Komiks nominowany do Nagrody Pegaza w kategorii Wydarzenie Artystyczne roku 2002. Grand Prix i Nagroda Publiczności na Międzynarodowym Festiwalu Komiksu w Łodzi.
SNY MOHEROWE (zwane także majakami Mohera)- marzenia senne o nie poznanej dotychczas etiologii, charakteryzujące się dużą plastycznością, rozbudowaną scenografią i obfitością niezrozumiałych symboli. W dwudziestowiecznej systematyce marzeń sennych przywykło się określać tym terminem kompulsywnie powracające w czasie snu obrazy nie mające bezpośredniego związku z podświadomością, ani życiem codziennym pacjenta, zachowujące jednocześnie pozorną intensywność znaczeniową - patrz: urojenia snu. Sny Moherowe wzięły swoją nazwę od wiedeńskiego markiza Egona von Mohair, który jako pierwszy opisany przypadek cierpiał na s.m. podczas swojego jedynego pobytu w miasteczku Mikropolis w latach dwudziestych ubiegłego wieku. Współczesne badania nad s.m. wskazują na ich związek z encefalopatią płatów czołowych mózgu, urojeniami typu wielkościowego, spaniem w wilgotnych pomieszczeniach i architekturą fabryczną. Powracające w nich symbole to: brzytwa, krzesło, zegar z kościotrupów, piejący kogut, pogrzeb babci, cebula, jamnik, odcięte palce i prześladowanie mniejszości etniczych.
wg: Słownik Psychopatologii Marzeń Sennych i Fantazji Seksualnych, praca zbiorowa, str. 146, wydawnictwo Incubus, Brzesko Pomorskie 1996.
Po pierwsze - kapitalne (jak zawsze) rysunki Gawronkiewicza. Po drugie - pełne absurdu historie Wojdy, w których groteska i komedia spotykają zerkającą gdzieś spod spodu "polskość". Jest w tym sporo uroku, nawiązań do tradycji literackiej ("Dziady", mit o Orfeuszu, wizerunek romantycznego poety), podtekstów odnoszących się do społecznych lęków (strach przed nieznaną chorobą, wizja odwetu dyskryminowanych) i gry konwencjami. Podsumowując - świat prawdopodobnie nie przetrwa bez wznowienia "Mikropolis" w najbliższym czasie
Odczucia podobne jak przy "Przewodniku turystycznym", choć tym razem mamy dłuższe opowiastki. W tej pozycji wchodzimy na wyższy poziom absurdu, co zawsze średnio mi odpowiada. Znów bardziej zachwyciła mnie cześć graficzna niż fabularna.