Pierwsze spotkanie tych dwóch facetów ever? O dziwo podobno tym jest. I choć nie jest złe, to spodziewałem się czegoś lepszego. Gambit w Marvel NOW! miał już własną serię, ale to Deadpool może poszczycić się coś około dwudziestu pozycji w tej odsłonie katalogowej.
Zatem normalnym jest, że spodziewałem się mocniejszego wyeksponowania Najemnika z nawijką i na tym polu rozczarowałem się pozytywnie. Acker stara się dać ten sam "czas" każdemu z herosów, plus dodatkowo sporo miejsca ma tu jeszcze inna postać, która niejako szuka odkupienie od przestępczej przeszłości. Niestety postać ta mimo, że zdecydowanie lepiej rozpisana charakterem to nie to czego tu oczekiwałem.
Do Deadpool. I Gambit. Dajcie jakiś skok, przekręt czy napad stulecia. Mamy to na początku, kiedy obaj łotrzyki biegają po mieście w uniformie... Daredevila i Spider-Mana. Komentarz oryginałów bezcenny. A wszystko to dla niejakiego Chambersa, który przy najbliżej okazji wystawia obu bohaterów. Ale to nic. Zeszyt dalej, mimo że kolo ich oszukał, to ponownie dołączają do jego ekipy. "Tym razem wierząc, że wszystko będzie okey". Naiwność scenariusza miejscami boli. Gorzej. Tak raczej w zamyśle autora miało być.
I nie miał bym mu tego za złe, gdyby "danie dnia", czyli żarty, tu działały. A nie działają. Jest kilka trafionych. Podobała mi się cała otoczka z pewnym zapaśnikiem, który okazał się powiązany z K'un-Lun, co przekłada się dla Deadpoola na naprawdę fajny motyw. Podobało mi się, jak Remy opisuje swoją cześć działania, jak to musiał się poświęcić. A w rzeczywistości miał... No to o czym faceci marzą gdy widzą ładne bliźniaczki. Plus jeden.
Kreska jest poprawna, choć były momenty naprawdę ładne. Podobały mi się twarze. Reszta już nie za bardzo. Jestem pełen sprzeczności przy tym tytule. Dlatego daję 2.5/5. Bo to niezła historia, ale nie jest też czymś co zapada w pamięci. Na plus przeważył końcowy twist fabularny, który jest dosyć pocieszny.
Ps. Bardzo mi szkoda, że D vs. G jest przedostatnim komiksem z serii Wielka Kolekcja Komiksów Marvela. Dzięki tej serii nabyłem wiele fajnych tytułów na chwilę przed tym jak Egmont przejął pałeczkę w tej materii. Łezka się kręci. Cóż, umarł król, niech żyje król.