Marzyliście kiedy, żeby sobie postrzelać na świeżym powietrzu do ruchomych celów (a niektóre z nich biegają naprawdę szybko, więc nie jest to takie całkiem niesportowe), obejrzeć obce kraje, gdzie dziewczęta za parę jedwabnych pończoch zmieniają się w dzikie zwierzątka, przywieźć trochę złota oraz kosztowności od tych biednych żółtych czy czarnych ludzi, którzy tak naprawdę wcale ich nie potrzebują — a potem przechwalać się tym wszystkim nad kuflem zimnego piwa? W takim razie moja opowieść jest właśnie dla was.
My też nasłuchaliśmy się od ojców, wujów i starszych braci o kopalniach diamentów w najdzikszym sercu Czarnego Lądu, o walecznych afgańskich plemionach i skarbach maharadżów. I tylko czekaliśmy, aż trafi się okazja, żebyśmy wreszcie znaleźli się gdzieś na południu Europy z odpowiednią ilością Sikhów i perspektywą łupu.
Kiedy więc wreszcie się o niej dowiedzieliśmy — o tej wielkiej wojnie, która miała położyć kres wszystkim wojnom — natychmiast się zaciągnęliśmy. Na początku było nas siedmiu: Kurczak i Myszak z naszej farmy, Wielki Bill i Przygięty Mick ze Speewah, gdzie jaja emu są takie wielkie, że ze skorupek da się robić domy, bushranger Dan Lloyd, czarny tropiciel Snowy, no i ja z moim piekielnym werferem. I zamierzaliśmy wycisnąć z tej całej awantury, co nasze. Ostatecznie świąteczne paczki od księżniczki Mary nie rekompensują wszystkiego, co nie?
A potem, zanim się obejrzeliśmy, zdarzyło się Gallipoli, Fromelles, Somma, i Passchendaele — i ziemia niczyja raz na zawsze przestała się nam kojarzyć z niezwykłymi, złotonośnymi krainami na końcu świata.
Ale to było później. Na razie niech żyją marzenia i fantastyka rozrywkowa! Hurrra!
Urodzona w 1971 roku. Mediewistka. Obok Andrzeja Sapkowskiego jest najpopularniejszym polskim twórcą fantasy. Współwłaścicielka Agencji Wydawniczej RUNA.
Zadebiutowała opowiadaniem „A kochał ją, że strach”, które przyniosło jej Nagrodę Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla i stało się zarzewiem gorącej dyskusji o stanie polskiej współczesnej prozy fantastycznej. Opublikowała sześć książek: „Zbójecki gościniec”, „Żmijowa harfa” (za nią także otrzymała Nagrodę Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla), „Opowieści z Wilżyńskiej Doliny”, „Letni deszcz. Kielich”, „Wody głębokie jak niebo” i „Plewy na wietrze” oraz szereg opowiadań.
Zbiór fabularnie powiązanych opowiadań „Wody głębokie jak niebo” zasługuje na szczególną uwagę: opowiadanie tytułowe zdobyło dla autorki trzecią w jej dorobku literackim Nagrodę im. Janusza A. Zajdla, zaś cztery inne były do tej nagrody nominowane.
Uwielbiam solowe książki Anny Brzezińskiej - wszystko z Wilżyńskiej Doliny i przepiękne "Wody głębokie jak niebo", byłam więc bardzo ciekawa, jak sprawdzi się w duecie i pisząc o czymś bardziej współczesnym, z w całości męską grupą bohaterów (a między innymi to, jak Brzezińska pisze kobiety sprawia, że tak mi się jej książki spodobały). Niestety. Nie wiem, czy to kwestia współautora (Wiśniewski), czy tematu, ale książka jest wyjątkowo nieudana. Nudna jak flaki z olejem, dopiero w połowie odkrywamy cały zamysł na tę powieść i jest to pomysł ciekawy, cóż z tego, kiedy zrealizowany zupełnie bez polotu. Ciężko się wciągnąć, relacja oczami bardzo prostego bohatera może się sprawdzać, jeśli czytelnik sam jest w stanie dostrzec więcej, ale tu przez znakomitą część książki zwyczajnie nie ma czego dostrzegać... Bohaterowie mają potencjał, relacje między nimi są naszkicowane w sposób, który sprawia, że chętnie dowiedziałabym się więcej. Na to nie ma co liczyć - bohaterowie i relacje kończą się na zarysie. Żarty mogą bawić, kwestia gustu, do mnie trafiały raz na dwadzieścia. Wspominałam o tym, ze jest niesamowicie nudno...? Szkoda, pozostaje westchnąć "a mogło być tak pięknie" i odłożyć na półkę zapominając o niej po pięciu minutach.
Świetna książka pokazująca ludzi chcących na wojnie przeżyć przygodę swojego życia i zarobić trochę pieniędzy. Ale także historia o różnicach między rzeczywistością wojny a wyobrażeniami ludzi, którzy się zaciągają.