Jedyny mój kontakt z "Doktorkiem" nastąpił, gdy czytałem serię Earth 2 w ramach New 52 oraz oglądałem bodajże serial Young Justice, więc nie miałem żadnych większych oczekiwań co do tytułu, ani naleciałości w pamięci po całym dorobku postaci w świecie DC, dlatego też lektura pierwszego tomu sprawiła mi sporą przyjemność. Khalid Nassour ma zaskakująco wiele wspólnego z inną postacią, jaką pokochałem. Ms. Marvel, czy jak wolicie Kamala Khan jest super charakterem, i Khalid tak jak wspomniana bohaterka są tym pierwszym pokoleniem imigrantów, jakie wychowało się od małego na amerykańskiej ziemi.
I tak jak w Ms. Marvel naprawdę fajnie przemycane są kawałki religii muzułmańskiej, tak Khalid naznaczony jest swoją egipską spuścizną, bowiem w pewnych momentach jest nawet nadmienione, iż w jego żyłach płynie krew faraonów. W ogóle nawiązań do mitologii egipskiej jest tu tona, bo na dzień dobry widzimy Anubisa, który pragnie zatopić świat w kolejnym mitologicznym potopie, a który oczyści planetę z ludzkiej niegodziwości. Naprzeciw niemu staje kocia bogini Bastet, która to ofiaruje Khalidowi charakterystyczny hełm Totha, jaki obdarzy młodego studenta mocami przeznaczenia. Jakie to było dobre.
Całość jest napisana sprawnie, choć nie obyło się bez zgrzytów, które odejmują od całości jeden punkt, ponieważ za mocno w początkowej partii skupiano się na problemie Anubisa, ciągnąć toczka w toczkę jeden wątek. Wprowadziło to niepotrzebną nudę i powolne tempo, a co nieco wynagradza finałowy zeszyt tomu, ale zabrakło mi w nim epickości godnej miejsca, w jakim finał się odbywa. Niemniej końcówka była dla mnie świetna, garściami czerpiąca z pozagrobowej sfery wiary starożytnych Egipcjan, gdzie na specjalnej wadze sprawdzano, czy serce gagadka jest lżejsze lub cięższe od pióra bóstwa. Gdy było lżejsze, człowieka czekał swoisty raj, a gdy było cięższe, obarczone piętnem grzechu, to serce było pożerane (chyba przez Sobka, bóstwo z głową krokodyla, ale nie jestem pewien - na pewno to sprawdzę, bo Doktorowi Przeznaczeniu udało się coś jeszcze - wszczepił mi łaknienie wiedzy na temat wierzeń Egipcjan). Ja takie nawiązania historyczne łykam jak pelikan, więc sposób w jaki Levitz przemyca to do tytułu, podoba mi się na równi z Ms. Marvel.
Khalid będzie musiał stawić czoła Anubisowi i jednocześnie wspomagać rodzinę, bo w pewnym momencie coś złego przytrafi się ojcu chłopaka, co tylko podkręci wagę omawianych wydarzeń. Trochę brakowało mi rozwoju relacji bohatera z dziewczyną, która była potraktowana po macoszemu (podobnie jak koleżanka od protestów), jak i wątek jednej z wykładowczyń na jego zajęciach. Zostały odpowiednio zarysowane jakby na takie odhaczenie z listy niezbędnych komponentów i liczę na ciekawy rozwój tych osób dalej. Polubiłem bohatera, aczkolwiek sądzę, że da się wycisnąć z tego więcej. I na to czekam.
'The Blood Price' nie byłoby tak dobre, gdyby nie warstwa wizualna. Ta jest mocno specyficzna i unikalna, a to zasługa Sonny'iego Liewa. Postacie mają swój charakterystyczny sznyt, nieco karykaturalna, bo czasami twarze wyglądają dziwnie, a bóstwa przerażająco. Dzięki takiemu zabiegowi magia jaka towarzyszy Doktorowi jest pociągająca, jak i niepokojąca. Za świetne uważam zabawy z kolorami, zwłaszcza gdy w pewnych momentach rysownicy raczą nas obrazami rodem z hieroglifów. Coś absolutnie świetnego. To nie jest pozycja bez wad, bo w bardziej zasługuje na 3.5, ale doceniam inwencję i pomysł na 'odrestaurowanie' starej postaci.