Autor Paktu Ribbentrop-Beck i Obłędu ’44 tym razem podjął drażliwy temat stosunków polsko-żydowskich. Jego poprzednie książki wywoływały ostre dyskusje i kontrowersje, żadna nie była jednak tak niepoprawna politycznie. Żydzi rozsierdzą zarówno filosemitów, jak i antysemitów.
Piotr Zychowicz pisze o żydowskich komunistach i kolaborantach pod okupacją niemiecką, ale i o zbrodniach popełnionych przez Polaków na Żydach. O szkoleniu przez II Rzeczpospolitą żydowskich terrorystów i zamordowaniu przez żydowskich bojówkarzy polskiego konsula. O pogardzie, jaką okazywano w Izraelu ocalałym z Zagłady, i próbach wyłudzenia tytułu Sprawiedliwego. O powstaniu w getcie warszawskim i tysiącach Żydów służących w Wehrmachcie, a nawet SS. O operacjach tajnych służb PRL w Izraelu i o łowcy zbrodniarzy Szymonie Wiesenthalu. Wreszcie docieka, ile jest prawdy w tezie prof. Szlomo Sanda, że naród żydowski… został wymyślony.
Piotr Zychowicz jest publicystą historycznym. Pisze o drugiej wojnie światowej, zbrodniach bolszewizmu i geopolityce europejskiej XX wieku. W swoich koncepcjach nawiązuje do idei Józefa Mackiewicza, Władysława Studnickiego, Stanisława Cata-Mackiewicza oraz Adolfa Bocheńskiego. Znany z antykomunistycznych i antyendeckich poglądów. Jest zwolennikiem wielonarodowej Rzeczypospolitej. Opowiada się za prowadzeniem Realpolitik i zajmuje krytyczne stanowisko wobec polskich przywódców z lat 1939-1945. Surowo ocenia politykę Józefa Becka, Władysława Sikorskiego i Stanisława Mikołajczyka. Zarzuca im chciejstwo, naiwność i zbyt hojne szafowanie polską krwią. Operację „Burza” i decyzję o wywołania Powstania Warszawskiego uważa za błędy. Absolwent Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. Był dziennikarzem „Rzeczpospolitej” i tygodnika „Uważam Rze” oraz zastępcą redaktora naczelnego miesięcznika „Uważam Rze Historia”. Obecnie jest redaktorem naczelnym miesięcznika „Historia Do Rzeczy” i zastępcą redaktora naczelnego tygodnika „Do Rzeczy”. Jest jednym — obok Jerzego Haszczyńskiego i Katarzyny Zuchowicz - z inicjatorów akcji „przeciwko polskim obozom“ zorganizowanej w 2005 roku przez dziennik „Rzeczpospolita”. Napisał książki "Pakt Ribbentrop-Beck", "Obłęd '44" oraz "Opcja niemiecka"
Pięć gwiazdek za pokazanie problemu od wszystkich możliwych stron, pozycja zdecydowanie warta przeczytania jednak ze względu na formę głównie wywiady, z historykami, politykami, mieszkańcami Izraela zarówno Palestyńczykami i jak i Żydami nie łatwo dość do ostatecznej konkluzji. Niemniej czego brakuje to wszechstronnej edukacji jak wyglądała historia. Zarówno w Polsce jak i w USA i w Izraelu. Moim zdaniem proces powinien się zacząć im wcześniej tym lepiej. Polakom warto pokazać, że mimo bez niezaprzeczalnego bohaterstwa Polaków, note bende większości wśród Sprawiedliwych Narodów Świata. Było u nas wielu ludzi, którzy zachowywali się niegodnie. Szmalcownicy, granatowa Policja. Również środowiska przed wojennej Endecji, później Ci ludzie wchodzący w skład aparatu komunistycznego dopuszczający się ludobójstwa. Niemniej to jedna z bardzo wielu stron medalu. Byli wśród Żydów wielcy Polscy patrioci, którzy stworzyli elity państwa Izrael, którzy do końca w domu mieli 2 flagi i w domu i prywatnie rozmawiali po Polsku. Ale i byli tacy co wydawali polaków NKWD i świętowali wkroczenie Armii Czerwonej i ogólnie nie za bardzo wiedzieli z kim im jest po drodze. Wśród Żydów funkcjonalizowali też szmalcownicy, kappo, ludzie którzy byli beneficjentami zagłady, różnica była tylko taka że według Niemieckich planów prędzej czy później i tak wszyscy mieli trafić do gazu. Do dziś trwają spory poważnych historyków, kto gdzie i dlaczego zawinił, zwykli ludzie muszą czuć się strasznie zagubieni. Obecnie problemem jest że młodzi Żydzi i Amerykanie wiedzą o Holokauście ale nie wiedzą o zagładzie także milionów Polaków podczas 2 Wojny Światowej. To może być w przyszłości źródło wielkich kłopotów dla Polski. Gdyż Polacy są stawiani na równi z współsprawcami a to nie tak i nie takie proste.
Ponoć jest tak, że ponieważ największa diaspora Żydowska była w Polsce, oba narody się zrosły i są bardzo do siebie podobne. Nie potrafią znieść krytyki. Uważają, że to Ci inni są źli itd.
To strasznie skomplikowana historia i ciężko ją jakkolwiek podsumować, chyba tylko tak że warto by oba narody były w przyjaźni, fałszywa propaganda nigdzie nie funkcjonowała i by było nauczane jak bylo na prawdę, bo na prawdę nie było po żadnej ze stron czarno białej sytuacji.
Cytaty:
Uważam bowiem, że o ile antysemityzm jest ideologią absurdalną, równie absurdalne jest przekonanie, iż Żydzi są ludźmi znajdującymi się poza wszelką krytyką tylko dlatego, że padli ofiarą Holokaustu.
Bądźmy poważni. Mamy do czynienia z wielką mistyfikacją. Mit o wypędzeniu Żydów to wytwór chrześcijańskiej propagandy z IV wieku. Miała to być kara za zabicie Syna Bożego.
Tak, ale tworzący je ludzie nie są wcale potomkami Żydów wypędzonych z Palestyny. Mało tego, w sensie etnicznym wcale nie są Żydami. To przedstawiciele rozmaitych innych ludów i narodów, których przodkowie przed wiekami nawrócili się na religię judaistyczną. Żydzi znaleźli się na całym świecie nie dzięki jakiejś mitycznej wędrówce ludów, tylko dzięki masowemu nawracaniu! Bycie Żydem w Europie czy Afryce nie miało nic wspólnego z narodowością. Żydami byli po prostu wyznawcy judaizmu. Od II wieku przed narodzeniem Chrystusa aż do IV wieku naszej ery judaizm był najważniejszą monoteistyczną religią na świecie, której celem było pozyskanie jak największej liczby nowych wyznawców. Odpowiedź na pańską wątpliwość jest więc prosta: 75 procent polskich Żydów wygląda inaczej niż Polacy, gdyż jest pochodzenia chazarskiego.
Potomkowie starożytnych Żydów to dzisiejsi Palestyńczycy. Ludzie ci zostali bowiem zarabizowani po tym, gdy w VII wieku Palestyna została podbita przez Arabów.
Nie zmienia to jednak faktu, że członek Hamasu z Hebronu jest bliżej spokrewniony ze starożytnymi Żydami niż izraelski żołnierz, do którego strzela.
Syjonistyczny przywódca, założyciel i pierwszy premier Państwa Izrael, Dawid Ben Gurion, powiedział kiedyś, że ci, którzy ocaleli, przeżyli kosztem innych. Z definicji są więc złymi ludźmi.
Pod koniec lat czterdziestych i w latach pięćdziesiątych w Izraelu mówiono tylko o dwóch kwestiach związanych z Holokaustem: o żydowskim heroizmie (powstaniu w getcie i partyzantach) oraz o żydowskich kolaborantach: kapo, policjantach z gett czy Judenratach. To były dwa tematy, które interesowały opinię publiczną.
Nie inaczej jest z ideologią syjonistyczną. A nasi politycy są nie mniej cyniczni niż politycy z innych krajów. Rzeczywiście, robienie z każdego arabskiego przywódcy Hitlera czyni niemieckiego dyktatora niegroźnym facetem. To trywializacja Holokaustu.
Niestety, ich stosunek do Polski jest skrajnie negatywny. Uważają ją za kraj, który jest największym żydowskim cmentarzem na świecie. Z tego powodu jest ona „ziemią nieczystą”. Co gorsza, terytorium, na którym podczas II wojny światowej Niemcy wymordowali kilka milionów Żydów, identyfikują z jego mieszkańcami i znajdującym się tu obecnie państwem. W ten sposób Polska i Polacy wyrastają w ich oczach na winnych tego, co się stało, nie mniej niż Niemcy.
To paradoks, ale gdy Polska otworzyła granice przed żydowskimi gośćmi, zaczęli oni dostrzegać w niej wyłącznie miejsca, gdzie wydarzył się Holokaust, oraz skupiają się tylko na jednym aspekcie wspólnej historii – polskiej kolaboracji. Na przykład każdej grupie młodzieży towarzyszy ocalały z Holokaustu, który ma im przekazać żywe świadectwo tego, co się stało. Tak się zaś składa, że ci ludzie są wyjątkowo niechętnie nastawieni do Polski i zrzucają na nią dużą część winy za wymordowanie Żydów. To wywiera wielki wpływ na uczniów, gdyż wszystko, co mówią im ocaleni, uważają za prawdę objawioną.
A Polacy uważani są przez nich za tchórzy… Pogląd ten faktycznie znalazł odzwierciedlenie w kilku relacjach. Ale jeżeli w dostarczonych im materiałach nie ma wzmianki o powstaniu warszawskim, o wojnie polsko-niemieckiej 1939 roku, o walce Polaków na froncie zachodnim, za to dużo się mówi o kolaboracji i powstaniu w getcie, nie ma się co dziwić, że takie są efekty.
Dlaczego jednak tak usilnie forsowany jest neutralny narodowościowo termin „naziści”? To sami Niemcy starają się używać tego słowa. Wskazywać, że to nie oni, ale bliżej nieokreśleni naziści dokonali zbrodni. Niemcy starają się pozbyć poczucia zbiorowej winy. O ile gotowi są ponosić odpowiedzialność za Holokaust, o tyle z udźwignięciem poczucia winy radzą sobie znacznie gorzej.
W Polsce wielu ludzi ma poczucie, że postrzeganie nas przez Żydów jako „narodu sprawców” jest po prostu nie fair. Oczywiście, że jest nie fair. Bo przecież to właśnie Polacy uratowali najwięcej Żydów. Zapewniam, że nie wszyscy w Izraelu o tym zapomnieli. Trudno jednak będzie przełamać to negatywne zjawisko bez podjęcia solidnej pracy edukacyjnej. Polski minister edukacji powinien zawrzeć w tej sprawie jakieś porozumienie ze swoim odpowiednikiem w Izraelu. Wzorem powinny być działania byłego ambasadora Izraela w Polsce Szewacha Weissa, który zrobił wiele, żeby zmienić wizerunek Polaków w oczach Izraelczyków.
Mało tego, część uważała, że właśnie bijąc się dzielnie w Wehrmachcie, udowodni znienawidzonym hitlerowcom, że Żydzi wcale nie są gorsi i zasługują na miano prawdziwych Niemców.
Otóż niemieckie urzędy zalewały tony skarg żydowskich rodzin. Ich członkowie pisali, iż jest czymś całkowicie skandalicznym, że kiedy ich synowie przelewają w Polsce krew za ojczyznę, oni w domach są poddawani antysemickim szykanom. Wyjścia były dwa: zapewnić tym rodzinom specjalne traktowanie albo wyrzucić pół-Żydów, czyli – jak mówili narodowi socjaliści – „mischlingów”, z wojska.
Nie jest tajemnicą, że na odbywające się regularnie w Niemczech zjazdy weteranów z poszczególnych jednostek Wehrmachtu przyjeżdża sporo uczestników z Izraela.
Ma pan kogoś konkretnego na myśli? Choćby autora pewnej książeczki, która ponad dziesięć lat temu wywołała w Polsce wielką histerię. Mimo że książeczka ta była wielkości komiksu i taką mniej więcej przedstawiała wartość intelektualną. Jan Tomasz Gross, bo o jego Sąsiadach mowa, świetnie jednak wiedział, co się na Zachodzie opłaca. Że w Ameryce zajmowanie się Holokaustem przynosi duże pieniądze. A gdy jeszcze dostarczysz „dowodów” potwierdzających tezę, że Polacy są obrzydliwymi antysemitami, to masz gwarancję, że ogłoszą cię tu bohaterem. Gross twierdzi, że napisał swoją książkę jako polski intelektualista, który chciał skłonić swoich rodaków do samooczyszczenia. Bzdura. Zrobił to, aby dostać posadę w Princeton.
W jakim języku z nią rozmawiała? Oczywiście po polsku! Moja mama była typową przedstawicielką polskiej klasy średniej. Jidysz nauczyła się dopiero po wojnie. Choć w Ameryce do swoich dzieci rodzice zwracali się już tylko po angielsku, między sobą zawsze mówili po polsku. Także ja jako dziecko znakomicie rozumiałem pański język. Niestety później wszystko zapomniałem.
Prawdziwy holokaust to tragiczne wydarzenia historyczne – wymordowanie europejskich Żydów przez Niemców. A Holokaust przez duże „H” to lukratywny biznes. Kura znosząca złote jajka i ideologiczna broń masowego rażenia. A raczej masowego zastraszenia. Holokaust służy do zwalczania i dyskredytowania niewygodnych ludzi. Wystarczy kogoś oskarżyć o antysemityzm czy negowanie Holokaustu, żeby był skończony. Holokaustu można nawet użyć do wywoływania wojen. Likwidacji wrogów Izraela i Ameryki.
Dlaczego tak naprawdę nie wolno porównywać Holokaustu z innymi ludobójstwami? Nie dlatego, żeby ci ludzie naprawdę wierzyli, że Holokaust był czymś wyjątkowym, straszniejszym niż Wielki Głód czy rzeź Ormian. Oni są na to zbyt inteligentni. Tu chodzi o pieniądze, o biznes. Wszystkie inne narody, które mówią o własnych cierpieniach, ci ludzie uważają za zagrożenie dla swoich interesów. Za biznesowych konkurentów.
Moi rodzice byli ocalałymi z Holokaustu. Moja biedna mama przeszła przez piekło. Getto warszawskie – Majdanek – dwa obozy pracy niewolniczej. Wszyscy członkowie jej rodziny zostali eksterminowani. A co dostała? Nędzne trzy tysiące dolarów! A ten człowiek wystawił rachunek na sześć milionów. Wszystko to pewnie nie denerwowałoby mnie tak bardzo, gdyby ci aferzyści nie powoływali się przy tym na ocalałych. A więc także na moich rodziców. Dla mnie ich cierpienie to świętość. A ci uśmiechnięci, świetnie ubrani prawnicy z Nowego Jorku wykorzystują je do wyłudzania pieniędzy, bogacenia się.
Należy jednak pamiętać, że na początku – zanim pod koniec lat trzydziestych Mussolini sprzymierzył się z Hitlerem – w ideologii faszystowskiej nie pojawiały się wątki antyżydowskie. Wprost przeciwnie, wśród członków założycieli włoskiego ruchu faszystowskiego było sporo Żydów
Choć Polacy nie mieli oczywiście zbrodniczych planów wobec Żydów, jak Niemcy, władzom sanacyjnym również zależało na zmniejszeniu populacji żydowskiej w swoim kraju. Wywołane to było przeludnieniem, olbrzymimi problemami gospodarczymi i innymi czynnikami. Warszawa uznała, że ruch syjonistyczny może okazać się pomocny w rozwiązaniu tego problemu. Wspierała więc Żabotyńskiego, który zachęcony tym wystąpił z projektem wielkiej ewakuacji Żydów z Polski.
Członkowie organizacji mieli wielki szacunek dla Polski. Byli żydowskimi patriotami, ale równocześnie lojalnymi obywatelami Rzeczypospolitej. Polski nacjonalizm był dla nich źródłem inspiracji. Swoją drogą nie wiem, czy pan wie, że Begin był w Irgunie nazywany komendantem. Tak jak Piłsudski. Miał zresztą polskie maniery. Nosił starannie wyprasowane garnitury, całował kobiety w rękę, był bardzo szarmancki. Izraelska lewica, widząc to, wpadała w amok i oskarżała go, że udaje polskiego szlachcica.
Izraelczycy nie mają najmniejszego pojęcia o tym, jaką cenę zapłaciła Polska podczas wojny. Nic nie wiedzą o powstaniu warszawskim. Dla nich historia Polski to wyłącznie dokonany na waszych ziemiach Holokaust.
Że Żydzi przez wieki – jestem z tego dumny – żyli wspólnie z Polakami, tworzyli razem państwo i byli elementem większej całości. Usiłuje się nam teraz wmówić, że poza Izraelem był i jest tylko antysemityzm, więc: przyjeżdżajcie do nas!
W Izraelu dowodem na to, co mówię, jest pewien hańbiący fakt. Otóż pieniądze z odszkodowań za Holokaust zostały przeznaczone na rozwój infrastruktury, a sami ocaleni dostali marne ochłapy. Dziś sytuacja materialna wielu z nich jest tragiczna. Mimo że żyją – jak pan się wyraził – w jedynym żydowskim państwie na świecie.
W pierwszych dwóch dekadach Państwa Izrael pomiędzy Żydami rysował się bardzo wyraźny podział. My, Izraelczycy, byliśmy silni. Oni, ocalali z Holokaustu, byli słabi. My byliśmy wojownikami, bohaterami – ich nazywaliśmy mydłem albo Polakami (słowo „Polak” było obraźliwe). Oznaczało to ludzi, którzy nie umieją walczyć, bronić się, biernie poddają się losowi. Pogardzaliśmy nimi!
Niestety, większość ludzi nie pisze wspomnień i zabiera swoje opowieści do grobu. A narody kochają tylko jedną historię. Właśnie tak działają dyktatury. Starają się wsadzać ludziom w usta swoje „prawdy”, tak aby mówili jednym głosem. Po co to zresztą opowiadam, pan jako Polak wie to znacznie lepiej niż ja.
Część weteranów powstania po latach krytycznie ocenia decyzję o jego rozpoczęciu. Ja tak uważałem już w 1944 roku! Z góry wiedzieliśmy, że to nie ma sensu. Mówił tak choćby mój dowódca z oddziału, „Stasinek” Sosabowski, syn generała Stanisława Sosabowskiego. To przecież było wariactwo. Już wtedy wiedzieliśmy, że na ziemiach wschodnich Sowieci aresztują i mordują żołnierzy AK biorących udział w akcji „Burza”. Uważaliśmy więc, że nawet jeśli powstanie się uda, to wszystkich nas zamkną i wywiozą do łagrów.
Żydowscy prawicowcy uważali, że skoro udało się Polakom, oni mogą zrobić to samo na Bliskim Wschodzie. Podczas walk w getcie większość żołnierzy ŻZW rozmawiała ze sobą w języku polskim, a nie w jidysz. Frenkel nosił zaś polskie, chrześcijańskie imię – Paweł.
Chcieli się zapisać w historii, zrobić coś spektakularnego w proteście przeciwko temu, co Niemcy wyrabiają z żydowską ludnością cywilną. Żołnierze ŻZW wiedzieli, że nie mają najmniejszych szans na zwycięstwo, uznali jednak, że samo stawienie oporu będzie zwycięstwem moralnym. No cóż, to bardzo polskie podejście… To prawda. Polacy mają bardzo mocno wyrobione poczucie honoru. Przejęli to od nich młodzi, zapatrzeni w Piłsudskiego syjoniści rewizjoniści. Ich beznadziejna walka w getcie odgrywała i wciąż odgrywa olbrzymią rolę w żydowskiej tożsamości. Pokazuje bowiem, że Żydzi wcale nie szli dobrowolnie na rzeź, że podjęli walkę z oprawcami. To jest dzisiaj dla nas, Izraelczyków, wielki powód do dumy. Swoją drogą powstanie w getcie warszawskim było pierwszym powstaniem w okupowanej przez Niemców Europie.
Niestety, muszę przyznać, że Marek Edelman nie był w Izraelu szczególnie popularny. Był to skutek jego, często bardzo ostrej, krytyki działań państwa żydowskiego na Bliskim Wschodzie. Znam tę sprawę bardzo dobrze. Kilka lat temu próbowałem bowiem namówić czołowe izraelskie uniwersytety do przyznania mu honorowego doktoratu. Wskazywałem, że Edelman dostał wiele odznaczeń od Polski, a nawet od Francji, ale wciąż nie docenił go jego własny naród, który przecież tyle mu zawdzięcza. Moje działania, niestety, zakończyły się fiaskiem. Na moje argumenty odpowiadano: „Nie będziemy honorować osoby, która oczernia naszą ojczyznę”.
Bund uważał, że Żydzi powinni pozostać w Polsce. Że to tutaj, a nie na Bliskim Wschodzie, jest ich miejsce i prawdziwa ojczyzna. Sprzeciwiał się emigracji do Palestyny i zaciekle zwalczał ruch syjonistyczny. Właśnie takimi kategoriami myślał Edelman. Dla niego domem była Polska, a nie jakiś odległy Izrael, w którym nie czuł się dobrze. „Żydowskie państwo?” – pytał. – „Jak to może być żydowskie państwo, skoro tu się nie mówi w jidysz?”
W Polsce taki pogląd jest dość powszechny ze względu na wojnę 1920 roku. Głównodowodzący Armii Czerwonej Lew Trocki, żydowscy politrucy zachęcający do wyrżnięcia „białych panów”, bramy triumfalne w miasteczkach na wschodzie… A z drugiej strony tysiące Żydów, którzy zgłaszali się do armii polskiej, żeby się bić z bolszewikami. Część z nich internowano zresztą w specjalnym obozie pod Warszawą, bo bano się, że okażą się nielojalni. Wcześniej bardzo wielu Żydów biło się w Legionach Piłsudskiego. W formacji tej służył na przykład ojciec profesora Richarda Pipesa.
Właśnie. Ten sam syndrom wystąpił zresztą po II wojnie światowej. Większość Żydów, która w 1945 roku znalazła się w Polsce, przetrwała w Związku Sowieckim. Ci ludzie na własnej skórze przekonali się, czym jest system komunistyczny, wiedzieli o jego potwornościach. Ale w sytuacji „zaraz po Holokauście”, w sytuacji zagrożenia, jakie odczuwali w powojennej Polsce, uznali, że jedyną siłą, jaka zapewni im bezpieczeństwo, są właśnie komuniści.
Zgadzam się jednak, że rok 1939 stworzył złą atmosferę. Zgadzam się również, że oprócz antysemityzmu z lat trzydziestych właśnie zemsta za tę współpracę z Sowietami była motywem działania morderców z Jedwabnego i innych miejsc, w których w 1941 roku po wkroczeniu Niemców dokonano pogromów. Zdarzało się to bowiem wszędzie. Od Łotwy po rumuńską Besarabię.
Andrzej Paczkowski zbadał ten problem i okazało się, że Żydzi zajmowali 29 procent stanowisk kadry kierowniczej UB. To spory odsetek, ale większość funkcjonariuszy komunistycznej policji politycznej była Polakami.
Polacy komuniści dokonali oczywiście wielu zbrodni. Wśród ubeków byli jednak i Żydzi. Byli. I pytanie, jakie należy zadać – problem ten poruszył już swego czasu Stanisław Krajewski – brzmi: Czy Żydzi w związku z tym powinni mieć jakieś poczucie winy? Pamiętam, jak Aleksander Kwaśniewski przepraszał za zbrodnię w Jedwabnem. Ale czy to Kwaśniewski wymordował tych ludzi? Winni i tak nigdy nie przepraszają. Zawsze robią to niewinni. Według mnie takie gesty nie mają większego sensu. Znacznie ważniejsze od przeprosin jest przyjęcie do wiadomości tego, co się stało. Żydzi powinni zaakceptować to, że ich rodacy także popełniali zbrodnie.
Mam wrażenie, że Żydzi i Polacy w podejściu do własnej historii są do siebie bardzo podobni. To prawda, uprawiamy apologetykę! W imię zasady, że my nigdy nie zrobiliśmy nic złego – to zawsze inni byli winni. To jest jednak idiotyczne zarówno u Polaków, jak i Żydów.
Dziś nie powinniśmy mówić o przebaczeniu, bo to niczego nie da, ale skupić się na poznawaniu całej prawdy o tych tragicznych wydarzeniach.
Zwrot o 180 stopni, jaki nastąpił w postrzeganiu tego papieża przez opinię światową – bo czarną legendę Piusa XII kultywują przecież nie tylko Żydzi – był efektem operacji dezinformacyjnej KGB o kryptonimie „Stolica-12”. Wszystko zaczęło się w 1963 roku, gdy niemiecki komunista Rolf Hochhuth z inspiracji sowieckich służb specjalnych napisał głośną sztukę Namiestnik.
Dlaczego Sowietom tak zależało na zepsuciu dobrej opinii nieżyjącego papieża? Bo Kościół katolicki uważali za jednego ze swoich głównych wrogów. Watykan reprezentował wszystko, czego komuniści nienawidzili i czego się bali. I chyba mieli rację, bo w końcu inny papież – pański rodak, Jan Paweł II – odegrał wielką rolę w obaleniu tego systemu. Operacja „Stolica-12” miała na celu podważenie autorytetu Kościoła poprzez przylepienie mu łatki antysemityzmu. Ja uważam go za największego spośród Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Papież uratował więcej Żydów niż wszyscy inni polityczni i religijni przywódcy świata razem wzięci. Izraelski historyk i dyplomata Pinchas Lapide szacował, że Pius XII ocalił blisko 900 tysięcy ludzi! Jak kiedyś obliczyłem, oznacza to, że dwadzieścia procent wszystkich Żydów na świecie żyje dzięki niemu!
To Pius XII nakłaniał admirała Miklósa Horthyego, żeby powstrzymał deportacje węgierskich Żydów do Auschwitz. Tylko ta interwencja uratowała 200 tysięcy ludzi.
Wielu Żydów uratowało się również, nie wyjeżdżając z okupowanej Polski. Przeżyli w klasztorach czy na plebaniach. Oczywiście. Rola Kościoła była tu olbrzymia. To księża i zakonnicy wydawali ludziom metryki chrztu, organizowali ich ucieczki, ukrywali. Kościół katolicki był wielkim przedsiębiorstwem ratującym Żydów.
W dziwnej kolejności czytam tę serię, ale w oryginalnym planie byli tylko "Sowieci". Tamta książka na tyle mi się spodobała (mimo kilku zarzutów), że poszedłem za ciosem. I chyba warto było. Recenzja będzie chaotyczna - raczej impresje na świeżo po lekturze. Sorry-not sorry.
1. Pierwszy rozdział był diablo dobry. Z jakimś izraelskim historykiem na temat tego czym jest naród izraelski (w sensie etnicznym) - niby nic tam nowego (czytywałem wcześniej o różnicach między ashkenazi i sefardyjczykami, o akcji z "zagubionym plemieniem", ale framing tego profesora totalnie mnie rozwalił. Nie będę spoilować - bardzo prowokujące do myślenia.
2. Zaczęło się więc od wysokiego C, potem już jest różnie, ale generalnie zawsze ciekawie. Jak dla mnie trochę zabrakło cofnięcia się wgłąb historii - próby rozczytania faktycznych relacji polsko-żydowskich, stopnia integracji/zantagonizowania, itp. Miałem wrażenie, że generalnie zaczynamy od 39-go, z nielicznymi nawiązaniami do 20-go i miedzywojnia. Książka nie z gumy, ale chyba trochę to spłyca cały obraz.
3. Pewnie Wasze podst. pytanie jest takie: czy to książka pod tezę? Czy jest obiektywna? No cóż, historykiem nie jestem, nie mówiąc o specjalizowaniu się w kwestiach żydowskich, ale czasami jest super a czasami trochę "awkward". Kiedy książka wygląda naprawdę bardzo obiektywnie? Kiedy np. Zychowicz przepytuje kogoś z polskich historyków na temat badań pogromów i nie ma tam owijania w bawełnę - są mocne liczby, nie ma unikania trudnego tematu. Pojawiają się trudne pytania o Grossa i pojawiają się opinie zarówno krytyczne jak i wspierające. A same pytania: dobre. To samo odnośnie liczby Żydów ocalonych przez Polaków: też widać włączony tryb let's get real i kawał dobrego materiału. Bez lukrowania, bez samobiczowania - ciężko się to czyta, ale wygląda credible. Dobra jest też końcowa sekcja skoncentrowana na prof. Jaśkowskim/Jaśkowiaku (pewnie przekręciłem nazwisko - mea culpa), dotycząca analizy przyczyn pogromów, np. na ile mogą one wynikać z tego, że zdarzało się Żydom w 1939 witać Armię Czerwoną łukami triumfalnymi. Są tam polemiki, różne perspektywy, nie widać kombinowania. Ale ...
4. ... są też sekcje, gdzie mam wrażenia trochę zabrakło tej podwójnej perspektywy - zwłaszcza w pierwszej części książki. O dziwo, nie chodzi o sekcje dot. trudnych stosunków polsko-żydowskich, lecz raczej powstania państwa Izrael i relacji żydowsko-arabskich. Miałem wrażenie, że autor poszedł tu totalnie na skróty - zakładając, że pewne popularne opinie/stwierdzenie każdy czytelnik zna, więc po co strzępić r... Jestem przekonany, że jednak nie każdy zna.
5. Najsłabsze rozdziały to chyba te o Komorowskim (ckliwe, niewiele wnosi), morderstwie polskiego konsulta i agentach w PRL. Najlepsze? O szmalcownikach, różnicach ideowych u zarania państwa Izrael, no i wspomniany rozdział pierwszy.
No i co, będzie pięć gwiazdek? Będzie. Nie dlatego, że jestem fanboyem Zychowicza (nie jestem), ale dlatego że to książka potrzebna a on ją napisał i to jeszcze nie zdejmując nogi z gazu. Książka wymaga trochę wiedzy dodatkowej, otwartego umysłu - warto w nią zainwestować te parę godzin. Akurat piszę te słowa 3 dni po kolejnej dużej akcji Hamasu (zacząłem kiedy jeszcze było spokojnie, więc bez związku) - każdemu przyda się trochę kontekstu, żeby zrozumieć trochę lepiej to co się dzieje na Bliskim Wschodzie.
Najlepsza rekomndacja tej ksiazki jest zdanie pochodzace ze wstepu mowiace o tym ze jedna czesc krytykow uznala autora za antysemite a druga, przeciwnie za filosemite. Ksiazke czyta sie jednym tchem i dostarcza ona naprawde wielu ciekawych informacji historycznych, kulturowych i spolecznych dotyczacych histori Zydow i panstwa Izrael (ktore nie jest takim monolitem jak sie wydaje wielu Polakom). Polecam!
hat was interesting. I was worried the book will be just full of antisemitic shit, but - while I am no expert on the history and policy of Israel, nor on the history of WW2 persecution of Jews, Poles and other nations - it did seem to have a balanced approach, often providing conflicting opinions about some events.
At least some of the claims here I am willing to believe, because there is a push towards censorship in the neverending quest for political correctness and while I shouldn't be surprised that historians also suffer because of it, it is saddening. As it was said in this book - biased history is not history, just propaganda.
This is a book for open-minded people and for those who are neither for or against the Jews. The war or even the real life is never black and white. There are always heroes and villains, what is more, people can be both, depending on the circumstances. The author compiled a set of essays, mostly interviews, with people of different views, both regarding the Jews and the Poles during the WW2 and communism. There were good and bad people on both sides and we cannot put one nation in one category. I'm glad I've found this book and could expand my knowledge in this matter.
An interesting position. Sheds some light on the topic of Jews and jewishness. Very useful in this trying times to understand at least the bare minimum. Author interviews many researchers on the controversial subjects
Fascynująca książka. Nie jest wcale niepoprawna politycznie. To hasło mające napędzić sprzedaż. Na książkę składają się wywiady, które Zychowicz na przestrzeni lat przeprowadził z wieloma Żydami, w tym historykami. Znając poprzednią książkę Zychowicza (Ribbentrop-Beck) byłem nastawiony do tej pozycji negatywnie. Myślałem, że będzie jednostronną relacją, zbiorem narodowych fobii antyżydowskich. Pozytywnie się rozczarowałam. To są bardzo ciekawe rozmowy. I chociaż Zychowicz stara się czasami skręcać w stronę lekko negatywnego nastawienia do relacji polsko-żydowskich jego rozmówcy - Żydzi i osoby z innych nacji, w tym Polacy - pokazują mu złożoność historii i relacji narodów. Wyszła książka moim zdaniem bardzo wyważona, bardzo ciekawa. Pokazująca dobre i złe strony współżycia narodów. Żydzi zostali pokazani jak dowolny inny naród - z „łajdakami” i „świętymi” oraz całą masą ludzi przyzwoitych, a także postaci niejednoznacznych. Fascynująca lektura.
Moim zdaniem najlepsza ksiąźka Zychowicza! Jest bardzo bezstronna i, tak jak mówi opis książki, potrafi zmienić poglądy zarówno filosemitów, jak i antysemitów (tak zresztą było w moim przypadku). Książka dostarcza wielu ciekawych informacji w postaci wywiadów z Żydami, prpfesorami, czy zwykłej wiedzy przelanej na papier przez autora. Panie Zychowicz, więcej takich książek!
Lubię Zychowicza. Jego książki pozwalają spojrzeć na historię z innej perspektywy. Niekoniecznie, tak jak uczyli na historii w szkole, dawno temu. Żydzi są wg mnie niestety na troszkę niższym poziomie niż Sowieci i Niemcy (może dlatego, że to tak naprawdę pierwsza książka z cyklu, a ja czytam od końca :). Wywiady są jak zwykle świetne. Różne tematy, ciekawe historie. Kilka perełek. Za to standardowe dłuższe teksty, tym razem mi nie podeszły. Oprócz dosłownie kilku rozdziałów, miałem wrażenie, że większość opiera się na schemacie -"Ktośtam napadł na kogoś jak była wojna". Wiadomo, to nie fikcja, tylko lekcja historii. Ale to nie znaczy, że jest to ciekawe w czytaniu.
No i tradycyjnie kolejna "Najbardziej kontrowersyjna książka autora Obłędu 44" na okładce. Jak tak dalej pójdzie to trzeba będzie sięgnąć po reptilian, żeby utrzymać tempo kontrowersji :D
Strasznie długo to czytałem, bo ksiązka jest szalenie nierówna. Jest to tak naprawdę kompilacja artykułów autora z prasy, podzielona tematycznie na 5 lub 6 części. Jest to pozycja dla osób zaanwansowanych w tematyce relacji polsko - żydowskich lub Holocaustu, gdyż autor w swoich artykułach wyciąga smaczki i grube niuanse, a jeśli wywiady, to z osobami konrowersyjnymi, które mówią wbrew powszechnie przyjętym poglądom / opiniom. Z tego względu trudno się to czyta, zwłaszcza opowieść po opowieści (czy też artykuł). Jest to w pewnym sensie podsumowanie kilkunastu lat pracy autora w tematach żydowskich, przez co widać różny warsztat i to mi osobiście też przeszkadzało. Podsumowując: dla osób które coś już wcześniej wiedzą, do tego trzeba lubić Autora, bo momentami widać jego osobowość zanadto w spisanym materiale.
Ciekawy reportaż skłaniający do refleksji. W zależności od początkowej znajomości czytelnika z tą częścią historii, tą książka wnosi mniej bądź więcej do ich wiedzy, co nie zmienia faktu, że sposób przekazania jest bardzo rzetelny i symulujący. Tematyka jest zróżnicowana i rozmówcy zostali takie wybrani.
Kolejna książka Piotra Zychowicza przeczytana. Przyznam, ze sięgałem po nią z obawą. Stosunki polsko -żydowskie od lat są całkowicie nienormalne i nacechowane wzajemnymi uprzedzeniami. Dlatego Zychowicz stara się tutaj jak najbardziej wysłuchiwać obie strony. Jest to zawsze jakaś metoda własne po to, aby człowiek wyrobił sobie własne w tej sprawie zdanie. Polecam!
Sposób pisania autora zachęca do czytania kolejnych rozdziałów. Wiele z nich nakłania do spojrzenia na tematykę z szerszej perspektywy. Nie nudziłem się.