Jump to ratings and reviews
Rate this book

Święto trąbek

Rate this book
Rozpieta miedzy Warszawa Nowym Yorkiem i Tel Awiwem historia mlodej teatrolozki Zuli ktora szukajac desperacko milosci wikla sie w toksyczny romans ze znanym rezyserem Mocna powiesc opisujaca kondycje wspolczesnej kobiety pokazujaca nowa perspektywe w relacjach polskozydowskich lamiaca stereotypy Dojrzala i swieza pelna kulturowych odniesien i brudnego seksu

640 pages, Paperback

First published April 27, 2016

Loading...
Loading...

About the author

Marta Masada

1 book4 followers

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
11 (22%)
4 stars
7 (14%)
3 stars
9 (18%)
2 stars
14 (28%)
1 star
9 (18%)
Displaying 1 - 5 of 5 reviews
Profile Image for Marek Drozdowiak.
3 reviews
October 20, 2023
Dziewczyna mnie zmusiła do przeczytania, nie żałuję’ Skłania do myślenia, kwestionowania życia i własnych relacji, a te „wulgarne sceny sexu” były wg. mnie idealnym dopełnieniem całej lektury, czy nie żyjemy w wulgarnym i dosadnym świecie? Nie udawajmy, tak właśnie jest, patrząc na oceny, książka nie dla wszystkich, jednak ja polecam. :)
Profile Image for Kasia.
127 reviews7 followers
November 6, 2016
Ważne i ciekawe przemyślenia nt. wojennej historii Polaków przeplatają się z wątkami erotyczno-pornograficznymi, wszystko osadzone we współczesnej scenografii warsaw-nyc-tlv. Kto raz tam był już będzie wiedział. Wartki język i wyraźnie widoczne duże oczytanie choć styl i narracji momentami mnie bardzo raziły zmuszając do opuszczania irytujących fragmentów. Ogólnie książka warta przeczytania. Boleśnie obnaża nasze wojenne traumy - potrzebny głos młodego pokolenia, które przecież nie zna wojny z autopsji. Czyżby?
Profile Image for Wojciech Szot.
Author 16 books1,468 followers
April 29, 2020
Słowo się rzekło, kobyła u płota, przeczytałem 303 z 636 stron i naprawdę nie pamiętam, kiedy czytałem aż tak złą książkę. Opowieść, którą snuja Masada, to historia pretensjonalnej teatrolożki, Zuli, która ma romans z reżyserem o nazwisku Wrzeszcz, który ją rżnie (nie, oni się nie rżną, on ją rżnie - to różnica niezwykle istotna dla tej książki), potem rżnie ją Rafael w Nowym Jorku (młody rzeźbiarz) a potem nie wytrzymałem i skończyłem czytać. Autorka wróciła ze wspaniałego, rozedrganego (czy jakoś tak) Nowego Jorku a ja z przyjemnością wylądowałem nad “Bólem” Shalev.

W "Święcie trąbek" dzieje się niewiele - bohaterka chodzi od punktu A do punktu B i rozmyśla nad swoim życiem. A, że w życiu tym najważniejsze są dla niej wydarzenia z okolic krocza, to w przeważnie bohaterka albo akurat jest po orgazmie, albo przed, albo z powodu dłuższej przerwy w tymże, desperacko go poszukuje. Przy okazji autorka wstawiła do książki dziesiątki przemądrzałych rozmyślań nad kwestiami światopoglądowymi, politycznymi, socjologicznymi itd. Gdyby chociaż odkrywcze i ciekawe. Nie. To jest pseudoliteracki bełkot; fakt, że ktoś potrafi napisać setki zdań układających się w jako tako logiczną całość nie czyni z niego pisarza, a co najwyżej osobę piszącą. Niestety piszącą. Na przykład takie coś:

“Sceny w głowie sprawiają mi przyjemność. Myśli o Romanie powracają jak objawy wirusa, którego nie mogę się pozbyć z organizmu. Coś niezdrowego jest też w łatwości, z jaką balansuję między wizją śmierci a obrazem miłości, między krzykiem konania a krzykiem rozkoszy. Bo przecież Eros i Tanatos owszem, ale nie Eros i Zagłada.”

Umówmy się - ja się spodziewam, że sporej części czytelników i czytelniczek ten akapicik może się spodobać. I ja to rozumiem, ale propagowanie takiej literatury to jak zachwalanie disco polo jako muzyki na pogrzeb czy promocja cukru dla najmłodszych obywateli i obywatelek. Szkoda tylko, że to disco polo wyszło w wydawnictwie, z którego wciąż dostajemy dziesiątki wybitnych tytułów.

To co mnie zasmuciło, to fakt iż książkę polecają: Katarzyna Bonda ("Mistrzowskie połączenie błyskotliwości, erudycji i obsceny"), Łukasz Orbitowski ("Znakomite") i Marcin Wilk ("Ta książka powinna być naszym towarem eksportowym"). Przepraszam, ale wciskanie czytelnikom bzdur w blurbach ma swoje granice. Książka jest mistrzowska - naprawdę niesamowity wysiłek włożyła Autorka w to, by wydobyć z siebie tysiące słów i ułożyć je w kwiecisty opis wszystkiego. Eksportowych towarów książkowych mamy całkiem sporo i najgorszym, co możemy zrobić to jest promowanie polskiej literatury tym bełkotliwym, pretensjonalnym, spóźnionym o kilkanaście lat badziewkiem.

Jedna z bohaterek książki Marty Masady mówi: "Najgorsze w literaturze są oniryzm i metafizyka. A, i jeszcze choroba psychiczna". Nie. Jest jeszcze jedna, gorsza rzecz - autorzy i autorki, którzy chcą napisać powieść i zapominają, że pisanie to nie jest potwierdzanie własnej zajebistości i pseudoerudycji a pokorna praca w służbie czytelnikowi.
29 reviews1 follower
July 15, 2016
W tej książce dobre są tylko sceny seksu.
Profile Image for tosia.
40 reviews
January 8, 2023
to byla porazka
ksiazka totalnie nie warta mojego czasu, nudna
nic nie pamiętam poza fragmentami o stopach, transfobii i historiach o żydach.
Displaying 1 - 5 of 5 reviews