Piotrek biegał w dzieciństwie po zamarzniętej rzece i wpadł tam na stół zastawiony kartami do gry. Wokół, nie wiadomo skąd, grała ciepła, stara muzyka. W popielniczce żarzył się jeszcze czyjś papieros. Już o tym nie pamięta, choć powinien. Teraz kocha kobietę, której nie potrafi uratować. O tym nie zapomina nigdy. Z każdym dniem jest jej coraz mniej, a on sam zaczyna ją częściej wspominać, niż faktycznie widzieć. Czy dałem z siebie wszystko? - pyta podczas mdłych, samotnych nocy. Zawsze tak samo. Sylaby są już starte od ciągłego używania, wyrazy sczepione ze sobą tylko na słowo honoru. Próbuje o tym nie myśleć, zasnąć, zignorować, ale wie, że nie może, tak jak tonący człowiek nie może sobie nagle wykształcić skrzeli. Czy dałem z siebie wszystko? - pyta, pluje sobie tym pytaniem w twarz. Jeszcze nie. Nie do końca. Gdzieś tam może być rozwiązanie. Szuka go, przemierzając ulice śpiącego miasta. Musi tylko pamiętać, że każdy budynek, każdy znak drogowy, pęknięcie w chodniku, kałuża, ulica, mgła, latarnia, że wszystko może kryć w sobie tajemnicę.
Opinię piszę dwa lata po przeczytaniu i nadal pamiętam uczucia towarzyszące czytaniu i jaki wpływ na mnie wtedy wywarła. Zaskoczyło mnie jak ciężka historia kryje się w tak malowniczo napisanej historii. Wszystko dopełniają zgrabnie wprowadzone elementy magicznie które poniekąd obrazują stan psychiczny bohatera. Mieszane uczucia mam do języka który z jednej strony świetnie oddawał balans ciężkiej historii i malowniczego świata, ale z drugiej miałam wrażenie że metafor jest czasem za dużo i pierwsza część książki była momentami ciężka do czytania. Mniej więcej koło połowy przestało mi to przeszkadzać ale nie wiem na ile się przyzwyczaiłam a na ile autor zaczął stosować metafory i językowe ozdobniki rozważniej. Jestem ciekawa kolejnych książek autora i mam nadzieję znowu poczuć podobny klimat.