Rozpieta miedzy Warszawa Nowym Yorkiem i Tel Awiwem historia mlodej teatrolozki Zuli ktora szukajac desperacko milosci wikla sie w toksyczny romans ze znanym rezyserem Mocna powiesc opisujaca kondycje wspolczesnej kobiety pokazujaca nowa perspektywe w relacjach polskozydowskich lamiaca stereotypy Dojrzala i swieza pelna kulturowych odniesien i brudnego seksu
Dziewczyna mnie zmusiła do przeczytania, nie żałuję’ Skłania do myślenia, kwestionowania życia i własnych relacji, a te „wulgarne sceny sexu” były wg. mnie idealnym dopełnieniem całej lektury, czy nie żyjemy w wulgarnym i dosadnym świecie? Nie udawajmy, tak właśnie jest, patrząc na oceny, książka nie dla wszystkich, jednak ja polecam. :)
Ważne i ciekawe przemyślenia nt. wojennej historii Polaków przeplatają się z wątkami erotyczno-pornograficznymi, wszystko osadzone we współczesnej scenografii warsaw-nyc-tlv. Kto raz tam był już będzie wiedział. Wartki język i wyraźnie widoczne duże oczytanie choć styl i narracji momentami mnie bardzo raziły zmuszając do opuszczania irytujących fragmentów. Ogólnie książka warta przeczytania. Boleśnie obnaża nasze wojenne traumy - potrzebny głos młodego pokolenia, które przecież nie zna wojny z autopsji. Czyżby?
Słowo się rzekło, kobyła u płota, przeczytałem 303 z 636 stron i naprawdę nie pamiętam, kiedy czytałem aż tak złą książkę. Opowieść, którą snuja Masada, to historia pretensjonalnej teatrolożki, Zuli, która ma romans z reżyserem o nazwisku Wrzeszcz, który ją rżnie (nie, oni się nie rżną, on ją rżnie - to różnica niezwykle istotna dla tej książki), potem rżnie ją Rafael w Nowym Jorku (młody rzeźbiarz) a potem nie wytrzymałem i skończyłem czytać. Autorka wróciła ze wspaniałego, rozedrganego (czy jakoś tak) Nowego Jorku a ja z przyjemnością wylądowałem nad “Bólem” Shalev.
W "Święcie trąbek" dzieje się niewiele - bohaterka chodzi od punktu A do punktu B i rozmyśla nad swoim życiem. A, że w życiu tym najważniejsze są dla niej wydarzenia z okolic krocza, to w przeważnie bohaterka albo akurat jest po orgazmie, albo przed, albo z powodu dłuższej przerwy w tymże, desperacko go poszukuje. Przy okazji autorka wstawiła do książki dziesiątki przemądrzałych rozmyślań nad kwestiami światopoglądowymi, politycznymi, socjologicznymi itd. Gdyby chociaż odkrywcze i ciekawe. Nie. To jest pseudoliteracki bełkot; fakt, że ktoś potrafi napisać setki zdań układających się w jako tako logiczną całość nie czyni z niego pisarza, a co najwyżej osobę piszącą. Niestety piszącą. Na przykład takie coś:
“Sceny w głowie sprawiają mi przyjemność. Myśli o Romanie powracają jak objawy wirusa, którego nie mogę się pozbyć z organizmu. Coś niezdrowego jest też w łatwości, z jaką balansuję między wizją śmierci a obrazem miłości, między krzykiem konania a krzykiem rozkoszy. Bo przecież Eros i Tanatos owszem, ale nie Eros i Zagłada.”
Umówmy się - ja się spodziewam, że sporej części czytelników i czytelniczek ten akapicik może się spodobać. I ja to rozumiem, ale propagowanie takiej literatury to jak zachwalanie disco polo jako muzyki na pogrzeb czy promocja cukru dla najmłodszych obywateli i obywatelek. Szkoda tylko, że to disco polo wyszło w wydawnictwie, z którego wciąż dostajemy dziesiątki wybitnych tytułów.
To co mnie zasmuciło, to fakt iż książkę polecają: Katarzyna Bonda ("Mistrzowskie połączenie błyskotliwości, erudycji i obsceny"), Łukasz Orbitowski ("Znakomite") i Marcin Wilk ("Ta książka powinna być naszym towarem eksportowym"). Przepraszam, ale wciskanie czytelnikom bzdur w blurbach ma swoje granice. Książka jest mistrzowska - naprawdę niesamowity wysiłek włożyła Autorka w to, by wydobyć z siebie tysiące słów i ułożyć je w kwiecisty opis wszystkiego. Eksportowych towarów książkowych mamy całkiem sporo i najgorszym, co możemy zrobić to jest promowanie polskiej literatury tym bełkotliwym, pretensjonalnym, spóźnionym o kilkanaście lat badziewkiem.
Jedna z bohaterek książki Marty Masady mówi: "Najgorsze w literaturze są oniryzm i metafizyka. A, i jeszcze choroba psychiczna". Nie. Jest jeszcze jedna, gorsza rzecz - autorzy i autorki, którzy chcą napisać powieść i zapominają, że pisanie to nie jest potwierdzanie własnej zajebistości i pseudoerudycji a pokorna praca w służbie czytelnikowi.