Nie ma takiego miejsca na świecie, o którym nie można by było opowiedzieć ciekawej historii. Wystarczy tylko przez jakąś szczelinę zajrzeć w jego minione dzieje. Ale Grzybowska 6/10? Wielgachny blok z warszawskiego Osiedla za Żelazną Bramą, wybudowany „metodą monolityczną betonów wylewnych”, symbol PRL-owskiego „budownictwa uspołecznionego” z czasów Gomułki?
Aleksandra Domańska zagląda w szczelinę czasu – odnajduje przedwojenne budynki, które stały pod tym adresem i z detektywistyczną intuicją, przy pomocy wyszperanych drobnych artefaktów tamtego życia: rachunków za gaz, fragmentów listów, planów architektonicznych, wypisów z książki telefonicznej, a także rozmów z jedynym żyjącym świadkiem istnienia tego niewielkiego skrawka miasta, opisuje losy ich mieszkańców: małego Jurka Glassa i jego taty Mieczysława - lekarza ze szpitala św. Ducha, Salomona Graffa – właściciela składu żelaza, belek, blach i rur, Romany Wilner, jej chorowitego syna Rysia i wielu innych. Kameralnie, chwilami wręcz czule, odtwarza ich codzienność przed katastrofą wojny i towarzyszy im w getcie.
Chłodna 40. Warszawa, Wola. Z obowiązkowym przymiotnikiem, "robotnicza". A może lepiej zwyczajnie, "biedna"? Na czwarte piętro kamienicy wbiega zdyszana Sabina. Jest marzec 44 roku, przyszli bohaterowie "Pamiętnika z powstania warszawskiego" spotykają się, by wspólnie czytać, uczyć się, może plotkować. Mieszkanie Białoszewskich jest spore i oprócz Mirona mieszkają tu same kobiety (Ojciec z Zochą na Chmielnej mieszka już prawie piąty rok), wśród nich Stefa, której jakiś czas temu "upiekło się getto". Stefa się ukrywa.
To początek historii jakich wiele, choć znanej z jednej z najważniejszych opowieści o powstańczej Warszawie. Książce-wentylu, jedynej - w powszechnym użyciu - dopuszczającej niebohaterski pejzaż powstańczy. Ważnej, choć marginalizowanej, o czym świadczy fakt, że Stefy nikt nie odkrył.
Śledzę ją od kilku miesięcy i tak trafiłem na książkę Aleksandry Domańskiej, “Grzybowska 6/10. Lament”. Tu też jest adres i losy mieszkańców. Są odnalezione listy i rodziny mieszkające dzisiaj na całym świecie. Jest kilka historii, w tym ta jedna, spinająca całość. I jest problem. Mój problem.
Z jednej strony mogę zarzucić Domańskiej "wodolejstwo" i nadmiar pokazywania szwów pracy reporterki, przesadne krygowanie się i niepewność, wątłość wątków. Z drugiej - sam se to napisz. Ale jednak bądźmy krytyczni - za dużo tu cytowania dość przewidywalnych źródeł (Czerniaków, Ringelblum), za dużo scen rodzajowych, za mało wiary w siłę głównego wątku. Jest bardzo atrakcyjne opisanie historii getta warszawskiego, pokazywanie jego okropności i skomplikowania ludzkich losów w tej Warszawie, co pierwsza spłonęła. I sam nie mogę się od niej uwolnić, to dopada człowieka i chciałoby się opisać każdy dzień, każdy moment, kiedy jeszcze żyli. A przecież wiadomo, że się nie da. Na scenie nie dla wszystkich jest miejsce i jakoś trzeba sobie z tym poradzić. Domańskiej nie w pełni się to udało, ale jak na reporterski, literacki debiut, jest to książka na pewno zasługująca na uwagę.
Jeden zarzut poważniejszy i pod rozważania przy innych lekturach. Domańska bardzo łatwo radzi sobie z pytaniem "dlaczego możemy opisać historię jedynie tych lepiej sytuowanych", "wywyższonych" przez status majątkowy lub pozycję społeczną. Autorka zauważa to dość późno i w jednym akapicie rozprawia się z tym problemem. Jest jej ogólnie przykro z tego powodu, ale cóż począć. A można było jednak na tym wątku więcej wygrać. Pisząc historię wywyższonych w gettowej hierarchii można było więcej o niej powiedzieć, to jest historia wciąż nie w pełni opisana.
Stefie się udało, Stefę zapisał Miron i podsunął dziesiątki tropów, które się układają w opowieść o przedsiębiorczej kobiecie, która nie dawała sobie w kaszę dmuchać i miała cholernie dużo szczęścia. Stefa się znalazła w archiwach. Ale jak to napisać? Próbuje się.
Po tytuł ten sięgnęłam z ciekawości. Mieszkam na Osiedlu Za Żelazną Bramą, które stoi na miejscu dawnej Grzybowskiej. Ta historia jednej rodziny to właściwie modelowy przykład życia żydowskich rodzin w czasach wojennej Warszawy. Bolesny i wciąż nie do zrozumienia.
Ta książka to trochę wywoływanie duchów. Ale bardzo potrzebne. Nigdy już nie spojrzysz na tę część stolicy tak samo.
This entire review has been hidden because of spoilers.