Gripping novels often create suspense by making the stakes very high: life-or-death struggles, violence or destruction on a global scale. _The Channings_ generates similar tension from much smaller stakes: someone has spilled ink on a choirboy's gown, 20 pounds are missing, and a young man burns a candle in his room half the night for reasons he refuses to reveal. In the English cathedral town of Helstonleigh, such enigmas loom large, and Mrs. Henry Wood shows how such seemingly small mysteries can change the fates of entire families -- and how the suspense of such mysteries can keep the reader turning the pages.
Ellen Wood (née Price) was an English novelist, better known as "Mrs Henry Wood". She wrote over 30 novels, many of which (especially East Lynne), enjoyed remarkable popularity. Among the best known of her stories are Danesbury House, Oswald Cray, Mrs. Halliburton's Troubles, The Channings, Lord Oakburn's Daughters and The Shadow of Ashlydyat. For many years, she worked as the proprietor and editor of the Argosy.
I liked this book in many ways, but the underlying ideas and the irritating piety (piety in the negative sense - there was a time that piety had positive connotations, I don't know that that's true anymore) and then the camel-straw - everything to do with Charlie, really took away from my initial enjoyment. I do not believe anyone is "beyond the pale", never mind an entire family. Nor does the way one is raised determine one's destiny - it has influence, sure, but there are many other factors at work as well.
For all my irritation the story kept me going right to the end - well, to the second-to-last-chapter anyway. The end was drawn out too long.
Po POSIADŁOŚCI EAST LYNNE i BŁĘDNIKU przyszedł czas na RODZINĘ CHANNINGÓW. Poprzednie książki czytałam z zainteresowaniem, acz znużenie niestety także się pojawiało. Przy RODZINIE CHANNINGÓW schemat jest dokładnie ten sam - jest zainteresowanie, ale jest też znudzenie. Wynika to zapewne ze stylu, który jest mocno... rozciągnięty, przegadany i autorka powtarza wielokrotnie te same emocje, bazuje też na tych samych schematach. Jednak książek MRS HENRY WOOD nie czyta się dla szybkiej akcji, a raczej dla teleportacji do minionego świata, w którym siadywało się wieczorami przy kominku i czytało fragmenty powieści całej rodzinie. Przyznaję, że pisarka ma szczególne upodobanie do spraw trudnych, niesprawiedliwych, zdających się być bez wyjścia. W jej dziełach zawsze dominuje patos - co może współczesnego czytelnika nieco drażnić, ale jeśli sięgamy po tę literaturę świadomie, to element drażniący musi odpaść - bo literatura z epoki wiktoriańskiej charakteryzuje się często przegadaniem, emocjonalną "wirówką", rozkładaniem problemów na miliony kawałków i wyolbrzymianiem czynów nie wymagających wyolbrzymiania. Nie jest tak zawsze, bo np. Dickens zdecydowanie się od tych niepotrzebnych dłużyzn ustrzegł, ale nie od dłużyzn w ogóle - tylko, że Dickens był prawdziwym mistrzem pióra, niepowtarzalnym talentem... a niestety, z całym szacunkiem dla MRS HENRY WOOD - no jej brakuje tego niezwykłego, literackiego wyczucia. Lecz nie oznacza to, że jej twórczość nie posiada walorów! Posiada absolutnie - tylko wiktoriańskie w stylu nieco telenowelowym. RODZINA CHANNINGÓW jest o tyle ważną pozycją, że zajmuje się tematami niestety zawsze aktualnymi - czyli niesprawiedliwością i fałszywymi oskarżeniami. Również mamy tu wspaniałe sądownictwo - na które osobiście reaguję silną alergią. W wielu miejscach ta opowieść przypominała mi SAMOTNIĘ Dickensa, posiada podobne problemy, wielu bohaterów, gargantuiczny rozmiar i skupia się wokół jednej familii i jej wzlotów i upadków. Uważam, że RODZINA CHANNINGÓW jest pozycją godną polecenia. Maria Czarnecka wykonała wielką pracę przy tłumaczeniu a Zysk i S-ka zadbało o najlepsze wydanie tej klasyki. Cóż - klasyki nigdy za dużo i zawsze będę ją polecać. Ta pozycja jest gorzko-słodka, moralizatorska i wzniosła, ale jest też przy tym bardzo ludzka, odwołuje się do nieprzemijalnych wartości, lojalności, wiary, rodzinnego wsparcia w dramatach i miłości. To taka klasyczna klasyka z czasów starej Anglii.
kto pierwszy rzuci kamień... Wydawnictwo Zysk i S-ka egzemplarz recenzencki
2020: I like solo readings better than collaborations but the story carried me on. And there was much more to think about then the very interesting (if possibly improbable) plot! Very glad to have stumbled on this book. (Or was it Providence)
2023: I'm not sure why I chose reread this just now. But I find I feel much the same as I did three years ago.
Mijają wieki, lata, Miesiące, dni Zmieniają się epoki Ostracyzmu sposoby Prześladowania rodzaje Nie zmienia jedno się Zło złem pozostaje!
Siła rodziny
Helstonleigh, małe miasteczko położone w cieniu strzelistej katedry. Życie płynie tu spokojnie, według ustalonego porządku. Mrs Henry Wood przybliża nam losy jednej rodziny, szanowanej i darzonej sympatią, rodziny Channingów.
Autorka pokazuje jak jedno oskarżenie, na dodatek niesłuszne potrafi spowodować lawinę, która zmienia życie rodziny. Wystawia dotychczas lubianą i szanowaną rodzinę na ostracyzm, upokorzenia, docinki czy nawet obraźliwe słowa.
Wood pokazuje czytelnikowi jak siła rodziny pochodząca z wiary w Boga, z lojalności i miłości pomaga członkom rodziny Channingów przejść przez te trudne chwile w ich życiu.
Przyznam, że najbardziej poruszyła mnie historia najmłodszego z Channingów, czyli Charlesa, naprawdę potrafi ona wzruszyć do głębi. Autorka udowadnia nią, że "niewinne" żarty kolegów z klasy potrafiły nawet 200 lat temu doprowadzać do tragedii.
"Rodzina Channingów" to książka, która mimo upływu lat pozostaje ciągle aktualna jeśli chodzi o wartości, o to jak łatwo podburzyć społeczeństwo wobec innych, jak kruche są fundamenty społeczności i jak łatwo ludzie ulegają pomówieniom, fałszywym oskarżeniom. Do dziś przecież jest tak nadal, nieprawdaż?
"Częste zmiany nie przyniosą wielkich zysków."
Powieść ta to także ukazanie siły rodziny, która jest gotowa wspierać siebie w najgorszych chwilach, okazuje sobie wiele miłości, przyjaźni, troski, dobrostan członków rodziny jest stawiany ponad swój, i to rodzina trwa wiernie przy boku do końca nawet gdy inni odwrócą się pod wpływem presji społecznej.
"Rodzina Channingów" to piękna i mądra książka, która zawiera w sobie wiele pięknych przesłań, ktore pozostają aktualne po dziś dzień. Polecam Wam lekturę z całego serca!
Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Zysk.
Gosh, I remember loving this book everytime I've read it. I have a very old "Reader's Library" edition - obviously abridged but it is still a page turner. There are no smoking guns or grisly violence - in fact a family's whole honour turns on the disappearance of a ten pound note. The Channings are held in such high regard in the sleepy Cathedral town of Helstonleigh but young Charley Channing is not thought much of by his school fellows. Led by bullying Gerald Yorke he is constantly teased, called "Miss Charley" and when the book begins is deeply involved in the "ink on the surplice" scandal. Seems to be a common theme of Mrs. Wood's books (some that I have read anyway) - the ostracizing of young boys who are almost saints in their own family's, the town's and even the author's eyes and bullied unmercifully by their peers - in fact in one (I'm pretty sure it was "Mildred Arkell") the child even died!! Anyway things go from bad to worse with Charley until a prank gone perilously wrong has most of the town believing that he is drowned. With Charley disappearing for most of the book and the family in deep despair the last thing they need is yet another trouble but get it they do (in spades!!) Their golden boy (yes, another one!) Arthur, is accused of being a thief when the petty cash tin (where he works) is robbed of a 10 pound note after a street parade has drawn all of the staff's attentions to the window. It is completely clear to any idiot that it has to be Roland Yorke - he is lazy, disliked in the town and after the theft absconds to the Colonies!! - yet Arthur is the only one who stands up for him. I suppose because it looks so obvious it is still a shock when Roland is finally unmasked - if he is such a "jolly decent fellow" as Arthur proclaims why did he just sit back and let Arthur be blamed. Somehow "I thought I would have enough time to put it back" doesn't quite cut it. Apart from the riveting "East Lynne" there is an awful lot of moralizing in Mrs. Henry Wood's books and "The Channings" is no exception.
This entire review has been hidden because of spoilers.