Wielu rodziców ma obawy dotyczące momentu, kiedy dziecko spod ich opiekuńczych skrzydeł wyrusza w szeroki świat. Kiedy przekracza po raz pierwszy szkolne progi, kiedy próbuje się odnaleźć w nowej, nie zawsze przyjaznej rzeczywistości, kiedy relacje między rówieśnikami zyskują na znaczeniu.
Dorastanie dziecka to duże wyzwanie. Agnieszka Stein pokazuje, jak sprawić, aby ten czas był jednocześnie okazją do rozwoju nie tylko samego dziecka, ale także wszystkich członków rodziny.
„Dziecko z bliska idzie w świat” odpowiada na wiele pytań rodziców i opiekunów dzieci w wieku szkolnym. Znajdą w niej podpowiedzi, jak mądrze pomóc dziecku: – w adaptacji do szkolnej rzeczywistości, – w rozwiązywaniu najczęstszych szkolnych problemów, – w nauce współpracy i nawiązywania relacji z rówieśnikami. A także: – jak wspierać dzieci w rozwoju samodzielności, – jak przygotować je do życia w nieidealnym świecie, – jak nabrać ufności we własne kompetencje rodzicielskie.
Agnieszka Stein, odwołując się zarówno do najnowszej wiedzy o tym, jak przebiega rozwój dzieci w tym wieku, jak również do własnych doświadczeń w pracy psychologa w szkole, inspiruje do poszukiwania własnej drogi do dojrzałego rodzicielstwa.
Książka Agnieszki Stein jest najlepszą książką dot psychologii wychowywania dziecka jaką czytałem do tej pory. Sporo się można z niej nauczyć i zrozumieć dzięki niej co do nas mówią szkolni psycholodzy, Cytaty:
Rzeczy, które wiemy i w które wierzymy, są częścią nas samych. Czujemy, że zawsze o nich wiedzieliśmy. Prawie wszystko, co nie pasuje do naszego schematu albo wiedzy, naszego umysłowego modelu rzeczywistości, będzie prawdopodobnie wydawać się dziwne, dzikie, przerażające, niebezpieczne i niemożliwe. Ludzie bronią tego, do czego przywykli, nawet wtedy, kiedy przez to cierpią.
Szczególnie inspirujące wydają mi się między innymi podejścia: • ewolucyjne – a więc zastanawianie się nad tym, jakie jest pochodzenie różnych zachowań i w jaki sposób ułatwiają one przetrwanie; • neuropsychologiczne, czyli przyglądanie się, jak zachowanie człowieka i zmiany w nim zachodzące wiążą się z tym, co zachodzi w jego mózgu; • międzykulturowe, czyli uwolnienie się od myślenia, że tylko nasz sposób na radzenie sobie z różnymi powszechnymi wyzwaniami jest skuteczny i właściwy; • biznesowe, bo jest to kontekst pozbawiony stereotypów wychowawczych, które często utrudniają spojrzenie na dzieci jako na ludzi, a nie na obiekty wychowania.
Ja wierzę, że ma to olbrzymie znaczenie. Dorośli mogą odegrać ważną rolę w życiu dziecka, jeśli są tym życiem głęboko zainteresowani. Zainteresowanie oznacza obserwowanie, słuchanie i uważność na to, co we wnętrzu dziecka naprawdę się dzieje, co je boli, porusza, interesuje. Jeśli dorośli chcą odkrywać dziecko, są nim naprawdę zaciekawieni, wtedy pomiędzy zachowaniami wynikającymi z jego rozwoju i zmagań z samym sobą mogą zobaczyć ten kształt, do którego ono zmierza. Uczą się też odróżniać wysiłek związany z rozwojem od sygnałów mówiących, że dziecko sobie nie radzi i potrzebuje pomocy.
Cokolwiek dziecko mówi do rodzica, nie mówi o nim, tylko o sobie. Wszyscy ludzie mówią tylko o sobie. Nieważne, czy mówią: „nienawidzę cię”, czy „jesteście denni”, zawsze mówią o sobie, o swoim bólu, rozczarowaniu, bezsilności. Warto to widzieć i warto pokazywać to dzieciom.
Warto dostrzegać w zachowaniu dziecka dobre intencje, bo rodzice są lustrem dla dziecka. Jeśli oni wierzą, że dziecko chce dobrze, przeważnie staje się to samospełniającą przepowiednią. Dodatkowa zaleta takiego podejścia to możliwość uniknięcia wielu trudnych emocji kierowanych w stronę dziecka. Kiedy ktoś interpretuje zachowanie dziecka jako złośliwość, manipulację, wymuszanie, próbę wykorzystania czy brak szacunku, to prawie niemożliwe jest, żeby się nie poczuł wściekły.
Nawet kiedy trzeba odmówić albo powiedzieć coś trudnego, warto starać się zrobić to tak, żeby nie zniechęcać do komunikacji. Żeby to było możliwe, dorosły może zacząć rozmowę nie od załatwiania swojej sprawy, próśb, stawiania granic, tylko od próby nawiązania kontaktu z dzieckiem. Od dania dziecku poczucia, że jego potrzeby i granice również się w tej relacji liczą. Jeden z prostszych
Gordon Neufeld („Hold On to Your Kids”) pisze o tym najbardziej dosadnie. Jeśli relacja z dzieckiem jest mocna i stale pielęgnowana, to rodzice potrzebują niewielu porad wychowawczych, mogą po prostu żyć razem z dziećmi i to wystarcza. Natomiast jeśli dziecko nie ufa im albo, co gorsza, uwierzyło, że rodzice nie chcą być obiektami jego przywiązania i nie chcą być przywiązani do niego, bo kładą nacisk na samodzielność, niezależność i radzenie sobie samemu, to każda metoda wychowawcza może zostać potraktowana przez nie jako kolejna sztuczka mająca służyć rodzicom do przejęcia kontroli.
Wszystkie dzieci, nawet jeśli deklarują, że rodzice są im przydatni tylko po to, aby zapewnić dach nad głową i jedzenie – potrzebują więzi. Kiedy dziecko ma przy sobie bliskie osoby, które są emocjonalnie dostępne, dla których jest ważne takie, jakie jest, i do których może się ze wszystkim zwrócić, wtedy prawie każdą trudność w wewnętrznym i zewnętrznym świecie udaje się przezwyciężyć.
Zresztą z takimi informacjami można się często spotkać w tekstach kierowanych do rodziców. Że w wieku szkolnym rówieśnicy są ważniejsi niż tata czy mama, a dziecku bardziej zależy na akceptacji innych dzieci niż na akceptacji ze strony rodziny. Rodzice bardzo się boją tego momentu, więc może z ulgą przyjmą informację, że to zdecydowanie nieprawda. Jeśli wydaje się, że rodzice nie są dla dziecka ważni, to jest to objaw trudności w podstawowej relacji.
Największą potrzebą, nawet bardzo skonfliktowanych ze swoimi rodzicami i łamiących zasady nastolatków, jest zrozumienie i akceptacja ze strony rodziców. Dziecko nie potrzebuje już w tym momencie dorosłego po to, żeby mówił mu, co robić, ale właśnie po to, by był przy nim, wierzył w nie i pomagał w trudnościach. By stanowił ostatnią deskę ratunku, gdy dziecko mierzy się ze skutkami swoich błędów, które nieuchronnie musi popełniać – i to wielokrotnie, bo na tym polega rozwój. Jest to jednak dla rodziców bardzo trudne
Bezwarunkowa akceptacja jest też najsilniejszą tarczą ochronną przeciwko różnorakim naciskom z zewnątrz, presji grupy, destrukcyjnym i niebezpiecznym pomysłom. Dziecko, które czuje się kochane i akceptowane w domu, nie ma w sobie tak dużego ciśnienia na to, żeby zaistnieć między rówieśnikami i dopasować się do wymagań grupy.
Łatwiej sobie radzi z obawami o to, co stanie się, kiedy jakieś jego zachowanie okaże się niepopularne albo źle odebrane. Paradoksalnie, to z takich dzieci wyrastają prawdziwi liderzy, którzy są tak wewnętrznie przekonani do tego, żeby robić swoje, że potrafią za sobą pociągnąć również innych.
DZIECI, KTÓRE MAJĄ DOBRE RELACJE Z RODZICAMI:
1. Ufają, że mogą zawsze uzyskać ich pomoc 2. Wierzą w skuteczność komunikacji
Wierzą w to, że do rozwiązywania konfliktowych sytuacji nie trzeba używać siły. Że zawsze można znaleźć takie rozwiązanie, które będzie pasowało obydwu stronom. Czasem to, co komunikują, jest mocne i bezpośrednie, ale jest też łatwiejsze do odczytania niż milczenie i unikanie kontaktu.
3. Wierzą, że rodzice są po ich stronie Mają mocne przekonanie, że cokolwiek by się nie stało, ich rodzice nie będą z nimi walczyć, tylko wspólnie rozwiązywać trudności. Dzięki temu są w stanie wiele rodzicom wybaczyć. Dobra i bezpieczna więź sprawia, że dziecku mniej szkodzą wszelkie przejawy „warunkowej” miłości i akceptacji: 4. Nie boją się okazywania emocji i przyznawania do wrażliwości Mają dobry kontakt ze swoimi emocjami i potrafią rozpoznawać swoje potrzeby, ponieważ czują się wystarczająco bezpiecznie, żeby się z nimi mierzyć. Nie muszą tłumić emocji, udawać twardych i nieczułych. Nie boją się panicznie zranienia i nie unikają go za wszelką cenę, bo wiedzą, że w trudnych chwilach zawsze mogą liczyć na pomoc. 5. Traktują siebie tak, jak same są traktowane. Lubią siebie, akceptują, potrafią sobie wybaczać Dziecko, które doznaje miłości i dobroci, potrafi być dobre także dla samego siebie. Uważa siebie za wartościowego człowieka. Nie oskarża siebie i nie pogrąża się w poczuciu winy. 6. Dobrze rozpoznają swoje potrzeby, wiedzą, o co im chodzi i nie boją się tego powiedzieć Dzieci, które potrafią rozpoznać, czego potrzebują, dają sobie prawo do mówienia tego głośno. Potrafią w kontakcie z rodzicami, ale też obcymi ludźmi, wytłumaczyć, o co im chodzi, powiedzieć, co im nie pasuje. Łatwiej się z nimi dogadać i je zrozumieć, bo i one lepiej rozumieją siebie. 7. Są niezależne od opinii z zewnątrz To, czy lubią i akceptują siebie, nie zależy od tego, jak traktują je inni, dlatego lepiej radzą sobie z różnymi trudnościami w relacjach z ludźmi. Dużo trudniej namówić je na robienie rzeczy, które im nie służą, bo ich zachowanie nie opiera się na posłuszeństwie, tylko na zdrowym rozsądku i umiejętności podejmowania przemyślanych decyzji.
Mają chęć poznawania świata, ciekawość i pasje Dzieci z mocną, bezpieczną więzią z rodzicami mają dużo „apetytu na rozwój”. Ich energia nie musi koncentrować się na zdobywaniu i podtrzymywaniu bliskości i dzięki temu mogą uczyć się, poznawać świat, zdobywać doświadczenia. 9. Są życzliwe dla innych i zainteresowane pomaganiem im Potrzeba wzbogacania życia innych, dawania, troszczenia się, jest podstawowym wyposażeniem każdego człowieka, które ma szansę uaktywnić się wtedy, kiedy dziecko nie musi troszczyć się o swoje potrzeby związane z przetrwaniem. 10. Nie boją się popełniania błędów i ponoszenia porażek Wiedzą, że nie da się uczyć, nie popełniając błędów. Są pewne, że nie stracą w ten sposób zaufania i akceptacji swoich rodziców. Wiedzą też, że ich wartość jako ludzi nie zależy od tego, jak bardzo są nieomylne i doskonałe. Uczą się efektywniej, bo nie boją się podejmować wyzwań i eksperymentować.
Rzadko jednak w naszej kulturze łączy się te dwa zjawiska. Wielu ludzi uważa, że to, co się dzieje z nastolatkami, jest efektem „bezstresowego wychowania”, nadmiernego permisywizmu, braku kar i dostępu do zbyt wielu dóbr materialnych. Smutna prawda jest taka, że dzieci, które jako nastolatki odcinają się od swoich rodziców, najczęściej po prostu dostosowują się do ich wymagań. W jaki sposób rodzice pokazują dzieciom swoje oczekiwanie, żeby radziły sobie same?
1. Wymuszają samodzielność Począwszy od treningu samodzielnego zasypiania, poprzez odmawianie dziecku pomocy i zainteresowania, kiedy o nie prosi, a skończywszy na ogromnym nacisku, jaki kładzie się obecnie na wychowanie dzieci w grupie rówieśniczej. Coraz
siły chcą przekonać dzieci, że pomoc rodziców jest im niepotrzebna, to dzieci przestają się zwracać o pomoc, ale też mniej chętnie korzystają z ich rad, wskazówek,
Wychowują poprzez izolację zamiast przez kontakt Jednym z pomysłów na wychowanie, który bardzo niszczy więź, są wszelkie techniki, które wymuszają na dziecku odosobnienie od rodziców. Zazwyczaj tego odosobnienia dorośli chcą wtedy, kiedy dziecko się źle zachowuje. Jest to moment, kiedy dziecko najbardziej potrzebuje pomocy, kontaktu i bliskości, bo przeżywa trudne dla siebie emocje.
3. Wychowują poprzez sprawianie przykrości To kolejny komunikat, który dziecko odczytuje najczęściej jako zwrócenie się rodziców przeciwko niemu. Rodzice, którzy wykorzystują w wychowaniu twarde metody sprowadzające się w dużym stopniu do straszenia dziecka tym, co mu zrobią, jak ich nie posłucha, dają dziecku do zrozumienia, że nie są zainteresowani jego intencjami i powodami, dla których zachowuje się tak, a nie inaczej.
Dodatkowo, ponieważ każdy człowiek stara się unikać tego, co jest dla niego źródłem przykrych przeżyć, dzieci wychowywane przez sprawianie im cierpienia przyjmują dwie taktyki: albo unikają rodziców, albo tłumią przykre emocje i tracą naturalną dla siebie i bardzo im potrzebną wrażliwość i empatię.
Są niedostępni Dostępność oznacza, że dziecko może dostać pomoc wtedy, kiedy jej potrzebuje (choć niekoniecznie natychmiast). To podstawa poczucia bezpieczeństwa dziecka. Brak dostępności to odmawianie dziecku bliskości i kontaktu, gdy jest mu trudno, a zwłaszcza zauważenia tego, że jest mu trudno. Przyczyną takiej odmowy bywa dorosła ocena tego, jak ważny jest problem dziecka, bez wzięcia pod uwagę jego odczuć.
Stawiają warunki W budowaniu relacji z dziećmi, tak jak w związkach, warto unikać wymian handlowych. Jeśli ktoś okazuje dziecku, że jego zainteresowanie, miłość, akceptacja i czas jest wynikiem tego, że dziecko na nie zasłużyło, to porusza się w obszarze transakcji handlowych i interesów, a nie bliskiej relacji.
6. Nie wierzą w siebie Wielu rodziców, i to już bardzo małych dzieci, uważa, że tylko fachowcy potrafią się nimi dobrze zająć. Taki pomysł jest podsycany przez marketing i rynek, bo na rodzicach niepewnych swoich kompetencji dużo łatwiej się zarabia. Dużo skuteczniej też kieruje się rodzicami, kiedy są oni przekonani, że nie znają się na wychowywaniu dzieci, nie umieją rozpoznawać i zaspokajać ich potrzeb.
To właśnie metafory, jakich rodzice używają, myśląc o relacjach z dziećmi, w ogromnym stopniu porządkują ich podejście do dzieci. Na poziomie deklaracji rodzicielstwo bliskości może się wydawać mało odkrywcze. W końcu wszyscy chcą kochać dzieci, szanować je i zaspokajać ich potrzeby. Jednak na poziomie modelu odejście od wojny, walki, kształtowania, wyrabiania, stymulowania na rzecz troski, odkrywania, wspierania, komunikowania
To właśnie metafory, jakich rodzice używają, myśląc o relacjach z dziećmi, w ogromnym stopniu porządkują ich podejście do dzieci. Na poziomie deklaracji rodzicielstwo bliskości może się wydawać mało odkrywcze. W końcu wszyscy chcą kochać dzieci, szanować je i zaspokajać ich potrzeby. Jednak na poziomie modelu odejście od wojny, walki, kształtowania, wyrabiania, stymulowania na rzecz troski, odkrywania, wspierania, komunikowania się i ustalania może być naprawdę rewolucyjne.
jeśli ma się to odbyć kosztem dobrego przykładu. Począwszy od najprostszych sytuacji, kiedy dziecko dostaje klapsa za to, że uderzyło brata, albo kiedy dorosły krzyczy do dziecka: mów do mnie ciszej. Aż po sytuacje, kiedy ktoś chce zmusić dziecko do empatii, wcale nie będąc empatycznym wobec niego. Albo chce nauczyć dziecko kulturalnego wyrażania swoich myśli, mówiąc do niego: nie tym tonem, nie pyskuj.
Sposób wychowania, jaki stosują rodzice dbający przede wszystkim o relacje z dziećmi, w dużo większym stopniu wspiera rozwój moralny niż wychowanie przez nagrody i kary. Tak wychowywani ludzie starają się nie krzywdzić innych i troszczyć się o nich, ponieważ naprawdę jest to dla nich ważne, a nie ze strachu przed karą czy w nadziei nagrody. Jednak, jak każdemu człowiekowi, zdarza im się popełniać błędy i wybierać nieskuteczne strategie.
Najbardziej szczęśliwi są ludzie, którzy mają pozytywny i akceptujący stosunek do siebie i do świata, a więc ludzie z bezpiecznym stylem przywiązania. Wszystkie inne cechy charakteru są drugorzędne.
Czy potrafią być niezależne? Oczywiście. Rodzicielstwo bliskości bardzo wspiera niezależność dzieci, jednak jest to niezależność budowana na bezpiecznym fundamencie więzi. Dzieci nie są do niezależności wypychane, tylko raczej wspierane w spokojnym dojrzewaniu do niej.
Kiedy piszę o zaufaniu, to muszę też napisać o tym, że dzieci dobrze rosną i wyrastają na „dobrych ludzi” częściej wtedy, kiedy ich opiekunowie potrafią konsekwentnie interpretować zachowanie dziecka jako przejaw braku umiejętności czy możliwości, a nie jako przejaw złej woli i ogólnego zepsucia. Dostrzeżenie w swoim dziecku „dobrego” zamiast „złego” bardzo wiele zmienia.
Jednak często rodzice sami sobie nie uświadamiają, że widzą w dziecku kogoś, kto krzywdzi innych dla własnej bezinteresownej potrzeby czynienia złych rzeczy. Tylko przy takim myśleniu byłby sens wychowywania dzieci poprzez naciski w postaci kar, nagród, manipulacji, straszenia itp. Jeśli bowiem dzieci chcą żyć w zgodzie z innymi, chcą zmieniać świat wokół siebie na lepsze, chcą troszczyć się o innych, to pytanie, które powinno się pojawiać jak najczęściej w głowach i ustach dorosłych, mogłoby brzmieć: jak mu pomóc, a nie: jak to od niego wyegzekwować.