Pozycja dla laików, to trzeba zaznaczyć na wstępie. Jak ktoś nie ma bladego pojęcia o obowiązujących przepisach, procedurze karnej, a do tego nie radzi sobie z podręcznikiem do tej gałęzi prawa - to jest pozycja idealna. Dla mnie było to przepisywanie kodeksu i omawianie oczywistych oczywistości, co mnie ogromnie rozczarowało, bo wszystko wskazywało na to, że książka kierowana jest do ludzi z branży..
Sporo powtórzeń tych samych kwestii, sporo tłumaczenia "jak krowie na rowie" z jakimś niezrozumiałym przeświadczeniem w tle, że inaczej czytelnik nie zrozumie co się do niego pisze. Dziwne pytania podsumowujące każdy rozdział (który składał się czasem z kilku stron i omawiane kwestie były proste jak budowa cepa) również wywołały wrażenie traktowania czytelnika jak ciemną masę. Choć z drugiej strony, może były one potrzebne pani Schymalli, która dała niezły popis.
Inne wady książki, które wymieniłam i których wielu czytelników zapewne nawet nie dostrzeże, to pikuś przy serwującej idiotyczne pytania Schymalli. Wychodzę z oczywistego założenia, że osoba zamierzająca przeprowadzić z kimś jakąkolwiek rozmowę dotyczącą konkretnego tematu, albo powinna się w nim orientować albo się do tego przygotować, by nadawało się to na utrwalenie. A tu taka szanowana dziennikarka i wrażenie jakby to był jej pierwszy wywiad, bo zabrakło jednego i drugiego. Nie wiem kto tą panią dopuścił do tego wywiadu, nie wiem jakim sposobem przepytywana zgodziła się na taką rozmówczynię i takie tragiczne pytania (czoło nadal boli od facepalm'ów), ale jestem przekonana, że wymiana pani Schymalli poprawiła by jakość książki o 60%, jak nie więcej.
Mimo takich, a nie innych odczuć, podobał mi się zgrabny przekaz byłej prokurator oraz kilka słusznych uwag, które nie wszyscy mają odwagę wyartykułować. Mam nadzieję, że to szkolne brzmienie nie było winą osoby pytanej, a pytającej.