Zdaję sobie sprawę, że Piekara jest specyficznym twórcą i jego wyobraźnia nie przemówi do każdego, ale wykreowany przez niego świat wchłonął mnie niczym gąbka wodę. W głównej mierze to zasługa świetnie zarysowanego świata i JAKIEGOŚ bohatera.
Mordimer Madderdin ma swój charakter, jest inteligenty i niebezpieczny, aczkolwiek z kart powieści jasno wynika, iż jest tylko jednym z wielu drapieżników w tym świecie, a gdzieś tam poruszają się pionki do których mężczyzna ten nie chciałby startować. Bo to świat, w którym Jezusowi znudziło się wieszenie na krzyżu, więc z niego zwyczajnie zszedł i utopił w krwi całą Jerozolimę, zaprowadzając nowe rządy, tak dalekie do znanego nam miłosiernego wizerunku Zbawcy (motyw fascynujący, oprawiony w kilka niuansów, które łatwo mogą zburzyć podwaliny całego świata, gdyby okazały się prawdą).
Autor nie tłumaczy nam co i jak, dawkując całość bardzo szczątkowo, więc moja wyobraźnia działała bardzo mocno, próbując domyślać się co i jak. Mamy Inkwizytorów, którzy "zajmują się" sprawami zagrażającymi wierze mieszkańców tego świata. I robią to na wiele sposobów, aczkolwiek większość z nich można by nazwać zbrodniami, przestępstwami, gdyby nie fakt, iż to oni mają władze. No i od czasu do czasu na świat schodzą Anioły i są to takie sukin..., że chciałem więcej z tej materii. Piekara jednak zręcznie prezentuje nam kawałeczki układanki, tylko podsycając zainteresowanie. Robi to prezentując pięć opowiadań, które pogłębiają psyche bohatera i zarysowują mocniej wygląd świata jaki go otacza. A nie jest to świat w którym chcieli byśmy żyć, oj nie.
Pierwsze opowiadanie skupia się na sprawie chłopca, który ma stygmaty, tyle ze lokalni inkwizytorzy robią wszystko aby zatuszować sprawę. Dla Mordimera zadanie to będzie miało też aspekt prywatny, aczkolwiek oczekiwałem nieco więcej od całej historii. Poszerza nieco wiedzę na temat pewnych aspektów tego świata i akurat tutaj znajduje się mój ulubiony aspekt opowiadania. Rozmowy z biskupem. Świetne.
Drugie, tytułowe opowiadanie zaczyna się od niecodziennego wieszania, aby potem płynnie przejść w poszukiwania osoby parającej się czarna magią. Aspekt "modlitw" jest czymś kapitalnym i miałem wrażenie, że nie do końca wykorzystanym. Niemniej jest to solidny kawałek lektury, kończący się jednak dość typowo dla Piekary i czasami się zastanawiam, czy autor ma jakieś prywatne zadry do przedstawicielek płci przeciwnej, bo mało kiedy są one tu przedstawione w dobryk świetle...
Najlepsze czeka czytalnika jednak w samym środku drugiego tomu opowiadań. Historia "Mroczny krąg" jest zwyczajnie świetna. Na zlecenie biskupa Mordimer trafia na prowincję, gdzie przyjaciel duchownego informuje inkwizytora o działalności czarowników. Podobno nawet wezwano pewną specyficzną demonicę... Całość rozbudowuje mitologię świata i kończy się inaczej niż myślałem, ale daje to czystą satysfakcję z lektury.
Czwarte opowiadanie też jest dobre i niewiele ustępuje poprzedniemu. Wracają charakterni Bliźniacy i Kostuch. Mimo, iż to szubrawcy i mordercy to jednak nie sposób oddać tego, iż momentami darzyłem ich sympatią (no może poza faktem, iż to też nekrofile, a i gwałciciele vide poprzedni tom...). Piekara raczy nas prostą w gruncie rzeczy historyjką z wampirami w tle. Według bohatera te nie istnieją, ale ludzie giną, więc trzeba się przyjrzeć sprawie. Jest też Anioł... Czego chcieć więcej? Ano mamy tu kolejną szczyptę mitologii tego świata, w dodatku udowadniającą, że w każdej legendzie jest doza prawdy...
Żar serca ujął mnie dopiero pod koniec historii, bowiem początek to sztampa. Jakąś wersja inkwizycji z żarliwym (aż nadto) księdzem czyści pewne miasteczko z domniemanych czarowników i czarownic. Wszystko to ma kilka warstw, w które Mordimer nieopatrznie się wikła i musi zrobić coś, przez co narazić się może samemu Ojcu Świętemu. Końcówka jest świetna. Syci, ale nie do końca, bo pozostawia nas z pytaniami, aczkolwiek początek trzeba jednak przebrnąć. Niemniej ja się przy Piekarze nie nudzę, więc nawet słabsze fragmenty łykam jak wygłodniały pies.
Niemniej wołałbym, aby autor nie powtarzał już pewnych rzeczy jak mantrę, bowiem doskonale je znam z poprzedniego tomu i dlatego jakbym miał oceniać całość to wahał bym się pomiędzy siódemeczką, a ósemeczką. Było tu kilka naprawdę świetnych momentów, które dają czysta radość z lektury. Zatem... 4/5.