (chyba) matka, ale tak jakby była uczennicą. Albo to jest jakaś Gombrowiczowa metafora, której nie rozumiem, albo coś dziwnie wyszło. Nie podobało mi się.
Styl Papużanki mimo. że nie najłatwiejszy, zdecydowanie do mnie przemawia. Mniej więcej 2/3 książki, póki Śpik jest w szkole jest bardzo dobra, reszta trochę nudna i chyba niepotrzebna, w przeciwieństwo do "Szopki", która w całości była genialna.
Papużanka jest niezwykłą obserwatorką i barwnie przelewa swoje obserwacje i wspomnienia na papier. Podobnie jak Wioletta Grzegorzewska w Gugułach odmalowała świat lat 80-tych na polskiej wsi, tak Papużanka pokazała rzeczywistość tamtych czasów w dużym mieście. Gawędziarski i eksperymentalny styl autorki przypomina nieco prozę Jakuba Małeckiego. Papużanka czaruje od pierwszej do ostatniej strony, bawi się językiem i konwencją, miesza narratorów, nie mówi wprost, gawędziarsko wspomina i wprowadza elementy realizmu magicznego, stwarzając niezwykły, a przecież dobrze znany świat końca PRL-u. Jest w swojej prozie autentyczna i czarodziejska zarazem. Więcej na: http://czytajacamama.pl/on-zoska-papu...
"On" dość mocno różni się od "Szopki", bohater nie jest energicznym łobuzem. Chociaż znowu jest niezbyt przystosowanym chłopcem. Poprzedni chciał za dużo, ten jakoś niczego za bardzo nie chce. Krótko mówiąc, dużo to smutniejsze, ale ponownie dobrze napisane i pod rozwagę codzienności.